04 stycznia

04 stycznia

Dlaczego postanowienia noworoczne są przereklamowane?

Styczeń to taki magiczny miesiąc. Zwłaszcza jego początek, a szczególnie pierwszy dzień. Ten dzień jest tak niezwykły, że nagle prawie całe społeczeństwo przechodzi nocną przemianę. Nagle gdy data w kalendarzu zmienia się, tak my, jak jeden mąż, też postanawiamy się zmienić. Siłownie są obłożone, kolejki na bieżnie aż do samego wejścia, w sklepach panie narzekają na spadek sprzedaży papierosów, księgarnie odnotowują zaś większe z zyski z sprzedaży wszelakich poradników, a pani Zosia z cukierni musi sama jeść ciasta bo nikt ich nie kupuje. Google nie wytrzymuje od natłoku pytań typu "jak zrobić coś tam", "jak zacząć coś tam". W sklepach brakuje warzyw, a tłuste goloneczki leżą, bo nagle każdy po 1 stycznia chce być fit. Rozpoczynają się wszelkie akcje typu, schudnę do lata, przeczytam ileś tam książek w rok, rzuć słodycze w 30 dni. I po co to wszystko?










1/3 Polski spisuje, lub w myślach kreuje swoje postanowienia noworoczne. A pewnie jest takich ludzi jeszcze więcej. Kobiety na piedestale stawiają sobie cel na schudnięcie. Na 3 kobiety o takim postanowieniu przypada 1 mężczyzna z takim samym celem. A żeby było śmieszniej, niestety więcej mężczyzn powinno zrzucić wagę, niż kobiet. Na drugim miejscu plasuje się zdrowsze odżywanie, i tu znów mamy podobnie jak wyżej. O swoją dietę chce zadbać zaledwie kilka procent mężczyzn. Następnie mamy rzucenie palenia, tutaj już idzie słabiej bo według statystyk 14% Polaków ma takie postanowienie. Duża część tych postanowień dotyczy spędzania czasu z rodziną, polacy chcą częściej i więcej czasu spędzać z bliskimi, co bardzo chwalę i trzymam kciuki by się udało.




Postanowienia noworoczne? Weź wyluzuj



Prawie wszyscy ludzie którzy spisują swoje postanowienia, odpuszcza gdy jeszcze trwa styczeń! Połowa z nich wytrzymuje jedynie tydzień. To o co chodzi? Coś z nimi jest nie tak? Czy te postanowienia jednak są do bani?


Nie spisuję postanowień noworocznych. Nie mam żadnej listy tego co chcę zrobić w tym roku, to znaczy dla ścisłości, mam taką listę ale zupełnie w innej formie i nie jako postanowienia noworoczne. Na próżno u mnie szukać pustych haseł typu 

  • schudnę
  • pójdę na siłownię
  • nauczę się nowego języka
Ja po prostu wiem, z własnego doświadczenia że to nie działa. Ta sama presja wynikająca z tego że coś muszę, bo spisałam te postanowienia, nowy rok nowa ja, teraz będzie inaczej i tak dalej, samo to już wywołuje we mnie taką niechęć. Nie dotyczy to jednak tylko mnie. Człowiek ma tak, oczywiście są wyjątki, że jak coś musi to zaraz wychodzi na to że wcale nie musi i robić tego nie będzie. Obrażamy się na wszystko, szukamy wykrętów, różnych dziwnych powodów by tylko odłożyć w czasie te magiczne słowa spisane w nowy rok. To słowo "muszę"  wywołuje u nas stres. A ten stres szepcze do uszka, że to nie ma sensu, że się nie uda, że właściwie to po cholerę się męczyć. A tym sposobem, przez to słowo muszę które sami sobie wkręcamy w głowie, poddajemy się bardzo szybko. Zmiany wymagają czasu, a stres nie służy zmianom.









1 stycznia to nie jest żaden magiczny dzień który wszystko zmienia. To kolejna kartka w kalendarzu, normalny dzień. Nie mówię by nie spisywać tych postanowień, choć baaardzo nie lubię tego słowa, ale tak patrząc na to inaczej, są dwa powody, dwie różnice które mogą sprawić że się uda. I to nie będzie standardowa metoda, która zabija w nas motywację i chęci do wszystkiego. Tą metodą jest system zerojedynkowy, albo wszystko albo nic. A gdyby tak zacząć inaczej? Co z tego że już mamy pierwszy weekend roku? Każdy moment jest dobry, nawet jak przeczytasz ten wpis na wiosnę czy za dwa lata. 






Mogę, powoli




Zamiast myśleć o tym co musisz, lepiej będzie gdy pomyślisz o tym co możesz! Nie musisz schudnąć, ale możesz. To brzmi o wiele lepiej, bez ciśnienia i parcia. Nie musisz zmieniać diety, ale możesz to zrobić. 

  • Możesz nauczyć się nowego języka.
  • Możesz pojechać w nowe miejsce.
  • Możesz zacząć pisać.
  • Możesz mniej się denerwować.

Jednak w tym słowie "możesz", przyda się szczypta dyscypliny. Mam na myśli taką dyscyplinę małych kroczków. Nie musisz od razu zmieniać świata, nie musisz od razu, a nawet nie możesz, narzucać na siebie zbyt wiele. Takie podejście że jednego dnia pójdziesz na siłownię, potem polecisz do szkoły językowej, czy cokolwiek tam sobie postanowisz, to wszystko sprawi że szybko się zniechęcisz. Przyjdą pierwsze przeszkody, które zniechęcą i całe plany spalą się na panewce. Kolejny rok zacznie się plucie w brodę, że cholera no znów się nie udało. 


Spisz sobie na kartkę to wszystko co tak naprawdę chcesz robić. Tak z głębi serca, że od dawna czujesz że to jest to, co powinno znaleźć się w tych planach. Mają to być maksymalnie trzy rzeczy, bynajmniej na najbliższy czas. Wybierz to, co będzie miało prawo być spełnione. Żadnego rzucania się z motyką na słońce, nie ma sensu robić zmian w sobie jeśli od początku wiesz że to się nie uda, bo masz jakieś poważne powody ku temu. 











Postanowienia są zbyt ogólne,  postaw na konkrety




Popatrz krytycznie na to, co masz zapisane. Zastanów się chwilę nad tym, jak masz zamiar zrealizować to swoje "mogę". To mają być konkretne działania. Zapisane w kalendarzu wiszącycm na ścianie słowa "dziś trening" czy "dziś lekcja angielskiego" będzie tak kłuło w oczy, że uwierz mi ciężej będzie się z tego wymigać, nawet gdy głowa zacznie podpowiadać różne bzdury.

Jeśli chcesz schudnąć, czy ogólnie zacząć się ruszasz zapisz konkretny zarys planu, jak to zrobisz.

  • co chcesz ćwiczyć
  • czy będzie to siłownia czy domowe zacisze
  • czy zaczniesz biegać
  • kiedy konkretnie będziesz to robić, spisz dni tygodnia już na starcie ustal sobie kiedy, gdzie 
  • dostosuj swój plan do swoich możliwości
Na moim blogu znajdziesz teksty jak zacząć ćwiczyć, jak zacząć biegać, dużo inspiracji by wytrwać. Sama stosuję metodę małych kroków i mnie to bardzo pomaga. Jednak mam określony plan. A jeśli zdaży się że nie możesz, ale nie z powodu lenistwa, tylko takiego już konkretnego wydarzenia, to nie skreślaj od razu wszystkiego. Treningi można zamienić na coś innego, np dziś nie biegam ale poćwiczę w domu. Jeśli się źle czujesz, to trudno, nabierzesz sił i wracasz. Ten system zerojedynkowy to taka zmora, bo jak coś robić to idealnie, bez potknięć. A tak niestety się nie da! Najlepszym zdarzają się potknięcia i nikt nie rzuca od razu wszystkiego, bo raz mi się nie udało. Wstań, otrzep się i leć dalej! 


Jeśli chcesz zmienić dietę, też zacznij od małych kroków

  • zacznij np od zdrowych śniadań
  • powoli eliminuj te niezdrowe produkty które lubisz
  • dokładaj sobie kolejne nowe zdrowe posiłki
  • załóż zeszyt z przepisami do których chcesz wracać
  • nie podążaj ślepo za modą, każdą potrawę w wersji nie fit można przerobić na wersję fit, dieta nie musi (przepraszam nie dieta tylko zdrowe żywienie) nie musi kosztować milionów monet!
  • zrezygnuj z ciastka do kawki
  • zacznij pić jedną szklankę wody więcej i zwiększaj te porcje, ustaw sobie budzik by pamiętać o piciu, a potem to wejdzie już w nawyk


Lepiej jest wykonać dwa, trzy zadania w pełni niż 10 po łebkach! Doba nie jest rozciągalna, każdy ma tyle samo czasu a tylko od nas samych zależy jak go wykorzystamy! Stresem, natłokiem obowiązków i jeszcze dokładając milion postanowień nie zbudujesz zbyt wiele. 







Nie spisuj postanowień, zrób mapę marzeń




Mapę marzeń podejrzałam na instagramie. Pomyślałam że to jest świetny sposób na postanowienia! Samo słowo marzenia, dodaje nam sił, chęci do działania. Wprawia nas w lepszy nastrój. Wzięłam do ręki swój planer, narysowałam wielką chmurę na środku, po bokach mniejsze chmurki z konkretnymi strefami działań. Spisałam najpierw na brudno co chciałabym osiągnąć. Popatrzyłam na to z boku, zastanowiłam się czy zapisałam wszystko, czego chcę. Czy nie jest tego zbyt dużo, czy nie są to rzeczy nieosiągalne dla mnie. Zapisałam wszystko, a potem przeszłam do konkretnego planu działania. Mapa ma być dla mnie przypominajką, drogowskazem, a plan jest po to by trzymać rękę na pulsie. 










Postanowienia mogą być przydatne, mogą być zrealizowane. Ale trzeba to robić z głową i być ze sobą szczerym. Trzeba samemu przed sobą przyznać się, co robiliśmy źle, dlaczego dotąd coś się nie udało. To że inni nie wiedzą, że na czymś polegliśmy, to nie znaczy żeby się nie przyznać przed soba, i przymykać oko. Nie chcę też by ktokolwiek się biczował z powodu porażek. Taka krótka rozmowa z sobą, analiza tego co minęło, może dać nam wiele odpowiedzi i wskazówek na przyszłość. 

I jeśli nie chcesz planować nowego roku, nie chcesz żadnych postanowień, to nie rób tego. Gdy pojawi się w Twojej głowie jakaś myśl, jakiś plan to nie bój się go realizować. Nie bądź dla siebie katem, jesteśmy tylko ludźmi. Być może ten wpis zachęci kogoś do zmian, lub da inspirację, motywację do działania. Nie musisz działać od razu, to ma być też przyjemne. To co teraz może wydawać się trudne, kiedyś może wejdzie w krew. 


Robiłeś już jakieś postanowienia na ten rok? Czy sobie odpuszczasz? 

7 komentarzy:

  1. Każdy dzien jest dobry by spróbować jeszcze raz, tylko madrzej ❤ cudownie jak zawsze napisane👏

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam zasadę nie planowac, nie obiecywac gruszek na wierzbie, a działać i to działać cały rok nie tylko od święta :) siłownie faktycznie końcem roku i początkiem nowego pękają w szwach, potem jakoś wielu odpuszcza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rok temu stwierdziłam, że postanowienia noworoczne to dno, ale byłam przygnębiona całym złem z 2017 roku. W tym roku postanowiłam, że zaplanuje sobie kilka rzeczy, ale nie są to takie tradycyjne obiecanki. Postawiłam na konkrety i cele, która są w zasięgu mojej ręki. To bardzo motywuje, gdy udaje nam się zrealizować plany.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tam lubię postanowienia noworoczne i cele, które sobie wyznaczam. Dają jakąś nadzieję :) Jeżeli nawet nie zrealizuję wszystkich, to mam poczucie, że coś fajnego robię dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Każdy moment jest dobry by podejmować decyzje o zmianie. Ja nie robię postanowień noworocznych.
    Wszystkiego dobrego w 2019 roku

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie robię wielkiej listy w styczniu robię listy z miesiąca na miesiąc mając świadomość ile czasu na co potrzebuje

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdy dzień jest odpowiedni na zmiany, nie musi to być początek roku. Super pomysł z mapą marzeń :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger