22 stycznia

22 stycznia

Wiesz co jest trudne w bieganiu?

Kiedyś spoglądałam na biegaczy z nutką zazdrości. Z boku wyglądało to jakby się relaksowali, jakby wcale nie biegli tylko szli sobie spokojnie. Nie wyglądali jakby ich serce miało zaraz wyskoczyć z piersi, a nogi miały się połamać od zmęczenia. Owszem widywałam takich, którym przychodziło to z trudem, ale widywałam ich rzadko lub potem wcale. Większość jednak była z tej pierwszej grupy. To bardzo mnie motywowało, ten widok radosnego biegacza który lekko frunie nad ziemią do celu. W głowie miałam już wizję, że ja wkrótce też tak będę pruć przed siebie bez większego trudu. Aż zostałam sprowadzona boleśnie na ziemię...




Nie biegam od wczoraj, ale nie biegam też jednym ciągiem. Miałam przerwę, pojawiła się córeczka na świecie, trzeba było schować biegowe buty. Niecierpliwie czekałam na powrót. Z biegania miałam bardzo przyjemne i pozytywne wspomnienia. Szło mi świetnie, forma szybko się budowała, efekty były widoczne, osiągałam super wyniki. Szkoda że ich nie mam by Wam pokazać, kompletnie nie pamiętam jakie miałam konto na Endomondo.


Miałam taką samą wizję powrotu, jak tamtejszego biegania. Sądziłam że teraz również pójdzie mi gładko. Wszak zapomniałam że jestem jednak odrobinkę starsza, ale jeszcze młoda, i że pod opieką mam dwójkę dzieci, a nie jedno, które de facto było w przedszkolu gdy ja pokonywałam swoje trasy. Nie wzięłam pod uwagę tego, że córcia będzie strasznie za mną, a każda minuta bez mamusi będzie pod znakiem płaczu. Nie brałam pod uwagę tego, że mój mąż może wracać tak późno do domu, że nie będzie szans na wyjście. Uprzedzam, ja nie mam żalu do nikogo, po prostu nie przekalkulowałam pewnych spraw. W końcu przyszedł odpowiedni moment, czas na bieganie 3 razy w tygodniu po maksymalnie godzinie na trening.
Szło mi tak sobie, kondycja już nie ta, kilogramów więcej, liczyłam się z tym że chyba jednak tak szybko postępów nie zrobię.



Najtrudniejsze jest dla mnie to, że w tym sporcie, jak i każdym innym właściwie, nie zawsze chcieć znaczy móc. Ile to razy nastawiałam się że pobiegnę minutę szybciej, lub choć pół minuty z każdym treningiem. Tymczasem czas pokonanych kilometrów jest niczym sinusoida. Raz jest lepiej, a ja skaczę z radości, a następnym razem wracam z nietęgą miną. Nie daje rady biec szybciej, czasem nie daje rady nie zatrzymać się choć na chwilę by odsapnąć.








Wiem, wynika to z tego że chcę zbyt dużo i za szybko. To są podstawowe błędy, bo bieganie to nauka cierpliwości i pokory. O ile np. w ćwiczeniach bazujących na powtórzeniach postępem jest każde jedno powtórzenie więcej, tak tu najbardziej liczy się czas, o który walka jest czasem bardzo trudna.
Ciężko mi się biega, o wiele ciężej niż kiedyś. I gdzie to moje wyobrażenie sunącej przed siebie biegaczki? Do tej pory nie osiągnęłam tego celu. Jednak wiem, już teraz (a może dopiero?) jak to osiągnąć. Muszę, potocznie mówiąc, sfolgować, zejść z tonu.


Cierpliwość. Tego się nauczyłam. Ostatnie treningi pokazały mi że nie warto pruć szybko przez pół trasy by kolejne pół nie mieć sił na nic. Dokładnie o to chodzi, rozkład sił na nasze możliwości. Dopasowanie tempa pod siebie, nie pod rywalizację. Wpadłam w ten wir czasów, wyników, postępów. Za bardzo się nakręciłam. Ciężko jest się przyznać do tego, przed samym sobą, przed Wami. Powinnam być doświadczona, lecz teraz doświadczam zupełnie innego wymiaru biegania. Nie znam się na wolnym bieganiu, choć robię to od kilku miesięcy, to gdzieś w środku chciałam to wyprzeć jak najszybciej. A przecież chodzi o to by robić coś, nieważne jak, ale robić. To jest lepsze od zalegania na kanapie.


to tu, w Planerze Pełnym Czasu, spisuję swoje wyniki, plany i nie tylko



Piszę to oparta tylko o swoje doświadczenia, wiem że są biegacze którzy doskonale dają sobie radę, potrafią po kilku miesiącach przebiec półmaraton bez problemu. Widzę u siebie dwa zupełnie inne światy, które dzieli niewiele lat różnicy, a są one tak różne jakby dzieliły je dekady. Nie chcę myśleć o powodach, rozpatrywać to i rozbierać na części pierwsze. Mój świat się nie wali, to tylko sport.

Pozostaje mi czas na opracowanie nowego planu, planu "slow". Na nic mi jeszcze szybkie treningi, szybkie odcinki. Tak wygląda bieganie po marszobiegach, nadal nie jest lekko. Czeka mnie solidne budowanie bazy, takiej podstawy która da mi siłę na szybkość. Być może będzie to trwało dłużej niż myślę, jednak co z tego? Czas zluzować gumę, nikt mnie nie goni. Nie chcę zatracić tej radości z biegania. Mam chwilową "ścianę", przez którą powoli przechodzę. Zbieram siły na kolejne treningi, przecież ja bardzo lubię tą przewietrzona głowę tuż po! Lubię te przewentylowane płuca (które ostatnio za dużo mrozu dostały i leżę aktualnie pod kocem), tą lekkość w oddechu przez następne kilka godzin.






Jestem wojownikiem, choć dawno mogłabym się poddać. Ale czy warto się poddawać? A potem żałować, że się czegoś nie zrobiło?

8 komentarzy:

  1. Ja i tak Cię podziwiam za to bieganie, za powrót na tą ścieżkę choć wyobrażam sobie jak Ci trudno i że to nie jest takie proste jak wczesniej myślimy. Ja tez wrocilam na silownie po niewielu latach i wciaz mi ciezko byc lepsza. Nie moge wpasc w wir zajec zorganizowanych ktore kiedys tak kochalam. Jestem starsza, jestem mama i mam mase innych obowiazkow jak Ty, ktore tez mnie oslabiaja.
    Biegaczy jak podziwialam i podziwiam zawsze bylo to cos w tym bieganiu, ale to zdecydowanie nie rodzaj sportu dla mnie. Choc mam nutke zazdrosci i podziwu to moje proby konczyly sie fiaskiem. Nie sluzy mi to i osobiscie moge powiedziec nienawidze biegac choc chcialabym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie warto się poddawać, w niczym trzeba czasem być upartym i dążyć do swoich celów

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie to, że się chwalę, ale moja najbliższa siostra cioteczna biega w maratonach w polskiej kadrze narodowej. I ja to sobie myślę, że ona wybieguje kilometry za całą rodzinę ;) Bo ja, nawet jakbym chciała (a miałam takie zrywy), to obecnie, ze względu na kręgosłup, nie mogę (pozostaje mi chodziarstwo, heh). Ale ze względu na siostrę wiem ile wysiłku, poświęceń i determinacji kosztuje każdy trening - zatem mocno Cię podziwiam i równie mocno trzymam kciuki za każdy kilometr!! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Podeślę ten artykuł mojej koleżance która nie lubi biegać 💪 Może zmieni zdanie? ❤

    OdpowiedzUsuń
  5. Tzw. Zluzowanie gumy, to najlepsze co można dla siebie zrobić ! Powodzenia :)!

    OdpowiedzUsuń
  6. Próbowałam kiedyś biegać ale szybko traciłam chęci i moja przygoda z biegami się kończyła

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja do biegania się nie nadaje :) Były kijki, rower, rolki - to wole bardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się w 100%, że powrót do biegania wydaje się być bardzo optymistyczny, ale różnie to w żyiu bywa. Są wzloty i upadki.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger