29 listopada

29 listopada

Listopad. Sportowe podsumowanie miesiąca.

Przedostatni miesiąc 2018 roku był dla mnie najbardziej intensywnym miesiącem treningowym. Gdyby nie moje dwie niedyspozycje miałabym tylko 6 dni wolnych od treningów! W planach było trenowanie nawet 6 razy w tygodniu, z większością treningów domowych nad bieganiem. Zapraszam na pierwsze podsumowanie miesiąca.

Początek miesiąca nie był dla mnie dobry, miałam zapalenie dziąsła, które zaczęło się już pod koniec października. Treningi rozpoczęły się w pierwszy poniedziałek miesiąca.







Patenty Sports Mamy - treningi w domu




W listopadzie skupiona byłam na wyzwaniu w którym brałam udział. Wyzwanie, a raczej patent walczący z boczkami, który wymyśliła Ola Pierończyk - SportsMama (klik). Trwa on 10 dni, bez weekendów, z możliwością kontynuacji, u mnie trwał 15 dni. Po 15 dniach przeszłam na kolejny patent Oli, tym razem na uda i pośladki który możecie obejrzeć sobie tutaj (klik). Patentu na boczki niestety już nie ma w sprzedaży, ale to nic straconego. Drugie wyzwanie daje mocniej popalić a redukcje cellulitu macie w pakiecie! Kupno patentu nie jest dużym wydatkiem (69zł).

Cały patent polegał na całkowitej eliminacji cukru, co oznaczało nie tylko pożegnanie z kupnymi słodyczami. Za zadanie miałam nie jeść owoców, dozwolone było jabłko dziennie. Z jadłospisu miałam wykluczyć wszelkie słodkie potrawy, co oznacza że pożegnałam się z owsiankami, plackami bananowymi, jaglankami a nawet tym tym pysznym ryżem (klik). Do tego picie wystarczającej ilości wody (1,5-2 l) co w sezonie jesiennym jest nie lada wyzwaniem, bo wolę raczyć się herbatą czy kawą niż szklanką wody, a ponad to rano wypijałam wodę z cytryną.
Podstawą odżywiania były warzywa, różnorodnie podane, miały zajmować najwięcej miejsca na moim talerzu. Wszelkie przekąski, gotowce, niezdrowe potrawy były zabronione. Posiłki miały być zdrowe, bez białego chleba, bułeczek, białego makaronu czy ryżu. Na kolacje jadłam sałatki, w przeróżnych kombinacjach.










Wśród biegaczy jest takie powiedzonko
Biegam by jeść więcej ciastek.

Przyznam że baaaardzo lubię ciastka i słodycze, a słodkie śniadania królowały na moim stole od lat. Tak naprawdę to Ola pierwszy raz w życiu zadziałała na mnie tak swoim patentem, że naprawdę nie miałam ochoty na słodycze i co najlepsze ja się nie złamałam do dziś! Przywołując sobie w myślach to powiedzonko biegaczy przez cały czas wmawiałam sobie, a co tam ta jedna kostka czekolady do kawy, czy malutki wafelek albo ciasto z ulubionej cukierni. Tak samo z słodkimi śniadaniami, kurcze no myślałam że przecież ja jem zdrowo! No może i zdrowe te śniadania były, jednak ta porcja cukrów w różnej postaci znacznie przekraczała moje potrzeby dzienne! Nie używam białego cukru do śniadań, ale często jadłam banany, do owsianki dolewałam syrop klonowy czy polewałam nim placki i lałam tego sporo. W chwilach grozy piłam kawę z mlekiem, która hamowała apetyt i ochotę na słodycze. Efekty odstawienia cukru są dla mnie totalnym szokiem!


Cały patent pokazał mi i pierwszy raz dał mi taką dyscyplinę, że można jeść wytrawnie. Jak dasz mi wybór słodkie - słone ja wybiorę słodkie i tym kierowałam się dotychczas. My kobiety lubimy rzucać sobie wyzwania, mówimy rzucę to, nie będę jeść tego. Jestem dumna z siebie że pierwszy raz udało mi się! W weekend mogłam pozwolić sobie na cheat meala (oszukany posiłek), upiekłam więc zdrowe banoffee z spodu owsianego, kremu z daktyli i śmietanki kokosowej. Widzielibyście wtedy moją minę, smakowało mi to samym lukrem i zjadłam malutki kawałek. Dodatkowo 5 a nawet 6 dni treningowych jest dla mnie optymalną ilością. Dobrze wiem, że mój organizm potrzebuje bardzo dużej dawki sportu, by wyrobić formę.






Ale do brzegu, miło być o treningach.Trenowałam w czasie drzemki córki, najczęściej wykonywałam 3 bloki, w ostatnim tygodniu wykonywałam głównie 1 blok ćwiczeń.
W patencie miałam za zadanie:


  • ćwiczyć od poniedziałku do piątku - czyli 5 dni treningowych
  • robić porządną rozgrzewkę i rozciąganie
  • mój trening właściwy był podzielony na bloki, miałam wykonać minimum 1 blok a najlepiej 3 bloki gdzie jeden trwał 15 minut
  • weekendy miałam wolne lecz jeden dzień poświęcałam na bieganie
  • jeden trening w tygodniu był w formie tabaty (krótki trening a zarazem mega intensywny, trwa 4 minuty) - do tabaty dokładałam bieganie

Treningi były codziennie inne, 10 kompletnie różnych treningów. Nie powtórzyło się nic! Tu wielkie ukłony dla SportsMamy, że tak to wymyśliła. Do trenowania potrzebowałam hantli. Pamiętam doskonale pierwszy dzień, gdzie lekką ręką i nogą robiłam to co trzeba, wykonałam 3 serie i myślałam sobie och tam takie machanie łatwiejsze niż Chodakowska. Po godzinie żałowałam tych słów, bo nie byłam w stanie zejść do samochodu. Zakwasy minęły mi po 4 dniach, a ja bardzo polubiłam treningi z hantlami. 

Ich skuteczność potwierdziły mi moje efekty, w dwa tygodnie straciłam 

  • 3,5 kilograma
  • 4 cm z obwodu brzucha (w linii pępka) 
  • 3 cm z obwodu ud (w najgrubszym miejscu)
Po kolejnym tygodniu waga wskazała kolejne 1,5 kg mniej i po 2 cm mniej w obwodach. 


Łącznie wykonałam 12 treningów z Pierońskich Boczków - ostatni tydzień był dla mnie intensywny pod innymi względami więc nie trenowałam zbyt wiele. 4 razy wykonałam 3 bloki, 2 razy dwa bloki i 6 razy jeden blok w tym dwie tabaty.






Bieganie




Nie da się być wszędzie i robić wszystkiego naraz. Nie jestem też wyczynowcem, więc zaczynając patent na boczki wiedziałam że bieganie pójdzie w lekką odstawkę. Tutaj będzie krótko, bo wykonałam jedynie 6 treningów:







  • łącznie 23 kilometry
  • łącznie 3 godziny, 8 minuty i 47 sekund
  • średnio 3,83 km na jeden trening
  • pobiłam swój rekord na 3 km - 23:16 - lepszy o 33 sekundy
  • pobiłam swój rekord na 1 milę 11:46  - lepszy o 20 sekund
  • pobiłam swój rekord na 1 kilometr 7:06 - lepszy o 40 sekund

Gdyby nie moje niedyspozycje z pewnością bieganie wyglądałoby lepiej. Miałam plan zakończyć marszobiegi, niestety uda mi się to dopiero w grudniu o ile moje plany nie spalą się panewce przez kolejne przeziębienie. Biegałam co 2-3 dzień, w drugim, trzecim oraz czwartym tygodniu miesiąca. Nie udało mi się osiągnąć wyników jakie bym chciała, czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy ale to bardzo mnie cieszy! 


Końcówka listopada widnieje pod znakiem przeziębienia. Od jutra startuje z drugim wyzwaniem - patentem więcej informacji tutaj (klik). Właściwie w tym patencie jestem od 26.11, lecz nie trenuję przez to paskudne przeziębienie. Treningi wznawiam już dziś (czwartek 29.11)







Plany na grudzień




W grudniu przez pierwsze jego dwa tygodnie będę kontynuować patent na uda, planuję wytrwać 15-20 dni. Formalnie patent trwa 10 dni, jednak Ola mówi że nogom należy poświęcić więcej czasu dlatego na te partie lepiej jest poświęcić więcej czasu. Zasady drugiego patentu są takie same jak dla boczków, stąd wiem czego się spodziewać. Treningi są zupełnie inne, oprócz hantli potrzebna jest guma do ćwiczeń. Kolejny raz na każdy dzień mamy inny trening. Ola dużo mówi o patencie na swoim instagramie tutaj klik w jej profil. Myślę że 69 zł za rozpiskę żywieniową, pakiet cellulitowy, mnóstwo motywacji, tajną grupę na FB (na której również jestem i motywuję) do wspierania się w tym wsparcie od samej Oli, codziennie inny trening to nie jest duża kwota. W przedsprzedaży cena patentu była inna, udało mi się załapać na dużo niższą cenę. Mimo to, wiem że te 69 zł jest ekstra kwotą za całość jaką otrzymujecie! Na social mediach Sports Mamy możecie zobaczyć efekty uczestniczek patentu. 


W bieganiu chciałabym zakończyć marszobiegi. Dużo mi nie brakuje, byłam w stanie już przebiec 25 minut bez przerwy, pokonując przy tym prawie 3,5 kilometra. Planuję wprowadzić nowe elementy treningowe, na które poświęcę osobny wpis. Zmieniłam również swoją odzież biegową na bardziej zimową, postanowiłam lepiej się przygotować na czas mrozów. Trudniejszy czas będzie ten około świąt, nie łudzę się i nawet nie chcę trzymać diety w święta, ale chcę zachować umiar i rozsądek. Mam też nadzieję że treningowo ten czas będzie korzystny dla mnie. 





20 komentarzy:

  1. Super wyniki. Ja właśnie rozpoczęlam przygode z becukrową dietą. Trzymaj za mnie kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będę trzymać mocno! to nie jest takie trudne jak się wydaje :)

      Usuń
  2. Po Twoim wpisie zastanawiam się nad swoimi śniadaniami... w biegu, a już na pewno nie bez cukru... Czas wziąć się za zdrowe śniadania. Dziękuję za motywację 🙂

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie totalnie nie przekonuja te wszystkie diety pelne mlek roslinnych, olejow nienaturalnych w naszym klimacie, jakichs ksylitolow i innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mleko roślinne jest dobrą alternatywą dla osób nie tolerujących mleka krowiego a także dla tych co nie chcą używać mleka od krowy. ja uważam że jeśli jest zdrowa alternatywa to warto choć o tym poczytać

      Usuń
  4. Ja co jakiś czas robię podejście do zrezygnowania ze słodyczy i ciężko mi to idzie. Nie słodzę, ciasta robię z połowy przepisowego cukru... ale od batoników to chyba jestem uzależniona :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj też byłam uzależniona :) najgorzej będzie mi odmawiać ciast, na batoniki nie mam ochoty

      Usuń
  5. Nie biegam, ale kiedy przychodzi sezon zimowy i specjaliści ostrzegają - nie wychodzić z domu, bo w powietrzu jest smog- to zaczynam się zastawiać, jakie szkody dla organizmu przynosi bieganie w takich warunkach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam to szczęście że mieszkam w czystej okolicy, nie ma u mnie smogu. gdyby był to z pewnością przerwałabym bieganie na ten czas. rozwiązaniem też mogą być maski antysmogowe.

      Usuń
  6. Jest dokładnie tak, jak napisałaś - żeby wyeliminować z diety cukier (całkowicie!), trzeba wykazać się ogromną samodyscypliną. A z tym mam duży problem. Trudno sobie odmówić pysznego ciasteczka, które mąż przyniesie na poprawę humoru po ciężkim dniu pracy. Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie! miałam ten sam problem. wczoraj mój mąż przyniósł cała siatkę słodkości z pracy, ciekawa jestem jak długo będą mi one obojętne

      Usuń
  7. Kurde wspaniałe wyniki, podziwiam Cię mocno zwłaszcza za to odstawienie cukrów i to w 100%! Wielki szacunek i ciekawił mnie efekt po, zaskoczyłaś mnie, że w dzień cheat meal nawet nie smakowało Ci specjalnie i nie zjadłaś więcej.
    Brawo i owocnego grudnia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Podziwiam, ja mam problem z dyscypliną. Nie mogę żyć bez słodyczy. :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam. Aktywnie. U mnie brak sił na takie aktywnosci

    OdpowiedzUsuń
  10. Anie lepiej trenować siłowo i po prostu jeśc mądrze? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla każdego dobre jest co innego ;) trenuje od lat i na tym polu wiem co mi służy a co nie

      Usuń
  11. Podziwiam! Mam nadzieję, że uda Ci się dotrzymać wszystkich postanowień :) Trzymam kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. łał! Super! Ja na grudzień rozpisałam swoje ćwiczenia i mam nadzieję, ze uda mi się je wszystkie wykonać! Za Ciebie rówież trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger