12 grudnia

12 grudnia

O moim nieproszonym gościu

Ponad rok temu wprosił się do mnie nieproszony gość. Zaczęło się niewinnie, obiecywał że zaraz zniknie z mojego życia, że będzie w nim tylko kilka miesięcy. Jego obecność nie sprawiała mi wiele problemów, wszak wtedy byłam w tak zwanym dwupaku. Nietrudno o zmęczoną, niewyspaną, czującą się niczym wieloryb kobietę w ciąży. A ten mój gość sprytnie chował się za ciążowym samopoczuciem, dając mi wiele nadziei na szczęśliwe zakończenie. Odbierał powoli moje siły, zaczynając od padania na twarz wieczorem, kończąc na rozładowanej baterii tuż po śniadaniu. To on zafundował mi baby bluesa, ale jeszcze wtedy nie wiedziałam że to przez niego. Obiecanki nie spełniły się, mój gość zostaje ze mną do dziś, a ja powoli zaczynam go akceptować.










Pamiętam dzień w którym odebrałam pierwsze wyniki badań. Ale zacznijmy od początku. Rutynowe badanie trójki tarczycy, zalecane w 1 trymestrze ciąży. Lekko ponad normę, jednak nie było tak strasznie. Najniższa dawka hormonu na tarczycę, przez który nie mogłam pić kawy tuż po przebudzeniu tak jak lubię, a musiałam czekać. Pokrzepiające słowa lekarza, że większość kobiet wraca do normalności po narodzinach swojej pociechy. Tymi słowami żyłam do rozwiązania, a kontrolne wyniki były straszne.


Połóg przeżyłam dużo gorzej niż za pierwszym razem. Mówiłam sobie że to przez to drugi raz, drugie cięcie cesarskie, to wiadomo organizm dostał w kość i jakoś musi odreagować. Wahania nastrojów, zwłaszcza przy karmieniu, czy nocą. Zmiany koszuli nocnej kilka razy w nocy, którą mogłabym umyć podłogę, bo tak była mokra. Wieczne niewyspanie, brak koncentracji, nie pamiętałam najprostszych rzeczy. Te wszystkie sprawy można śmiało podpiąć pod życie młodej matki. Nie spodziewałam się że coś jest nie tak.



Kontrolne wyniki przed wizytą u lekarza, odebrałam je z radością że w końcu odstawię leki. Jakież było moje zaskoczenie, wcale nie pozytywne, gdy ujrzałam na kawałku papieru że moje TSH jest dużo niższe niż być powinno. Lekarz zalecił ponowne wykonanie badań po kilku tygodniach i odstawienie leków. Kolejne pocieszenie, że wracam do siebie po okresie ciąży. 
Zrobiłam te badania po 3 tygodniach, czułam się już dużo lepiej. Kolejny cios zadał mi ten kawałek papieru z wynikami. TSH podwyższone niemal 30to krotnie, przy normie 2,5 dla mojej osoby wynik wynosił 69. Szybki telefon do przychodni, umawianie wizyty u endokrynologa, wynik podkreślony grubą czerwoną kreską z wielkim wykrzyknikiem i zapiskiem bym szybko udała się do lekarza. Reszta parametrów również pozostawiała wiele do życzenia. 



Po kilku wizytach miałam już unormowane wyniki, diagnoza końcowa to choroba Hashimoto. Trochę długą drogę przeszłam do ostatecznej diagnozy, mój organizm tak szalał że nie było łatwo określić co mi dolega.Trafiłam na mądrego endokrynologa, takiego z powołania który leczy pacjenta  a nie jego wyniki z tych świstków papieru z dziwnymi cyferkami.


Nie takiego końca się spodziewałam, byłam wściekła że spotkało to właśnie mnie. Wiedziałam mniej więcej co to dla mnie oznacza. Niedoczynność tarczycy w pakiecie dawało mi popalić. Sucha skóra, wypadające włosy, problemy trawienne, spadki nastroju, mgła mózgowa a najbardziej dobijała mnie waga która magicznie stanęła w miejscu. Od tej pory ten nieproszony gość został ze mną. Po fazie szoku przyszedł czas walki. 


Chciałam zwalczyć objawy, stosowałam diety eliminacyjne gluten i nabiał, które pomogły i dziś nie muszę się ograniczać, ale nic nie pomogło mojej wadze. Minął rok od porodu, pół roku diet a ja czułam się dużo lepiej, cieszyłam się że nie mam objawów z strony urodowej, a waga jak się zaklęła tak nie chciała się odczarować. Stosowane suplementy na włosy paznokcie, selen, cynk, wit d3, i inne poprawiły mój wygląd zewnętrzny. W środku, do dziś zresztą, w dalszym ciągu nie jestem tak skupiona jak kiedyś. Zapamiętywałam numery telefonów w mig, rejestracje samochodów, daty, pamiętałam o ważnych uroczystościach. Teraz wszystko muszę mieć w kalendarzu.


Nie chcę robić z siebie ofiary, choć mam wrażenie że dużo osób lekceważy problemy tarczycy, raczej spotykamy się z lekką aprobatą. Bierzesz rano swój hormon szczęścia i wszystko gra, nic przecież się nie dzieje, bo wyniki są w porządku. Te super wyniki nie zawsze oznaczają, że my sami czujemy się super.







Ja walczę, a raczej pogodziłam się i zaakceptowałam. Zmieniłam styl życia, nadal nad nim pracuję. Sądzę że odnalazłam sposób na siebie, sposób na to by żyć z Hashimoto. Badam się regularnie, chodzę do lekarza. Moje Hashimoto bardzo lubi sport, dużo sportu i najlepiej cardio. Pomaga mi bieganie, a wiem że inni wolą pilates czy tylko spacery. Jeszcze bardziej lubię spać, rano ciężko mi zrobić ten pierwszy krok. Moja twarz często jest spuchnięta, ale od jakiegoś czasu z tym też jest lepiej. Odkryłam że służą mi 3 posiłki dziennie, że nie mogę jeść ukochanej czekolady która przecież ma serotoninę to powinna dawać mi chwilę szczęścia. Pokonuję stres, który nie służy nikomu, a tym bardziej komuś komu tarczyca odmówiła posłuszeństwa. Szukam sposobu na odporność, choć to jest trudne bo mój układ immunologiczny walczy z błędnie atakowaną tarczycą, wciąż nie mam na to sposobu i łapie co rusz infekcje. Nadal nie piję rano kawy, a najpierw biorę tę małą białą tableteczkę, odczekuję pół godziny. Ciepła woda z cytryną, potem już standardowo kawka bo noce nadal są nieprzespane. 



Nie traktuje choroby jak wroga, staram się zrozumieć dlaczego i kiedy zaczęło się coś dziać. Szukam rozwiązania zagadki, uczę się, szukam rzeczy które mi służą. Najbardziej cieszy mnie to, że wracam do dawnego wyglądu wysportowanej dziewczyny, choć kosztuje mnie to 2 razy więcej pracy niż wcześniej. Cieszy mnie też to, że jestem szczęśliwa, odnalazłam swoje szczęście i mam na nie sposób. 


A Ty? Znasz kogoś kto boryka się z podobnymi problemami jak ja? Niestety jest ich coraz więcej. Powiedz mu coś miłego, spytaj jak się czuje. Wbrew pozorom to nie jest tak, że wymyślamy (choć nie mówię że nie ma osób które lubią więcej uwagi).
Chcecie więcej takich wpisów? Dajcie mi znać w komentarzu!

10 komentarzy:

  1. Sporo osób teraz mam problem z Hashi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Choroba, którą trudno diagnozować, jej leczenie polega na usuwaniu skutków, nie przyczyny schorzenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Akurat z tym się nie zgodzę. Skutki to oczywiste ze musimy usunąć, a przyczynę warto poznac bo często jest ona do poprawy. Naprawienie przyczyny choroby może zaowocować remisja choroby, złagodzeniem objawów, nie każdemu to się udaje wymaga to ogromu pracy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama borykam się z niedoczynnością tarczy już od dwóch lat. Teraz czuje się już lepiej, ale było ciężko. Trzymaj się i nie daj się :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Choroby tarczycy to niestety plaga naszych czasów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super, że trafiłaś na lekarza z powołania i tak szybko Cię zdiagnozowal.Znam wiele osób, które odbijaly się od jednego specjalisty do drugiego przez długi czas zanim poprawnie ich postawiono im diagnozy. Trzymaj się cieplutko i nie poddawaj się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) tak mam szczęście, jednak dużo pomogła niedoczynność przy diagnozie i ten nagły skok hormonów. podobno najciężej diagnozuje się mężczyzn, im nie przypisuje się tej choroby

      Usuń
  7. Ja na szczęście nie borykam się z tą chorobą, ale mam kilak znajomych, które walczą. Dobry lekarz to podstawa, tak jak pisałaś i mówiła na instagramie, nie taki, który poświęca pacjentowi 1 minutę.
    Co do połogu to ja też przeżyłam go koszmarnie, dla mnie to był długi horror, podobnie jak poród, ale z innym przyczyn niż u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tym połogiem to uważam że zbyt mało się o tym mówi a potem takie kobiety są w szoku co one przechodzą

      Usuń

Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger