13 maja

13 maja

Kwiecień: sportowe podsumowanie miesiaca

Nie wiem dlaczego, wydawało mi się że kwiecień był słaby treningowo. Może dlatego że od majówki nie działo się u mnie w tym temacie kompletnie nic. A tu zaskoczenie, bo wywiązałam się z założonego planu! Już prawie połowa maja, no i w końcu zapraszam na kolejne, już szóste podsumowanie miesiąca!




Kwiecień w liczbach



19 godzin 32 minuty i 14 sekund spędzonych na treningach co daje no cóż prawie dobę! W skali miesiąca to jest mało, a zaraz sami zobaczycie że efekty są i warto było poświęcić te 19 godzin. Średnio wychodzi mi że trenowałam 24 minuty dziennie. To chyba nie jest dużo, moim zdaniem. Jeśli bardzo chcesz to znajdziesz choć te 24 minuty na jakikolwiek trening, czy choćby spacer. 


5929 spalonych kalorii.



46,4 wybieganych kilometrów. Tutaj czuje niedosyt chciałam przebiec minimum 70 km, choć przyczyną moich krótkich dystansów były nieodpowiednio dobrane buty i poszukiwania nowych które w końcu mam od kilku dni. 


11 treningów biegowych z średnim dystansem 4 km. 

18 treningów na domowej macie. 


7,5 tys kroków dziennie - to moja średnia liczba wykonywanych kroków w kwietniu. 


Utracone centymetry: łącznie 9 cm, z tego czuję dumę. Przy Hashimoto i niedoczynności tarczycy muszę bardzo uważnie przyglądać się swojemu organizmowi. Stracenie choć 1 cm kosztuje mnie więcej energii, więcej zaangażowania i samozaparcia. Do wymarzonych efektów jeszcze sporo mi brakuje, ale jestem pełna nadziei na sukces. 






Treningi na domowej macie 



W dalszym ciągu uwielbiam trenować w swoim domowym zaciszu, nie mam zamiaru zmieniać maty na rzecz siłowni. Mimo to, że polubiłam treningi siłowe i w swoim domowym wyposażeniu mam hantle, piłkę, gumy treningowe. 





#missionbeachbodyzewachodakowska


Kwiecień, konkretnie 7 dnia kwietnia ruszyło nowe wyzwanie, tuż po Be Better, Mission Beach Body z Ewą Chodakowską. Tym razem Ewa przekazała pałeczkę swoim podopiecznym. Tym razem to my mamy motywować, wstawiać raporty, posty motywacyjne. To my, trenujące, przejełyśmy to wyzwanie. Ewa nadal daje plany treningowe i przykładowe jadłospisy, ale to naszym zadaniem jest robienie całej reszty.





Podoba mi się taka angażująca forma wyzwania. Już nie czekamy kiedy Ewa napisze jakiś fajny post, bo to my je wstawiamy. Facebook, Instagram zalała fala #fajterki ! Wczoraj (12 maja 2019) w 36 dniu wyzwania postów na Instagramie było ponad 50 tys z hashtagiem wyzwaniowym. Szok! Jestem zdumiona jak bardzo kobiety zaangażowały się, ile kobiet walczy, ćwiczy, zdrowo się odżywia. Nie tylko te które chcą zrzucić zbędne kilogramy, ale ramie w ramię z nimi idą te które doskonalą swoje sylwetki, utrzymują efekty. 






W kwietniu treningi nie było skomplikowane, polegały one na wykonaniu zadanego programu treningowego, zazwyczaj jednego, 6 dni w tygodniu. Były mocne akcenty jak Rewolucja, Kick Fit, a były też delikatne zadania jak Slim Fit, Beauty Shot, czy stare dobre Skalpele. W maju machina rozpędziła się i już nie jest tak łatwo! Ewa miksuje treningi, czasem odpalamy trzy różne, by wykonać którąś część treningu i lecieć z kolejnym. 






Oczywiście nie zawsze trzymałam się planu, podmieniałam sobie dni, by dobrze zgrać to z bieganiem. Nie zawsze też trenowałam te 6 dni w tygodniu, gdy bieganie dało mi popalić robiłam sobie wolne. Szczególnie dużo wolnego czasu miałam w okresie Świąt Wielkiej Nocy. 





Codziennie dodawałam raport na swoim Instagramie, czasem gdy nie miałam weny były to suche dane o 


  • treningu
  • piciu wody
  • zdrowym odżywianiu
A gdy miałam jakiś pomysł przemycałam cenne wskazówki w tematach odchudzania, trenowania czy biegania. 




Bieganie 



Założeniem na kwiecień było 12 treningów w miesiącu. Wychodzi na to, że powinnam biegać 3 razy w tygodniu. Tyle wystarczy by osiągać jakiś progres, lub nie obniżać dotychczasowej kondycji. 





Częściowo udało mi się, bo 11 wyszłam pobiegać. Jednak chciałam zwiększać kilometraż, biegać dłuższe dystanse i robić konkretne treningi. Czy się udało? Plany pokrzyżowały mi buty do biegania. Pod koniec zeszłego roku kupiłam swoją nową parę butów. Mimo że poprzednie edycje buta Nike Pegasus pasowały mi w ciemno, tak w najnowszym modelu o numerze 35 już ta mocno podrasowana technologia nie przypadła moim stopom do gustu. Cała sprawa nie wyszła od razu, lecz w momencie gdy zaczęłam biegać więcej i dłużej. Po kilku treningach powyżej 5 km bolały mnie stopy, szczególnie zewnętrzna część, czasem nawet podbicie. To był znak, że z butami jest coś nie tak. Wydeptałam więc do końca moje ulubione pomarańczowe Pegasusy 32, które swoją drogą są mocno zużyte i wylądują w pudle butów do codziennego używania. Swoje Pegasusy 35 w wersji premium, zostawiam dla siebie, być może dam im jeszcze szanse, podobno na takie sprawy pomaga wymiana wkładek na specjalistyczne wkładki do obuwia sportowego, wypróbuję to z pewnością. Zwyczajnie żal mi moich butów. 






Od kilku dni posiadam nowe deptaki, jednak pochwalę się nimi w kolejnym podsumowaniu :) nie chcę zapeszać i zachwalać, zdradzę tyle że zostałam w tej samej marce butów. 






W kwietniu totalnie zmieniłam trasę biegową. Znudziło mi się bieganie po lasku, kręcenie kółek. Na dłuższe wybiegania nie było czasu, więc jedna z moich tras nad jezioro nie została przeze mnie ani razu odwiedzona. Obrałam kurs na centrum miasta, co bardzo mi się spodobało, praktycznie cały kwiecień klepałam kilometry do centrum i z powrotem. Wybierałam różne drogi do domu, w zależności od tego jak bardzo nogi mnie niosły. 




Plany na maj



Maj już trwa w najlepsze, więc właściwie powinno być "plany na drugą połowę maja". Pierwszą przespałam, nie trenowałam z różnych powodów, lekka grypa chciała mnie pokonać ale na szczęście nie udało jej się. Od 13 maja wróciłam na dobre tory. Dziś wykonałam pierwszy krótki trening, po takiej przerwie wracam do treningów powoli, bez rozmachu. Pierwszy majowy rozruch za mną, a gdy poprawi się pogoda polecę wybiegać swoje nogi. 





Dalej trwam do 26 maja w wyzwaniu #missionbeachbody, a co będzie dalej? Maj i czerwiec planuję z przewagą treningów na macie w domowym zaciszu. Od lipca, lub już połowy czerwca, jak co roku z resztą, taki mam system działania, tylko i wyłącznie biegam. Latem skupiam się na tym sporcie, na tym co kocham. Wieczorne, prawie że nocne przebieżki lub wczesnoporanne szybkie piątki, to jest to! Póki co maj trwa, a ja w raz z nim na macie walczę o lepsze kształty. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za dodanie komentarza! Jest mi niezmiernie miło że odwiedzasz mojego bloga i zostawiasz po sobie ślad. Ściskam!

Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger