11 kwietnia

11 kwietnia

Jak chudnąć bez stresu?

Myślę że każda z nas miała choć raz w swoim życiu taką myśl, by wyglądać szczuplej. Patrząc codziennie w lustro, z wielką pewnością, wiem że zawsze znajdziemy "coś do poprawki". A to udo za duże, a to brzuch nie taki jaki miał być, a to biodra nieco za duże. Szybko chwytamy w rękę kartkę, wskakujemy na wagę, z przerażeniem spisujemy cyferki, a obok wpisujemy co na tej wadze ma się znajdować. Następnie bierzemy się za treningi, a odkurzę jakieś stare płyty Chodakowskiej, czy przeszukujemy YouTube, albo z wielkim zapałem kupujemy rowerek czy orbitrek i działamy. Lub stosujemy bardziej drastyczne sposoby, np niskokaloryczne diety. Wszystko po to by ujrzeć te upragnione cyferki. Ale czy warto sugerować się tylko wagą? 





Jeszcze do niedawna to właśnie waga była dla mnie najlepszym odzwierciedleniem wyglądu. Sądziłam że najważniejsze dla mnie jest ujrzeć tę liczbę, którą widywałam przed ciążą. Myślę, że dużo mam sądzi tak samo. Pytając taką mamę świeżo po porodzie, o jej samopoczucie, gdzieś między zdaniami usłyszymy ile kilogramów pozostało jej do zrzucenia. Najpierw sądzimy, że dziecko "wyciągnie" z nas te nadprogramowe cyferki, potem w wielkiej frustracji na wygląd w lustrze podejmujemy przeróżne kroki. I w dalszym ciągu nerwowo wskakujemy na wagę, czy aby choć o jeden gram jest na niej mniej. 



Cotygodniowy wielki poranek, z sprawdzaniem ile to już udało mi się zrzucić, i ile jeszcze zostało. Nie raz się rozczarowałam, w lustrze widywałam zmiany, sądziłam więc że na pewno ta waga musi pokazywać co najmniej kilogram mniej! A tu nic! Nawet grama mniej, i ile nerwów. Sądziłam, że chyba trzeba zmienić plan, robić coś innego, że z pewnością robię coś źle. Czerwona lampka zapaliła mi się w momencie gdy dostrzegłam, że spodnie są już za duże. Niby za duże, a waga wskazuje to samo. To w końcu chudnę czy nie?!





Odstawiłam wagę do kąta. Przypomniałam sobie, pewien mądry obrazek. 






Przekaz jest prosty: mięśnie objętościowo są mniejsze, a ważą tyle samo, co o wiele więcej tłuszczu. 


Wniosek też jest prosty: ważenie się nie ma sensu. Choć nie do końca, bo o ile mamy dużo do zrzucenia, powiedzmy te kilkanaście kilogramów i więcej, to na początku te kilogramy będą spadać szybko. Najpierw tracimy nagromadzoną wodę. Im mniej nam zostało do schudnięcia, tym trudniej o takie efekty jak w przypadku gdy mamy sporo do zrzucenia. Ba! To jest wręcz mało możliwe że schudniemy w podobnym czasie. 



Czym się więc sugerować? 



Własnym odbiciem! Ewentualnie traconymi centymetrami. Raz w miesiącu, a nawet raz na kwartał, tak jak tylko Ci pasuje wykonaj sobie trzy zdjęcia: 

  • przodem
  • tyłem 
  • bokiem
Zapisz gdzieś, żeby nikt nie widział ;) może kiedyś zdobędziesz się na odwagę i pokażesz światu swoje efekty! Za miesiąc wykonaj kolejne, a sama zobaczysz, ile się zmieniło. To nie mają być wyścigi, właściwie nie musisz nawet robić zdjęć, po prostu przyjrzyj się sobie. Nie wskakuj na wagę, to może tylko wpędzać w poczucie winy! Jeśli chcesz dokonuj pomiarów, weź w rękę miarę krawiecką, zapisz datę na kartce i zmierz : talię, brzuch, biodra, udo. Za miesiąc, lub dwa zmierz się ponownie. Dużo się zmieniło? Jak myślisz? 



Nie zawsze jest nam dane wrócić do dawnej wagi. I to nie jest niczyja wina. Zmiany jakie zachodzą w nas wraz z wiekiem, inny tryb życia, różne choroby, to wszystko ma wpływ. 

Przykładowo jeśli pokochałaś treningi z hantlami, masz więcej mięśni niż kiedyś, masz piękne zarysowane ciało, silne i jędrne - raczej a nawet z prawie pewnością, nie będziesz ważyć tyle, co w swoich "najlepszych wagowych czasach". Ale czy to jest źle? Porównaj swoje stare zdjęcia, jeśli je masz. Które jest lepsze? Gdzie podobasz się sobie bardziej? 


Waga to ta nasza kobieca zmora, wyznacznik bycia szczupłym i pięknym. Moja waga obecnie jest zaklęta na 62 kilogramach. Bardzo chciałam ważyć tyle, co przed drugą ciążą czyli jakieś 54-56 kilogramów. Czy dalej mi na tym zależy? Absolutnie! Na wagę weszłabym tylko po to, by sprawdzić swoje konkretne dane, na takiej wadze specjalistycznej. To jest % tkanki tłuszczowej, masę mięśni, wiek metaboliczny i tym podobne. Tylko na taką wagę nie wchodzi się raz w miesiącu, a rzadziej i najlepiej jest ważyć się na tym samym sprzęcie.



Dlaczego waga nie jest wiarygodna?



Przyczyn jest całe mnóstwo, zaczynając od techniki, aż po naszą fizjologię. 



  • ważąc się rano, gdy poprzedniego dnia "popłynęłaś" i trochę się przejadłaś (np po świętach) waga może pokazać więcej kilogramów
  • waga wadze nierówna, w domu możesz ważyć przykładowo 65 kilo a u sąsiadki 69 (znam to z autopsji ;) )
  • ważenie się na nierównym podłożu, nie w tym samym miejscu - w moim mieszkaniu na panelach w trzech różnych miejscach ważę albo 60 kilo, albo 62 a nawet 64 
  • ważenie się przed miesiączką i po niej, czy pod koniec cyklu gdy często zatrzymuje się woda, również wskaże więcej 
  • ważenie się o różnych porach dnia - najczęściej najmniej ważymy o poranku, w ciągu dnia po posiłkach ważymy więcej, na wieczór często jesteśmy spuchnięci 
  • ważenie się po posiłkach  - tego chyba tłumaczyć nie trzeba ;) 

Jak chudnąć bez stresu?


Każde przedsięwzięcie jakiego się podejmujemy wyzwala u nas stres. Czy się uda? Czy dam radę? A co jeśli polegnę? Czy to jest zadanie w pracy, w domu, na uczelni, czy nowy zdrowy tryb życia. 

Ten stres można zmniejszyć. Dużo jest w naszej głowie. Zmian nie należy się bać. Ja podchodzę do tego zdroworozsądkowo. Mam swoje cele, swoje założenie ale ona nie są "przymusowe". Jeśli samo słowo dieta kojarzy Ci się z czymś złym, restrykcyjnym, na bazie samej sałaty niczym królik zamień to słowo. Powiedz sobie, że zdrowo jesz, a nie że jesteś na diecie. 

Bo właściwie taka jest prawda, to nie ma być dieta, to ma być zdrowy styl życia. 



Zmiany powinny być trwałe, nie na moment. Jedzenie to nasze paliwo, tak jak do baku samochodu chcesz wlewać to najlepsze, tak sobie też powinnaś zapewnić dobre paliwo. 


W zdrowym odżywianiu jest miejsce na małe grzeszki! Pączki w tłusty czwartek, pizza z przyjaciółmi, schabowy na obiad, ulubiony batonik. Pod warunkiem, że te grzeszki są raz na jakiś czas, a nie niemal codziennie. Wizja tego, że po miesiącu ciężej pracy, czy nawet dwóch tygodniach zjesz z przyjaciółmi ulubiony grzeszek sprawia że całe to odchudzanie jest łatwiejsze. A nawet zapominasz że się odchudzasz. 

Jeśli już mówimy o ulubionych grzeszkach. Zdrowa droga będzie łatwiejsza jeśli skomponujesz swoje posiłki, lub zlecisz to specjaliście, i weźmiesz pod uwagę to, co lubisz! Nie lubisz awokado, nie przepadasz za chia, papryką czy pieczarkami? Nie musisz tego jeść, nawet jeśli dana rzecz to istna bomba witaminowa. Nie zmuszaj się do jedzenia, to też powoduje stres, sprawia że masz ochotę rzucić wszystko i wrócić na stare ścieżki. 


Nie karz siebie za grzeszki, jeśli powinie Ci się noga, wstań popraw koronę i zrób wszystko by sytuacja się nie powtórzyła! Absolutnie nie wykonuj żadnych dodatkowych treningów "za karę", żadnego odejmowania posiłków, obcinania kalorii.

Liczyć kalorie?

To zależy. Jeżeli nic Tobie nie dolega, żadna choroba, nie masz medycznych wskazań do tego by być pod ścisłym nadzorem specjalisty, nie liczyłabym kalorii. Ja tego nie robię. Moja dieta bazuje na zdrowych produktach, warzywach, dobrej jakości, nie przetworzonych daniach. Jedynym warunkiem jest to, by nie jeść zbyt mało, nie podjadać między posiłkami, nie chrupać czegoś przez cały dzień. Posiłki mają być zdrowe, syte, i gdy kończysz jeść, to kończysz nie dojadasz. W takim stylu efekty też przyjdą, a Ty unikniesz stresu związanego z ważeniem, odliczaniem, przeliczaniem. Dla własnej wiadomości, jeśli chcesz możesz policzyć te posiłki, po to by zobaczyć czy na pewno dostarczasz sobie wystarczająco dużo. 

Z każdego dania nie fit, da się zrobić FIT!



A co z treningami? 

Rób to, co kochasz! Miksuj, próbuj, postaw na sprawdzone treningi które lubisz. Trening ma być przyjemnością, ale też wyzwaniem by dał Ci satysfakcje. Jeśli jesteś ambitna, tym lepiej dla Twoich treningów. Łatwiej jest takiej osobie stawiać poprzeczkę coraz wyżej, a jeśli należysz do osób które nie przepadają za ambitnymi zadaniami to nic straconego. Lepszy jest jakikolwiek trening, niż żaden. 


Jesteś o krok dalej od tych którzy siedzą na kanapie. 


To ma być zabawa, coś przyjemnego, nie żadna kara.

2 komentarze:

  1. Haha :D a ja się tu właśnie objadam w tym momencie czekoladowym batonikiem, aż mi się głupio zrobiło :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele osób dziwiło się, że ważę całkiem sporo, a nie jestem chodzącym serdelkiem. Może masa mięśniowa u mnie jest ciężka, choć nie ma jej aż tak dużo? Nie wiem, ale i wzrost sporo robi - jestem wysoka i ważąc tyle co przeciętna Polka byłabym szkieletem. Najlepiej mi się mierzy chudnięcie centymetrem.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za dodanie komentarza! Jest mi niezmiernie miło że odwiedzasz mojego bloga i zostawiasz po sobie ślad. Ściskam!

Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger