04 marca

04 marca

Luty. Sportowe podsumowanie miesiąca

To już koniec lutego? Najkrótszy miesiąc w roku minął mi jeszcze szybciej niż styczeń. Od listopada udaje mi się skrupulatnie pisać podsumowania miesiąca. Zapisuję każdy trening jaki wykonuję, a od niedawna robi to za mnie mój nowy zegarek sportowy ;), zbieram zdjęcia by pokazać nimi to, co działo się u mnie w danym miesiącu. Jak mi poszło w lutym? Zapraszam na nowe podsumowanie!








Chyba mam deja vu , kolejny miesiąc rozpoczął się od chorowania w łóżku. Już końcówka stycznia okazała się być wyzwaniem dla mojej odporności. Pierwsze bieganie w większym mrozie, a ja na drugi dzień kaszlałam. Pierwszy tydzień miesiąca minął baaaardzo spokojnie.Odpoczywałam, nabierałam sił i walczyłam z chorobą. Po kilku dniach odpoczynku delikatnie weszłam na matę, nową matę która dzielnie na mnie czekała, trochę się rozruszałam by przygotować ciało do powrotu do normalności.




Joga, rozciąganie, pilates




Pisałam Wam niedawno, w tym wpisie (klik), o moim odkryciu w zupełnie innej formie aktywności, której dotychczas nie lubiłam. Zafascynowana delikatnymi, ale bardzo pozytywnymi, treningami z Olą Żelazo, rozpoczęłam lutowe treningi. Na dobry początek wykonywałam treningi maksymalnie półgodzinne,  tylko po to by rozruszać kości i mięśnie po ponad tygodniu odpoczynku. Miało to być tylko rozruszanie, a joga została ze mną do dziś! Nawet za moment, gdy tylko skończę ten wpis, polecę na matę porządnie się rozciągnąć. Zauważyłam, że treningi Oli Żelazo mają zbawienny wpływ na moje nogi po biegowych treningach, lub gdy rozciąganie z treningów na dvd były, według mnie, zbyt krótkie.

 Obiecałam sobie, że po każdym wyjściu na truchtanie porządnie rozciągnę się z moimi ulubionymi strechingami od Oli. Dotrzymałam słowa! Ach, dobra, jeden raz zapomniałam ;) ale tylko raz! Tym sposobem mam zaliczone 11 treningów z Olą Żelazo

to jeden z moich ulubionych treningów - Przemodeluj nogi - pięknie zadziałały te ćwiczenia na moje łydki :)



Najczęściej wykonywałam wspomniany wyżej pilates na nogi (w tajemnicy Wam powiem że dzięki niemu w miesiąc straciłam 3 cm w łydce!), po każdym bieganiu odpalałam filimik "Fit biegaczka - rozciąganie i wzmacnianie".





Bieganie




Ach to moje bieganie..luty nie był dla mnie łaskawy. Najpierw załatwiłam sobie gardło i płuca od mrozu, rozpoczęłam swoje treningi w drugi weekend miesiąca, na zaledwie dwa tygodnie. Dlaczego? O tym za chwilę :)


Rozpoczęłam plan treningowy na 5 km, mimo to że jestem w stanie tyle przebiec, a nawet więcej. Szukałam motywatora do dalszej pracy, poprawienia swoich wyników i wydolności. 


ostatnio prawie każdy mój wypad na truchtanie odbywa się w deszczu ;)


Mój nowy zegarek Garmin Vivoactive 3, ma wbudowany taki wirtualny plan na 5 km. W zależności od indywidualnych oczekiwań, etapu na jakim jesteśmy z bieganiem, od początkującego do już biegającego, wybieramy swój cel oraz trenera. Plan realizujemy w 12 tygodni, ja jestem już w połowie, bowiem zaczęłam już pod koniec stycznia.
Mój plan treningowy to 4 treningi tygodniowo:

  • dwa treningi spokojny bieg po około 40 minut
  • jeden dłuższy spokojny bieg około godzinny
  • jeden trening interwałowy





W spokojnym bieganiu w spokojnym tempie na pozór nie ma żadnej filozofii, jednak trudnym jest utrzymywać stałe tempo, zwłaszcza gdy czujemy się dobrze i mamy ochotę na więcej. Spokojne biegi, zwłaszcza te dłuższe budują wydolność, poprawiają wytrzymałość, stąd jest ich aż tyle w moim planie. Z kolei trening interwałowy ma za zadanie zbudować moją siłę. Z reguły polega on na bieganiu szybszych odcinków po 400-600 m w tempie które ustalone jest w planie, o wiele szybsze niż biegam na co dzień, z przerwami 200-400 m na marsz. Takie szybsze odcinki powtarzam 4-6 razy. Każdy trening poprzedza rozgrzewka w formie truchtu oraz rozluźniający trucht na koniec treningu. Z planem czuję się pewniej, wiem co i kiedy mam robić, a samej nie czuję się na siłach by już komponować swoje treningi biegowe.






Wybiegałam 7 treningów, około 45 kilometrów. Zazwyczaj na jednym treningu robiłam około 5 km. 

Po drugim treningu interwałowym, zaczęła doskwierać mi moja stara kontuzja, sprzed lat. Możecie przeczytać o niej tutaj (klik). Wydaje mi się że za bardzo dałam sobie popalić, stąd na drugi dzień zaczęła boleć mnie piszczal. Nie chciałam doprowadzić do sytuacji sprzed lat, gdzie nie wiedziałam co robi się z takim bólem, niestety skończyło się to przerwą w bieganiu na dwa miesiące. Zarządziłam przerwę, dokładnie 22 lutego, a do ręki wzięłam roler, przez następne dni masowałam obolałe miejsce, rozciągałam porządnie nogi i odpoczywałam. Po tygodniu było już dobrze, i oby więcej nie wróciło :) 



O rolerach możecie przeczytać tutaj (klik).




Be Better z Ewa Chodakowska 




Luty był drugim miesiącem wyzwania z Ewą Chodakowską. Aktywnie uczestniczyłam w wyzwaniu, realizowałam treningi według planu, choć nie do końca. Plan przewiduje 6 treningów w tygodniu, ja trenowałam zazwyczaj 4-5 razy, dokładając do tego jogę i bieganie, 6 razy to byłoby zbyt dużo. Drugim powodem jest to, że w weekendy wolę biegać, niż ćwiczyć na macie. 






Wykonywałam treningi dostępne na platformie BeActiveTV, tam są zebrane wszystkie treningi Ewy i nie tylko. W lutym zadebiutował także nowy trening z wykorzystaniem taśm oporowych Volume.

Volume to trening na pośladki, godzina treningu, podzielona na dwie części. Pierwsza część to ćwiczenia wykonywane w pozycji stojącej, m.in. przysiady, wypady, wymachy nóg i to wszystko z założoną taśmą na udach. Kolejna część to ćwiczenia na macie, 16 ćwiczeń, tak jak w pierwszej serii, powtórzone razy dwa. Ćwiczymy na leżąco i w podporze, również z taśmą założonymi nad i pod kolanami, a także z taśmą założoną na kostki. Swoją taśmę kupiłam osobno, bez płyty, ćwiczyłam już z podobnymi taśmami, bardzo je lubię. Takie akcesoria dają dodatkowy opór, ciało musi wykonać większa pracę by wykonać ćwiczenie. Idealny gadżet gdy chcemy wymodelować co nie co :) 






Podsumowując wykonałam 8 treningów z planu na luty :) choć chciałam bardzo zrobić tych treningów minimum 16, 50% wykonałam. Bywały dni, że i biegałam, i ćwiczyłam z Chodą, a na dokładkę rozciągałam się z Olą Żelazo, mogę śmiało powiedzieć że luty był bardzo aktywny. 





Ostatni dzień miesiąca spędziłam na jedzeniu pączków :) tłusty czwartek musiał być zaliczony. Kupiłam takie z dobrej piekarni, bo jak już jeść słodkości to lubię tylko takie z dobrym składem, nie lubię pakować w siebie chemii. Nie czułam wyrzutów sumienia, od jednego czy dwóch pączków a nawet tych pięciu zjedzonych raz w roku nie utyjemy, tak jak od jednego treningu nie schudniemy. Ważne by nie wpaść na zbyt długo w słodkie szaleństwo. 



Podsumowując luty:


  • 26 treningi (kilka dni wykonywałam dwa-trzy treningi dziennie)
  • 7 biegów
  • 8 treningów z Chodą
  • 11 treningów jogi (razem z rozciąganiem po bieganiu) 
  • łącznie 15 godzin 15 minut i 44 sekundy
  • spalone 4869 kalorii






W lutym przypadały ferie zimowe w moim województwie. Pożegnaliśmy też drzemkę córki, stąd organizacja dnia nieco się zmieniła. Brakuje mi trochę tej godziny wolnego, chociaż dobrze sobie radzimy z nową sytuacją.









Plany na marzec




Co mnie czeka w, trwającym już, marcu? 


Weekend spędziłam bardzo aktywnie. Zaczęłam od biegania, nogi niosły mnie przez godzinę i nie chciałam wracać. Sobotę rozpoczęłam intensywnym Kick Fit Chodakowskiej, który pokochałam od pierwszej minuty. Niedziela kolejne bieganie, dobre 5 km na zakończenie weekendu. 





Wyzwanie pij wodę! W lutym zapominałam o wodzie, od 1 marca zakreślam w telefonie, ustawiam przypomnienia. klik do wpisu o wodzie.


Słabo poszło mi także z zapisywaniem posiłków - podejmuję kolejną próbę planowania :) i trzymania się swoich założeń żywieniowych.
Będzie aktywnie, będzie biegowo, będzie coś nowego, nie wyprzedam jednak planów zbyt daleko w przyszłość, ostatnie miesiące nauczyły mnie by nie wybiegać za bardzo do przodu. 



3 komentarze:

  1. U mnie ze sportem w lutym było raczej kiepsko, bo dopadło mnie przeziębienie.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja się wreszcie wzięłam i od marca zaczęłam ćwiczyć sobie w domu:) nie dużo, żeby szoku nie doznać :) ale już po tych 15 minutach ruchu widzę, że mam więcej energii i że nie muszę pić 4 kaw dziennie:) najważniejsze to zacząć, a potem jakoś już idzie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie też były w lutym ferie, a moje dziecko dopiero ostatnio zaczęło regularnie sypiać w dzień. Dodam, że ma 1,5 roku... ale pory mega różne. Wcześniej z reguły nie spała, a i w nocy różnie. U mnie ze sportem lipa. problemy z kręgosłupem i leń. Ale muszę wrócić do spacerów, a w zasadzie marszów. Dużo mi to dawało - nie jestem miłosniczką sportu, ale zrzucenie 16 kg motywuje :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za dodanie komentarza! Jest mi niezmiernie miło że odwiedzasz mojego bloga i zostawiasz po sobie ślad. Ściskam!

Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger