02 grudnia

02 grudnia

Książki które przeczytałam (prawie) w listopadzie.

Jesień sprzyja czytaniu książek. Wieczory są dłuższe, więcej czasu spędzamy w domu. Z chęcią robimy herbatkę a do niej najbardziej lubię chwycić książkę. Niestety jako mama dwójki nie mam tyle czasu na czytanie co wcześniej, jednak staram się czytać choć 10 minut dziennie. Czasem ratują mnie e-booki, które można czytać wszędzie, choć przyznam że najbardziej lubię papierową wersję.





W tym miesiącu swój czas na czytanie poświęciłam czterem książkom, z czego jednej niestety nie dokończyłam, pomyślałam że jednak już o niej napiszę. Dwie książki, a właściwie trzy z nich są kobiecymi książkami. Jedna z nich jest nietypowym poradnikiem o którym pisałam tutaj (klik). Dwie są powieściami pisanymi dla kobiet, pierwsza mojej ulubionej autorki Magdaleny Witkiewicz, druga zaś biegającej blogerki Anny Szczypczyńskiej Panny Anny, jej losy i wpisy śledzę od dawna! Ostatnią książką której jeszcze nie dokończyłam, jest poradnik dla blogerów od Jasona Hunta (klik). Można więc powiedzieć że pół miesiąca relaksowałam się, a drugie pół edukowałam. Zaczniemy więc od przyjemniejszej części, choć nie mówię że reszta książek jest zła!




Magdalena Witkiewicz "Szczęście pachnące wanilią"











Przyznam się bez bicia, ta książka trafiła do mnie latem. Przeczytałam kilkadziesiąt stron i całkiem o niej zapomniałam! Wpadła mi w ręce przy porządkach, od razu zabrałam się za jej dokończenie. Właściwie to przeczytałam ją od nowa, po tylu miesiącach mieszały mi się postacie jak i cała historia. 

Magdalena Witkiewicz, kurczę jak ja lubię jej pióro! Z każdą książką chcę więcej, mimo że autorka ma swój styl, pisze o kobietach jednak każda historia jest wyjątkowa i wciąga tak samo. Na okładce przeczytamy "Słodko-gorzka opowieść o spełnionych marzeniach". Całym sercem polecam ten tytuł mamom, bo w dużej mierze to im dedykowana jest ta książka. Na stronach książki przeczytamy o trudach macierzyństwa, złamanych sercach, problemach nie tylko z poziomu macierzyństwa ale też o pustym portfelu. W tytule książki mowa jest o wanilii, mamy słodki-gorzki wątek cukierniczy. 

Ada, otwiera na Gdańskim osiedlu cukiernię, która nie przynosi jej fortuny. Bohaterka ma również małego synka, którym opiekuje się niania, a Ada piecze słodkości i popisowe torty po nocach. Jej kłopoty rosną, jest samotna w swoim macierzyństwie, nie ma nikogo kto by jej pomógł. Do cukierni wpadają dwie inne kobiety, szukające pocieszenia. Niania Ady odchodzi do innego dziecka, ona wstawia kojec i zabawki do cukierni. Tym zbiegiem okoliczności rodzi się nowy pomysł na biznes, miejsce spotkań innych kobiet przy pachnących babeczkach, dużej latte i śmiechu dzieci bawiących się w kawiarnio-klubiku dla dzieci.
To historia o kobietach które szukają swojego szczęścia, z pozoru bardzo normalna i powszechna jednak potrafi podnieść na duchu. Trzy kobiety na życiowych rozdrożach, starsza pani która chce pomóc szczęściu, ale czy to szczęście pachnie wanilią?




Anna Szczypczyńska "Dzisiaj śpisz ze mną"









To druga książka Panny Anny. Całkowicie inna od pierwszej, wszak pierwsza jest o bieganiu. Obserwuję Anię od dawna, nie raz pokazywała na swoich profilach że bardzo lubi pisać. Cieszę się że dostała szansę wydania książki, która nie jest stricte związana z tym co robi. 


"Dzisiaj śpisz ze mną" to powieść o prawdziwych uczuciach, o gorącej miłości, młodocianym pożądaniu a także chwili słabości. Szczypta erotyzmu, który sprawia że czytałam ją jednym tchem. Napisana lekkim, nowoczesnym stylem, także cała akcja ma miejsce w czasach współczesnych, w Warszawie. Moim zdaniem jest to lekka książka, która umili wieczór, a góra dwa wieczory. Bardzo wciąga, a na policzkach maluje róż!

Nina, główna bohaterka mam wrażenie, a może nie wrażenie a jednak wiem że jest inspirowana samym życiem autorki. Nie wiem czy w każdej kwestii, jednak tak jak Ania, Nina lubi biegać, pracuje w korporacyjnej redakcji, również lubi zdrowo się odżywiać i kocha czytać książki. Spodobała mi się ta postać, mimo tego lekkiego podobieństwa, miło czytało się o aktywnej kobiecie która jest panią redaktor serwującą na śniadanie swoim córkom bananowe pankejki. 
Nina jest mamą, żoną, panią redaktor, jej życie jest pozornie uporządkowane. Nagle w jej życiu pojawia się Jan Ogiński, intrygujący, szarmancki, czyta książki które one kiedyś czytała. Mężczyzna budzi w niej dziewczynę z dawnych lat, gdy mogła szaleć, oddawać się beztroskom życia które minęły wraz z rolą żony i mamy. Nina staje przed trudną decyzją. Czy warto poświęcać swoje dotychczasowe życie dla kiełkującego w niej uczucia? W jesiennej aurze stolicy musi zmierzyć się z dawno zapomnianą szaloną i namiętną przeszłością, którą przeżywa na nowo. 
Powieść podzielona jest na trzy przeplatające się części : Namiętna i szalona przeszłość z Kamilem, teraźniejszość w roli mamy i żony oraz nieoczekiwany rozwój znajomości z stażystą pracującym w tym samym miejscu. W Ninie budzi się kobiecość, namiętność, Jan burzy jej spokój a ona wzbrania się przed nową znajomością. 




Ola Budzyńska "Jak zostać panią swojego czasu?"










O tej książce pisałam już tutaj (klik). Poradnik pisany przez kobietę dla kobiet. Nie jest to zwykły poradnik, nie jest pisany poradnikowym stylem a w środku nie znajdziecie rad które nijak zmienią wasze życie lub takich urwanych z choinki. 


Ola rozprawia się z wizerunkiem kobiety-matki umęczonej życiem i obowiązkami. Wbija do głów że nie da się robić wszystkiego, że mnóstwo zadań wykonanych po każdy po trochu nie jest powodem do dumy i przechwałek "Zobacz ile zrobiłam!". Ola uczy kobiety jak delegować zadania, jak stawiać sobie cele, jak zorganizować swój czas by wykorzystać go na 100%. Czytając tę książkę od razu zaczęłam zmiany w organizacji, pragnęłam planować z głową. Uczę się nie narzucania sobie zbyt dużo, uczę się dostosowywać zadania do czasu jaki posiadam na ich wykonanie. Wszystko na swoich własnych zasadach, skrojonych pod siebie. 

Cenię Olę za jej działalność w sieci, potrafi porwać tysiące kobiet do działania! Jej limitowane edycje planerów sprzedają się w moment, a od niedawna możemy pić kawę sygnowaną firmą Pani Swojego Czasu. 





Jason Hunt "Bloger i social media. Edycja 2017"











To jest ta pozycja której jeszcze nie przeczytałam. Postanowiłam ją jednak już opisać, bo to nie jest książka którą przeczytasz raz i z głowy. Z tą książką wiąże się ogrom pracy, wdrażania rad w życie, analizowania swoich działań w sieci. Może to głupie pisać tutaj o poradniku jak być blogerem, a może komuś taka wzmianka będzie potrzebna, czy po prostu przydatna. Nie wiem ile osób nigdy nie słyszało o autorze, ja przez ogrom lat jego pracy również o nim nie słyszałam. Obserwując inne profile trafiłam na "33 pytania" to takie jakby wywiady na żywo z innymi blogerami/działaczami w sieci. Uczestniczką była Fashionelka, stąd z ciekawości zerknęłam kim jest ten łysy facet który zadaje pytania i co on właściwie robi, weszłam na jego profil na Instagramie. Trafiłam na bloga, zapisałam się na newsletter. Jason Hunt bloguje o stylu życia, w zabawny i charakterystyczny sposób, przeczytajcie choć jeden jego wpis lub zobaczcie co robi na instagramie. Ten łysy facet szkoli blogerów, ma kilka książek o blogowaniu, szkolenia Masterclass dla blogerów. Jego lata pracy w tym obszarze, ciężkiej pracy ale bardzo skutecznej, spowodowały że wydał ten poradnik. Posiadam uaktualnioną wersję, wcześniejsza ma tytuł "Bloger." Dla mnie jest to książka autorozwoju, pisząc bloga chcę poznać ten świat od podszewki. Nie znajdę tutaj klucza do skrzyni z skarbami, a jedynie pozwoli mi ona obrać właściwy dla siebie kierunek. Nie wstydzę się napisać że czytam taki tytuł, nie jestem alfą i omegą, uważam że jeśli istnieje coś, co rozwinie nas w obszarze w którym działamy jest warte uwagi. 


Sam tytuł książki dużo nam zdradza o czym ona jest. Znajdziemy w niej rady zaczynając od nazwy bloga, platformy na której ma być, domeny, jak pisać teksty, co ile je publikować, jak wzruszyć czytelnika, co zrobić by z nami został. Znajdziemy tam również mnóstwo informacji o tym jak prowadzić nasze social media, gdzie warto być. Jason podkreśla jednak by blog był najważniejszy, bo to jest nasze miejsce. Potocznie jest nazywana biblią blogera.  Zgodzę się z tym, bo ogrom informacji jaki otrzymujemy i sposób w jaki są one napisane powoduje że ta książka to unikat. Nie dobrnęłam jeszcze do końca, wymaga skupienia przy czytaniu, a nawet zakreślacza, zeszytu ołówka pod ręka dla notatek. Od kilku rozdziałów przerzuciłam się na wersję elektroniczną, bo taką dostajecie w pakiecie przy zakupie książki. To jest strzał w dziesiątkę.





To tyle na ten miesiąc! W grudniu dokończę Hunta, oraz zabieram się na lekką zmianę gatunku. Za miesiąc opowiem Wam jakie książki wybrałam. 

10 komentarzy:

  1. Powiem szczerze, jeszcze żaden poradnik o prowadzeniu bloga nie był przez nas przeglądany, jakoś nie czujemy potrzeby. Fakt pomaga nam długoletnie doświadczenie dziennikarskie Przemka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze mieć takie doświadczenie i na nim się opierać :)

      Usuń
  2. świetne książki, Olę już znam ale Jason Hunt to dla mnie nowe odkrycie dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkie interesujące. Najstarszej pierwsza😍

    OdpowiedzUsuń
  4. mam w domu Hunta, ale jeszcz nie przeczytalam calego

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie bym przeczytała książkę "Bloger" :-)
    Jak sie pisze bloga warto wiedzieć więcej ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż poradzić, Bloger najbardziej zachęca :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam w planach książkę Hunta.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja właśnie też studiuję "biblię blogera". Jest tam wiele ciekawych informacji. Duży plus za wersję elektroniczną. Dzięki temu można ją mieć zawsze pod reka i sięgać jak tylko ma się wolną chwilę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapisałam się na szkolenie Jasona, na książki też przygotowuję miejsce w swoim czasie. Ale do organizacji chętnie sięgnę po pozycję Oli. A tak najbardziej to zainteresowała mnie pierwsza książka. Bo każdy czasem potrzebuje coś lekkiego, słodkiego, pokrzepiającego :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za dodanie komentarza! Jest mi niezmiernie miło że odwiedzasz mojego bloga i zostawiasz po sobie ślad. Ściskam!

Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger