19 grudnia

19 grudnia

Skończyłam marszobiegi! I co teraz?

Sobotni trening był dla mnie totalnym zaskoczeniem. Po długim chorowaniu, co za tym idzie długiej przerwie w bieganiu nie spodziewałam się takiego efektu. Pierwsza przebieżka po przerwie była lekkim niewypałem. Zegarek pokazał rozładowaną baterię, nogi jeszcze odmawiały posłuszeństwa. Nie jestem za totalnym szaleństwem na punkcie parametrów jakie pokazują nam urządzenia elektroniczne, czy zwykła aplikacja w telefonie. Uważam że po przerwie lepiej jest zaufać samemu sobie, a jedynie lekko wspomóc się technologią. Wracajmy jednak do sobotniego treningu. Pokazałam na nim swoją silną wolę. I jaki był efekt?







Zacznijmy od początku




Piszę ten tekst w odniesieniu do własnej osoby, dzielę się swoim doświadczeniem. Domyślam się, że każdy z nas jest inny. Nie wszyscy lubią biegać, jedni robią to wolniej, inni szybciej zdobywają kolejne trofea, biją rekordy. Z punktu widzenia mamy dwójki, gdzie ciężej jest zorganizować opiekę, nie mówiąc już o tym że nadal nie jestem aktywna zawodowo, mimo paradoksu że powinnam mieć więcej czasu, nie jest tak łatwo jak to się wydaje. Żeby było śmieszniej, a mamy z pewnością mnie rozumieją, niby siedzimy w domu z tymi maluchami, zajmujemy się nimi i najczęściej mamy czas dopiero gdy one śpią. A gdy dzieci mają drzemkę to standardowo wszyscy są w pracy, zostają popołudnia lub wieczory. Od razu muszę tutaj zaznaczyć że wiele zależy od naszego samozaparcia. Doskonale tez rozumiem mamy które są samodzielne, im z pewnością jest jeszcze ciężej, ale z obserwacji widzę jak one są zorganizowane i jak potrafią się realizować! Wielkie brawa! A jak ja to ogarnęłam?


Teoretycznie zakładałam że już latem wdrożę się w tryb biegacza. Takie były moje założenia i plany. A że z realizacją było u mnie kiepsko, brakowało mi tej determinacji by mimo wszystko wyjść i się poruszać. Dopiero w sierpniu akcja zaczęła się rozkręcać. Tak właściwie to w połowie września. Pisząc tutaj wpis o marszobiegach z gotowymi planami "Od kanapowca do biegacza." sama się do nich stosowałam. Pierwotny plan zakładał 8 tygodni do biegu ciągłego, przez przerwy ten czas wydłużył się do 3 miesięcy. Uważam że mimo wszystko jest to świetny wynik. Jeśli bacznie obserwujecie mnie na moim instagramie mogliście zobaczyć "od kuchni" jakie czynie postępy. 

Patrząc ogólnie na moje treningi, nie były one oszałamiające, postęp był raczej wolny. Trzymałam się planu, tydzień po tygodniu dokładałam kolejne minuty biegu, a odejmowałam minuty marszu. Miałam też kilka przerw, sezon grypowy bardzo mnie polubił i nawet teraz, gdy to piszę, boli mnie gardło. Po chorobie wracałam do punktu wyjścia, forma spadała a gdy ją nadrobiłam to znów miałam przerwę. Tym bardziej zdziwił mnie ostatni trening.








Wiecie jak to jest jak coś chcemy zrobić, to nie zawsze nam się chce, mamy złe myśli i ogólnie nastawienie do bani. Czasem z takiego nastawienia wychodzi coś dobrego, a czasem ono zostaje i przekłada się na to co robimy. Taki był drugi scenariusz przedostatniego wypadu na podreptanie nogami. Staram się mieć takie nastawienie, że następnym razem będzie lepiej, nakręcałam się pozytywnie. 

Na kolejną przebieżkę wybrałam się w lepszym humorze. Od samego początku powtarzałam sobie że przebiegnę te pół godziny choćby nie wiem co. I udało się! Spokojna głowa, skoncentrowane myśli i nogi które lekko mnie niosły spowodowały że skończyłam to, co od dawna chciałam zakończyć. Z pozoru nic na to nie wskazywało. Mam nadzieję że ten etap mam za sobą, jestem z siebie bardzo dumna! Nie chcę za dużo nudzić swoimi wynikami. Dla przykładu pokaże kilka swoich treningów. 





I co dalej? 





Pytam sama siebie, co będzie dalej. Rok 2018 kończy się, nie lubię postanowień noworocznych, ale tutaj sytuacja ma się inaczej. Akurat dobrze się składa, to co się dzieje u mnie w kontekście treningów, ma wbrew wszystkiemu dobry czas. Zima mnie nie odstrasza, jakieś doświadczenie już mam. 


Po skończonych marszobiegach nie chcę stanąć w miejscu, a biec dalej.


  • Jeszcze przez kilka treningów będę utrwalać to, co już osiągnęłam. Dam organizmowi sygnał, że to nie był jednorazowy wybryk, a że tak już będzie cały czas. 
  • W swoich treningach sporadycznie robiłam podbiegi. Teraz wpisuję je w plan treningowy na stałe. Raz w tygodniu 5-10 razy. Ta forma treningu wzmocni nogi oraz cztery litery, które u biegacza są bardzo potrzebne. 
  • Chciałabym wydłużać czas, jak i dystans treningu. Obecnie waham się między 4 a 5 kilometrów. Raz w tygodniu planuję pobiec dalej o kilka kilometrów. 
  • Wracam na swoją starą trasę do jeziora. Nie będzie to jednak stała trasa, a takie urozmaicenie.


Pisałam już kiedyś że nie biegam dla zawodów, nie lubię biegów masowych. Gdzieś w głębi serca zaczęłam czuć że chyba do tego dojrzałam i czas spróbować. Ta myśl jest jednak jeszcze mała i dość odległa by ją zrealizować. Nie chcę sobie, ani wam obiecywać że wkrótce wstawię tu zdjęcie pierwszego medalu. Nie wykluczam jednak takiego scenariusza.




Już kończąc ten wpis. Wiem że mam czytelników którzy nie lubią tego sportu, nie są do niego przekonani ale mimo wszystko mam nadzieję że będziecie trzymać za mnie kciuki. Będziecie? 



10 komentarzy:

  1. trzymam kciuki za sukcesy ale już jestem pełna podziwu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia! W zasadzie wytrwałość to cecha XXIw... tak łatwo się rezygnuje, a tak ciężko zaczyna od nowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj prawda, każdy chce coś mieć ale by to zdobyć najlepiej nie robiąc nic

      Usuń
  3. Każdego dnia 3mam i Ci mocno kibicuje ba ! Podziwiam wręcz ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Powodzenia! Trzymam kciuki! Ja też mam zamiar zacząć, ale pogoda mnie zniechęca. Odkładam to na wiosnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, będę trzymać kciuki! Ja biegać nie cierpię, ale chciałam kiedyś spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bieganie nie jest dla mnie, ale w jakiś sposób i tak mnie fascynuje, dlatego chętnie śledzę Twoje postępy, podziwiam Twój zapał i samodyscyplinę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za dodanie komentarza! Jest mi niezmiernie miło że odwiedzasz mojego bloga i zostawiasz po sobie ślad. Ściskam!

Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger