16 maja

16 maja

Trudna sztuka walki z własnymi ambicjami. Część 1.

Każdy z nas ma jakieś postanowienia, plany, cele i marzenia. Każdy z nas planuje, marzy o tym co by było gdyby. Każdy z nas chciałby odcinać kolejne kupony zrealizowanych celów i być z siebie dumnym. Każdy z nas ma inne marzenia, plany, a satysfakcja u każdego jest ta sama. Ta sama radość, ta sama duma. Nieważne czy chodzi o wielki awans w pracy, sukces w firmie, wybicie się na tle innych przedsiębiorców, zaproszenie na galę blogerów, dostanie się do programu kulinarnego, czy satysfakcja z nauki robienia siusiu na nocnik przez naszą pociechę. A co jak się nie uda?







Była sobie pewna dziewczyna. Nazwijmy ją Ania. Ania bardzo chciała schudnąć. Zbędne kilogramy po ciąży denerwowały ją z dnia na dzień coraz mocniej. Lustro wywoływało u niej odruch wymiotny. Ania usiadła pewnego dnia przy stole, wzięła zeszyt i długopis. Z wielkim bólem w sercu zważyła się, zmierzyła i wszystko zapisała tak, jak było. Pod wymiarami napisała "MOJE CELE", wypunktowała kilka najważniejszych. Co tam było? Najpierw zapisała wszystko chaotycznie, bez kompletnego sensu, na wyrost i zbyt ogólnie. Schudnę 15 kilogramów. Będę miała krągłą pupę. Nie będą moje uda ocierać się o siebie. Chcę mieć płaski brzuch.

Ania spojrzała jeszcze raz na swoje zapiski. Pomyślała, że potrzebny jej konkretny plan. Wpisała w Google odpowiednią frazę. Przeczytała kilka artykułów, zapisała wnioski i myśli skróty. Przystąpiła znów do pracy. Cele Ani były jasno określone, były realne, bez przesadyzmu. Postanowiła że zgubi te swoje 15 niechcianych gości w rok. Pomyślała że to dobry termin. Przyszedł czas na spoglądniecie w swój jadłospis. Tak Ania wyczytała, że musi przez tydzień poobserwować co je.

Wszystko zapisywała, nie pomijała nic, mimo tego że się wstydziła. Była przerażona tym, co je. Zawsze wydawało jej się, że nie jest tak tragicznie. A tu okazało się że wiecznie coś podjada, i to wcale nie marchewki czy rzodkiewki. Tu cukierek, tam babeczka, tu kawałek pizzy, tam szklanka coca coli. Powoli zaczęła wprowadzać zmiany w żywieniu. Na dobry początek postanowiła wprowadzić jeden zdrowy posiłek, a co jakiś czas dokładała kolejny. Nowe jedzenie smakowało jej coraz bardziej. Nadszedł czas na ćwiczenia.


Ania postawiła na najbardziej rozpoznawalną trenerkę. Wykupiła pakiet treningów, na próbę, na miesiąc. Ania nigdy nie lubiła ćwiczyć. Poczytała od czego zacząć, zaczęła od najbardziej znanego programu. Wykonała z trudem połowę. Jednocześnie była zła, ale też dumna. Pierwszy trening za nią.

Minęło kilka miesięcy. Ania miała już za sobą kilka kilogramów, mnóstwo treningów. Stała się uśmiechnięta, zmotywowana, z radością czytała metamorfozy innych dziewczyn i czekała aż to ona pochwali się swoją. Coś jednak po drodze się zadziało. Odżywiała się dobrze, ćwiczyła, ale co rusz łapała infekcje. A to grypa, zaraz przeziębienie, a tu wyszła zimą pobiegać i wróciła z zapaleniem oskrzeli. Odporności zdecydowanie nie miała zbyt dobrej. Ćwiczenia poszły w odstawkę, mimo, że to nie zależało od niej. Będąc chora nie miała ochoty stać przy garach i robić kolejne sałatki na kolację, czy zdrowy pudding chia na śniadanie. Nie przytyła, ale waga stała w miejscu a czas uciekał. Tak minęły jej 3 miesiące, a potem nadeszły zmiany w życiu, brak czasu. Chudnięcie szło jak po grudzie.

Ania z dnia dzień znów się frustrowała. Nieuchronnie zbliżała się godzina zero. Ania wiedziała że już nie da rady. Z jednej strony wiedziała, że to nie jest jej wina, tak się układało jej życie. Nie zalegała na kanapie z chipsami. Z drugiej strony widziała w głowie hasła z grup aktywnych kobiet

"Nie ma złej pogody na bieganie. Kolejny trening w deszczu zaliczony. Wymówki są dla słabych."
"Na przeziębienie najlepszy jest trening."
"Udało mi się! Schudłam tyle ile chciałam w pół roku!"


Ania załamała się. Zaczęła robić sobie mnóstwo wyrzutów, mimo że już schudła ponad połowę założonej cyferki. Zostało jej tak niewiele, a ona zachowywała się tak jakby nie osiągnęła nic. Chwaliła się koleżankom, na forach, na portalach społecznościowych że schudnie. Co Ci ludzie powiedzą?


Co zrobiła Ania? Odpuściła całkiem. Poddała się. Skoro nie udało jej się zrealizować celu w 100%, to nie ma po co się starać dalej. I tak się nie uda.
Zamiast pomyśleć że przecież się uda, po prostu była trzy miesiące w zawieszeniu. Doda sobie kolejny czas i w końcu się uda. Z wstydu przed ludźmi, gadaniem innych że to ta której się nie udało, schowała się w swoim świecie. To gadanie było tylko w jej głowie, tak na prawdę nikt tak nie mówił, ani nie myślał. Wszyscy czekali na Anię, kibicowali jej. Czy Ania musiała tak skończyć? 


Co się stało z Anią? 

Przytyła. Prawie tyle ile udało jej się zrzucić. Na szczęście ktoś mądry przemówił jej do rozumu. Usłyszała piękne słowa. Nie ważne ile razy upadasz, ważne że zawsze wstajesz i idziesz dalej, nie cofasz się.
Kolejna próba Ani zakończyła się sukcesem. Tym razem, nie dała sobie określonej ilości czasu. Każde przeziębienie, chorobę czy gorsze dni traktowała na luzie, jako odpoczynek. Cierpliwie wracała do treningów, dalej dawała z siebie wszystko. Ania była z siebie dumna, przestała mieć wyrzuty, wiedziała kiedy odpuścić. Cierpliwie starała się, walczyła o swoje i dostała to.

Ania objęła taktykę na luzie, bez spiny. To był jej klucz do sukcesu. Klucz który otworzył jej kolejne drzwi. Ania odcinała kolejne kupony, a razem z nimi czuła jeszcze większą dumę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za dodanie komentarza! Jest mi niezmiernie miło że odwiedzasz mojego bloga i zostawiasz po sobie ślad. Ściskam!

Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger