12 lutego

12 lutego

Pomysł na obiad: makaron z szpinakiem

Pomysł na obiad: makaron z szpinakiem
Długo nie było przepisu na blogu :) szczerze mówiąc, głównym tego powodem jest fakt, że ja nie mam zwyczaju robić zdjęć tego co jem. I gdy już zacznę jeść lub skończę, myślę sobie - Kurka! A mogłabym wstawić przepis. Sama nie lubię przepisów bez zdjęcia, choćby symbolicznego, i tą samą zasadę chcę stosować tutaj. Przyznam że fotografia kulinarna, jest bardzo trudna, ciągle uczę się jak robić ładne zdjęcia. Ostatnio sporo było tutaj pomysłów na śniadania na słodko, czy wytrawnie. Tym razem zrobimy szybki obiad dla zabieganych.






Bardzo lubię szpinak. Wiem, że sporo osób go nie lubi. Sam w sobie nie ma smaku, do tego nie jest zbyt urodziwy, kojarzony z zieloną papką bez polotu. Odpowiednio przyprawiony i przyrządzony może odmienić zdanie na jego temat nawet największego przeciwnika.


Warzywa o kolorze zielonym, szczególnie te liściaste, wnoszą wiele dobrego dla naszego zdrowia. Zawierają chlorofil, który pomaga w oczyszczaniu organizmu, a także mówi się że zielone warzywa są antynowotworowe, również za sprawą ich zielonego koloru. Chronią nas przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, a także wzmacniają odporność. Najzdrowsze są w formie surowej, szczególnie te liściaste, jednak krótka obróbka termiczna nie powoduje wielkiej utraty właściwości.





Makaron z szpinakiem 




Na to danie potrzeba nam 15 minut. Potrzeba nam niewielu składników. Zamiast makaronu, można użyć białej kaszy gryczanej.











Składniki




  • dwie garści szpinaku świeżego lub 5 kosteczek szpinaku mrożonego liściastego
  • połowa cebuli
  • duży ząbek czosnku
  • odrobina oliwy z oliwek
  • 1/4 papryki zielonej i żóltej
  • 4 łyżki kukurydzy
  • 5 łyżek mleczka kokosowego
  • opcjonalnie pół puszki tuńczyka w sosie własnym
  • makaron pełnoziarnisty 150 g
  • sól, pieprz, tymianek i szczypta gałki muszkatołowej do smaku 


Przygotowanie:



Cebulę kroimy w kostkę, czosnek drobno siekamy. W czajniku wstawiamy wodę potrzebną do ugotowania makaronu. Gdy woda się zagotuje przelewamy ją do garnka i gotujemy makaron, według przepisu na opakowaniu. Szpinak myjemy (jeśli używamy świeży). Papryki kroimy w drobną kostkę. Na patelni rozgrzewamy oliwę, szklimy czosnek i cebulę z odrobiną tymianku. Dodajemy paprykę, chwilę podsmażamy. Następnie dodajemy szpinak  i kukurydzę - ale jeśli używamy mrożonego szpinaku, dodajemy go na patelnię już w momencie gdy cebula i czosnek lekko się zeszklą - i chwile podsmażamy aż liście lekko zwiędną. Dodajemy opcjonalnie tuńczyka w puszce, lub może to być np pierś z kurczaka, jeśli jecie mięso. Doprawiamy przyprawami, zalewamy mleczkiem kokosowym i chwilę dusimy, dosłownie 2-3 minuty. W międzyczasie odcedzamy makaron, wykładamy go na patelnie i mieszamy z szpinakiem. Można makaron dać osobno na talerz i tylko wyłożyć szpinakowy farsz. I gotowe!
Wiem, że nie wszyscy lubią tuńczyka z puszki, ja go uwielbiam! I niezbyt przejmuje się złą sławą ;) nie jadam go tonami, a może raz na dwa tygodnie. W zamian za to zaproponowałam pierś z kurczaka, lub możecie użyć świeżej ryby np. dorsza :)



mleczko kokosowe zamiast śmietanki, kupuję w Lidlu



Bardzo lubię szybkie i łatwe w przygotowaniu dania. Swego czasu stosowałam różne diety, które pochłaniały większość mojego dnia w kuchni. Kiedy tylko kończyłam coś gotować, zdawałam sobie sprawę że za chwilę muszę przygotować kolejne danie. Teraz stawiam na prostotę i jak najmniej czasu spędzonego w kuchni. Lubię gotować, wolę jednak przeznaczyć ten czas na coś innego. 





Zdrowe odżywianie nie musi być drogie, trudne i skomplikowane. Pamiętajcie że z każdego dania niefit można zrobić fit wersję! Przykładowo tutaj: podmieniłam śmietankę 30% na mleczko kokosowe, makaron jasny na ciemny i gotowe! :) Ciemny makaron zawiera więcej błonnika, jest źródłem węglowodanów złożonych, a mleczko kokosowe zdrowsze i nadaje nieco orientalnego posmaku :) 





11 lutego

11 lutego

A Ty? Pijesz wodę?

A Ty? Pijesz wodę?
Mówią że woda to życie. W pełni zgadzam się z tym. Nasze ciało w nawet 3/4 składa się z wody. Potrzebujemy jej, by funkcjonować. Bez jedzenia człowiek jest w stanie przeżyć 7 dni, bez wody znacznie krócej, bo jedynie 3 dni. W codziennym życiu tracisz duże ilości wody, taka jest nasza fizjologia. Zapasy trzeba uzupełniać, tak jak w lodówce, czy spiżarni. Pomyśl, że takie odbudowywanie zapasów jest podobne do remontu, czy budowy. Zamiast używać zaprawy do cegieł, zaczynasz używać zupełnie czegoś innego, w dodatku z mnóstwem niepotrzebnych rzeczy w składzie, np kleju do kafelek. Czy taka budowa ma sens? Tak dzieje się gdy zamiast pić wodę, pijesz słodkie gazowane napoje. Niby ugasisz (choć często jednak nie) pragnienie, ale ładujesz w siebie mnóstwo kalorii, niepotrzebnych substancji chemicznych. Zaczynasz się "sypać", wyskakują Ci nieproszeni goście, w biodrach jest Ciebie trochę więcej, włosy już nie są takie ładne, a paznokcie zaczynają się łamać.









W 1 szklance napoju gazowanego możesz uraczyć nawet 6 łyżeczek cukru, a czasem i więcej. Wypiłabyś np herbatę z taką ilością, lub wodę? Nie uraczysz w takim napoju żadnych wartości odżywczych prócz pustych kalorii, które nic nie wnoszą, poza dodatkowymi centymetrami gdy spożywasz je w nadmiarze. A woda? 0 kalorii, zero cukru, zero dodatków chemicznych, za to dostajesz minerały.


Woda nawilża organizm, nie tylko wewnętrznie, ale też zewnętrznie. Utrzymuje skórę w blasku, nadaje jej gładkość, promienny wygląd. Paznokcie mają odpowiedni kolor, są mocniejsze. Włosy również są pełne blasku. Można łatwo zgadnąć kto pije wystarczającą ilość wody.

Woda:



  • to bardzo dobry rozpuszczalnik dla większości związków chemicznych
  • jest "smarowidłem" dla gałek ocznych, stawów co pomaga być sprawnym fizycznie
  • jest regulatorem ciepłoty ciała 
  • usuwa toksyny z organizmu, te z czasu aktywności fizycznej także
  • rozprowadza składniki odżywcze po organizmie jednocześnie usuwając z niego produkty przemiany materii
  • reguluję przemianę materii, niedobory wody mogą spowolnić metabolizm
  • picie wody wpływa na masę, stan i kondycję fizyczną naszego ciała

Utracenie już 1% wody, około 600-700 ml, powoduje pogorszenie stanu fizycznego zawodnika sportowego. Nawet lekkie odwodnienie może powodować wzrost tętna spoczynkowego, co jest oznaką zmęczenia organizmu. Odczuwanie pragnienia to już jest pierwsza oznaka odwodnienia! Innymi objawami mogą być migreny, bóle głowy, suchość gałki ocznej, zmęczeniem może dochodzić do gromadzenia się wody, wtedy mamy wrażenie jakbyśmy napuchli niczym balon.
Znaczne odwodnienie może powodować halucynacje, utratę świadomości, kamicę nerkową. Im dalej w las, tym gorzej. 









Ile szklanek dziennie




Standardowo przyjmuje się że zdrowy, przeciętny człowiek powinien wypijać 8 szklanek wody dziennie. Nie zawsze ta teoria się sprawdza. Dużo zależy od płci, rodzaju wykonywanej pracy, stanu zdrowia, aktywności fizycznych. Nasz organizm nie jest w stanie magazynować wody, stąd należy ją dostarczać regularnie. 


Wodę możemy dostarczyć pod różnymi postaciami, jest praktycznie wszędzie. Warzywa, owoce, jednak najbardziej liczy się ta dostarczana w formie płynnej. Do tego zaliczają się również zupy, herbata czy napary ziołowe. To jednak nie powinno stanowić naszej bazy nawodnienia, ważniejsze jest dostarczanie czystej wody, a tą z pożywienia powinno się traktować jako równie ważny dodatek.


A jak pić wodę? Powoli! Małymi łykami. Nie sztuką jest wypić naraz 8 szklanek wody. Taki sposób sprawi że woda tylko przez nas "przeleci", a do nawodnienia nie dojdzie. Po aktywności fizycznej, lub dużym wysiłku można wypić większe ilości wody, np 2 szklanki, w zależności od tego co robiliśmy.




A jaką wodę wybrać?



Najlepiej niegazowaną, reszta jest właściwie kwestią gustu. Jeśli nie piliście wody zbyt często, bo uważacie że jest ona niedobra i bez smaku, to znaczy że zbyt wiele pijecie napojów słodzonych. Woda może smakować, i uwierzcie że ma różne smaki, wyczujecie je gdy zrezygnujecie z kolorowych opcji. Wystarczy popróbować, kupić kilka różnych butelek, zobaczyć która nam najbardziej pasuje. Jeśli chcecie być bardziej eko, kupcie dzbanek służący do filtrowania wody z kranu. Woda z takiego dzbanka idealnie nadaje się do picia dla całej rodziny jak i naszych pupili, do gotowania, podlewania kwiatów. Używając wodę filtrowaną, unikniecie osadzania się kamienia w czajniku. Wydatek jest nieduży, licząc gdybyście mieli kupić po zgrzewce wody dla każdego członka rodziny, jeden filtr wystarcza na miesiąc, a kosztuje tyle, co wspomniana zgrzewka. Uważajcie na wody smakowe, w nich jest cukier! I to jest jedyny wyjątek wody niezdrowej, choć to nie powinno być nazwane wodą. Lepszym wyborem będzie zrobienie wody smakowej, takiej domowej! Tak samo nasze kochanie dzieciaki, one również nie powinny pić wody smakowej. Ta popijana przez cały czas, osadza się na zębach i jest głównym winowajcą próchnicy. 








Zrób wodę smakową w domowym zaciszu




Taka domowa woda smakowa przydaje się na letnie, gorące dni :)







Cytryna-mięta


  • ulubiona woda niegazowana
  • pół wyszorowanej, wyparzonej cytryny
  • garść listków mięty
  • kostki lodu

Cytrynę kroimy w plastry, lub wyciskamy sok. Miętę myjemy pod bieżącą wodą. Wszystko wkładamy do dzbanka, zalewamy wodą, dodajemy kostki lodu. Taki dzbanek powinniśmy wypić tego samego dnia. 




a'la Mohito



  • woda niegazowana
  • dwie limonki
  • garść mięty
  • ogórek świeży, 1/3 średniej sztuki
  • kostki lodu


1,5 limonki wyciskamy, połowę kroimy w półplasterki. Ogórka kroimy w drobne plastry. Wszystko przekładamy do dzbanka i zalewamy wodą. 



Cytrusowa woda



  • woda
  • pół cytryny
  • pół pomarańczy
  • pół grejfruta
  • nasiona chia 1 łyżka

Kroimy cytrusy w półplastry, wsypujemy nasiona chia do dzbanka. Przekładamy cytrusy, zalewamy wodą, energicznie mieszamy by nasiona chia się nie zbiły.




Owocowe orzeźwienie




  • woda
  • sok z połowy cytryny
  • kilka sztuk borówek
  • kilka sztuk malin
  • garść mięty
  • kostki lodu


Owoców nie kroimy, w całości przekładamy wszystko do dzbanka. Wlewamy sok z cytryny, zalewamy wodą. Dodajemy kostki lodu.




Szklanka na poranny rozruch




  • szklanka letniej wody
  • sok z 1/4 cytryny
  • odrobina miodu (opcjonalnie)

Taką wodę piję każdego ranka. Ciepła woda pobudza organizm do pracy, uruchamia metabolizm. Jeśli mam ochotę dodaję odrobinę miodu, choć robię to bardzo rzadko. Cytryna podobno może pomóc w odchudzaniu, detoksykacji organizmu, nie wiem czy to prawda, ale ten sposób jeszcze nikomu nie zaszkodził, to czemu nie serwować sobie takiego napoju każdego ranka?

Pamiętajcie tylko gdy przyjmujecie leki na czczo, popijajcie je czystą wodą! Nie tylko rano, każde leki popijamy wodą. Dopiero po przyjęciu leków, pijemy wodę z cytryną, odczekując odrobinę czasu. Przykładowo, rano przyjmuję hormon tarczycy (Letrox), po którym muszę odczekać minimum pół godziny by cokolwiek innego zjeść lub wypić. Odczekuję około 40 minut, wypijam wodę z cytryną i dopiero jem śniadanie. 





Wyzwanie: Nawodnij się!



Co powiecie na małe wyzwanie? Tylko 21 dni ;) tyle wystarczy by wyrobić w sobie nawyk! Nastawcie sobie budzik w telefonie, co godzinę, lub podzielcie go tak by dzwonił 8 razy. Możecie pobrać aplikację przypominającą o piciu wody, jest ich mnóstwo. Zapiszcie na dysku i wydrukujcie sobie tabelkę, i skreślajcie czy kolorujcie każdą wypitą szklankę wody. Jeśli do razu nie uda Wam się wypić 8 szklanek, nie martwcie się. Starajcie się by każdego dnia wypijać o jedną szklankę więcej. Powieście tabelkę w widocznym miejscu! Możecie też, zamiast budzika, przykleić kartki, np na lustro, na szafki kuchenne, czy obok biurka za napisem "woda". To również dobra przypominajka. 









A komu z Was udaje się wypijać 8 szklanek wody? Czujecie różnicę? Ja sama biorę udział w swoim wyzwaniu, niestety wypijam około 4 szklanek wody dziennie, a to za mało, szczególnie gdy dużo ćwiczę. Dajcie znać koniecznie czy też chcecie wziąć udział nawadanianiu się :) 





08 lutego

08 lutego

Koniec drzemek. Jak teraz będę trenować?

Koniec drzemek. Jak teraz będę trenować?
No cóż...chyba pożegnaliśmy się z drzemkami na dobre ;) w życiu mamy takie drzemki pociechy w ciągu dnia dużo ułatwiały. Można było choćby usiąść z kawą w ciszy i wypić ją, jeszcze ciepłą. Przy okazji ogarniało się mieszkanie, zrobiło obiad, czy napisało się nowy wpis. Treningi również wykonywałam gdy tylko córka zasnęła. Miałam godzinę, czasem nawet dwie, by zrobić to co miałam zaplanowane. Czas na reorganizację, kiedy będę robić te wszystkie rzeczy które robiłam w trakcie drzemek?










O ile sprzątanie, gotowanie, i takie zadania "pierdołowate" robiłyśmy wspólnie, w końcu dzieci rosną, i z każdym dniem jest coraz lepiej. Wystarczyło mi zająć małą tym, co lubi robić, a ja mogłam wkroczyć do akcji w kuchni, czy polatać z odkurzaczem. Jednak nigdy nie trenowałam przy "publiczności".

Od kilku dni testujemy nowy wymiar czasu. Próbowaliśmy z spokojnymi ćwiczeniami, takimi jak pilates, czy treningi statyczne, typu machanie nogą na macie dla lepszych pośladków ;) i szło całkiem super.
Wystarczyło wyłożyć na dywan klocki Lego Duplo, lalki, klocki drewniane i zaczynała się zabawa. Mama w tym czasie szybko rozkładała matę i leciała z tematem. Zainteresowanie owszem było, bo jak tu nie zobaczyć co ta mama wyprawia na takim fajnym nowym dywanie! Jednak wszystko było na dobrym torze, nie musiałam przerywać, zmieniać miejsca czy kończyć na chwilę. Nawet ta moja córa próbowała mnie naśladować! Widok prawie dwulatki, która wspina się na palce, wymachuje rączkami jak mama był taaaki słodki :)

Takich wspólnych treningów mamy za sobą aż 4 :) wynik całkiem niezły. Co jednak będzie z treningami, które są bardziej dynamiczne? Nie mam pojęcia ;) być może uda się jakoś to pogodzić.


O ile bieganie nie stanowi żadnej przeszkody, przecież i tak wychodzę z domu, bez towarzyszy. Lubię trenować w domu, w żadnym wypadku nie przeniosę się na siłownię, to nie jest rozwiązanie dla mnie.
Zostaje jeszcze wczesny ranek, lub wieczór. Ale czy ja chcę się zrywać rano z łóżka by poćwiczyć? oj chyba nie ;) zdecydowanie nie należę do rannych ptaszków










Nauczona doświadczeniem wiem, że pójście do osobnego pokoju, gdy wszyscy są w domu, by poćwiczyć nie da rady. Mamy pewnie znają ten schemat, gdy tylko zamykasz drzwi, zaraz zaczyna się lawina pytań i błagalne wołanie dzieci pod drzwiami (zwłaszcza tych młodszych) by je otworzyć. Bynajmniej dotychczas tak było ;) starsze dzieci tak nie robią.



Nie mam zamiaru zmieniać zbyt wiele, chcę pokazać dzieciom że aktywność to część mojego życia, a także to powinna być dla dzieci ważna kwestia.
Z kolei znam maluchy które za nic nie pozwolą mamie pomachać nogą na macie, wtedy pojawia się kłopot. Kiedy ćwiczyć?
znam też mamy które zrywają się skoro świt lub po 22:00 odpalają płytę i wyciągają matę, choć na pół godziny. Podziwiam ich wolę walki i  to że gdy chcą, to zawsze znajdą wyjście.


Mój plan na luty stawia na bieganie. To priorytet. W końcu półmaraton sam się nie przebiegnie. Jako treningi uzupełniające wykorzystam te z wyzwania Ewy Chodakowskiej, o których pisałam w poprzednim wpisie. Dopasuję je pod siebie tak, by np po długim bieganiu nie wykonywać dynamicznego programu, a coś spokojniejszego. Albo gdy w planach będzie krótszy bieg, zrobić dodatkowo trening na wybraną partię ciała.








Po każdym bieganiu chciałabym wdrożyć nowość - rolowanie. Do tego służy specjalna rolka, której zadaniem jest rozluźnić spięte mięśnie po treningu. To taka forma dodatkowa do rozciągania. Dość boli to dziadostwo! Wypróbowałam już dwa razy, i lewa noga, oooj dużo pracy mnie czeka.
Znalazłam również kilka filmików z rozciąganiem przy wykorzystaniu pilatesu lub jogi. Pokusa smukłych mięśni nóg bardzo mnie przekonuje ;) to będzie taki mój test, jak wpływa pilates czy joga na trening biegacza. Czytałam, że takie treningi pozytywnie wpływają na elastyczność mięśni, szczególnie, nóg, korpusu a także bioder. Wszystko powyższe pełni istotną rolę dla biegacza, pozwala zadbać o prawidłową postawę w trakcie biegu, jak i prawidłową regenerację.


Każdy weekend będzie pod znakiem biegania, plus 2 treningi w tygodniu. A jak z treningami w domu? Pewnie pójdę na żywioł. Gdy czas pozwoli, potrenuję w ciągu dnia, ale nic się nie stanie gdy poćwiczę wieczorem. Jak widać czekają nas ferie, to mnie nie zniechęca, bo może brat zajmie się siostrą i pobawią się razem? :)







Kobietki! A Czy Wy macie czas by zrobić coś dla siebie? Macie czas na aktywność fizyczną? Czy raczej mówicie że tego czasu Wam brak, ale gdyby przyjrzeć się dokładnie temu co się dzieje przez cały dzień, okazuje się że jednak mielibyście czas choćby na 15 minut ćwiczeń? Z pewnością jest coś co lubicie :) może to być nawet codzienne rozciąganie. Pamiętajcie, że ćwiczenia, aktywność fizyczna to nie musi kojarzyć się od razu z odchudzaniem. Bardziej chodzi tu o nasze zdrowie, o to jakie będziemy za 30 lat :) czy będziemy dziarskie babcie, wywijające piruety na parkiecie czy nie mające na nic sił zrzędy (oczywiście piszę to żartobliwie ;) ). Mam tutaj na myśli, nie to że zaraz powinnyście się zerwać z kanapy i szukać treningów które chcecie robić. Może to być mała zmiana, np zamiast auta, rower do pracy, czy pokonanie tego dystansu pieszo. Zamiast windy - schody. Zamiast jeżdżenia wszędzie (znam takie osoby, w pełni zdrowe i młode, co jeżdżą 500 m do lekarza samochodem!!!) przejście się pieszo do sklepu, do lekarza, na pobranie krwi, czy do fryzjera. Zamiast zrzędzenia rano - kilka ćwiczeń na pobudzenie ciała. Nie musicie rzucać się na głęboką wodę! Warto uświadomić sobie jednak, że siedzący tryb życia nie jest dobry. Zaplanuj sobie wyjście na spacer, przyjrzyj się, gdzie można coś zmienić. A jeśli masz wszędzie daleko, mieszkasz za miastem, to obstawiam że masz piękne widoki wokół siebie! Jak dobrze znasz swoją okolicę? Może czas jej się przyjrzeć?


A jak mamy sobie radzą? Ja to przechodzę drugi raz, jednak łatwiej ogarnąć jedno dziecko, niż dwójkę, ale wszystko się da, jakiś sposób znajdzie się, wystarczy chcieć! I nie tylko z ćwiczeniami, ale ogólnie, z czymkolwiek co chciałabyś robić :)

05 lutego

05 lutego

Styczeń. Sportowe podsumowanie miesiąca

Styczeń. Sportowe podsumowanie miesiąca
Styczeń minął mi bardzo szybko. Pomyśleć że już pierwszy miesiąc nowego roku za nami :) a od kilku dni walczymy z drugim miesiącem roku, każdy dzień przybliża nas do wiosny. Trwacie w swoich postanowieniach? Podobno 15 stycznia wiele osób zapomina co sobie obiecało. A jak wyglądał mój styczeń? Zobaczmy czy udało mi się zrealizować plany! To już trzecie podsumowanie miesiąca na blogu :)















Dobre początki




Zmotywowana tym, co działo się w grudniu (klik) oraz listopadzie (klik) nie miałam ochoty się poddać. Grudzień był dość chorowity, chciałam nadrobić stracony czas. Nie próżnując zaczęłam ćwiczenia po świątecznej przerwie już 2 stycznia.







Na pierwsze dwa trening styczniowe wybrałam SportsMamę Olę o której pisałam tutaj w podsumowaniu listopada. Tym razem zdecydowałam się na patent uda i pośladki, których niestety już nie ma, jednak Ola wymyśliła zupełnie inny kurs treningowy o którym możecie poczytać tutaj (klik)! Ja mogę polecić każdy produkt Oli z zamkniętymi oczyma! Wiem, że to są sztosy! To Ola dużo rozjaśniła mi w głowie, nakierowała na dobre tory, na których trwam od listopada. Więcej możecie przeczytać w podsumowaniu listopada oraz grudnia :) przy okazji Ola to fajna, normalna babka, poczujecie się z nią jak z dobrą kumpelą. Do patentów jak i nowości metamorfozy, dostajecie dostęp do fajnej grupy na FB z zmotywowanymi babkami! Ja też jestem na tych grupach :)






W międzyczasie spotkała mnie niespodzianka, jedna z bliskich mi osób otrzymała bon do BeActive TV Ewy Chodakowskiej, a sama Ewa planowała start nowego wyzwania z wykorzystaniem swoich treningów właśnie na platformie BeActiveTV. Myślę że się domyślacie, że od takiego zrządzenia losu nie mogłam uciec ;) i postanowiłam podjąć rękawice.






Ale wróćmy do pierwszego tygodnia stycznia. Odważyłam się wkroczyć na długo nie odwiedzaną ścieżkę biegową nad jezioro. Zapomniałam ile trudu trzeba włożyć by pokonać tę trasę. Kiedy droga do jeziora prowadzi bardzo często z górki, a powrót do domu możliwy jest tylko tą samą trasą....domyślacie się pewnie że ktoś te górki musiał pokonać. Oj...Było bardzo ciężko wrócić do domu! Jednak te widoki i słońce jakie zastało mnie w Charzykowach wynagradzało ten trud. Zwłaszcza że droga do odbyła się pod znakiem deszczu ;) czułam wielką satysfakcję po powrocie.





Be Better





7 stycznia rozpoczęło się wyzwanie Ewy Chodakowskiej, 90 dni, 90 kroków. Poza dawaniem jadłospisów darmowych, które są już domeną Ewy oraz treningów oczywiście, nowością miały być ćwiczenia psychologiczne. Na każdy dzień tygodnia, prócz niedziel, na portalach społecznościowych Ewa wstawiała post z zadaniem na dany dzień. Jadłospis i rozpiska treningów na dany tydzień również były w formie postu na Facebooku czy Instagramie, a także otrzymuje się je na maila, z tym że mail otrzymują tylko osoby które mają aktywny pakiet na BeActiveTV. Początkowo Ewa wstawiała nawet 9 postów dziennie!



  • ciekawostki dietetyczne
  • informacje o odżywianiu
  • informacja o treningu dnia
  • zadanie psychologiczne (psyche)
  • motywacja
  • dodatek treningowy
  • metamorfozy 
  • ciekawostki na temat zdrowia
  • pielęgnacja ciała






Po tygodniu Ewa zaczęła wrzucać mniej postów dziennie, uważam że to był dobry pomysł. Przez tak dużą ilość można łatwo coś przegapić, obecnie postów jest maksymalnie 6. Zawsze pojawia się post o diecie, psyche, metamorfozie, motywacji. 
Na strefę psyche jest nam potrzebne około 10-20 minut. Ćwiczenia, a często zadania bywają trudne. Zajmowaliśmy się określaniem, nakierowaniem na cel, podsumowaniem tego co było, planowaniem tego co będzie, wypisywaniem swoich mocnych i słabych stron, tworzeniem koła życia, a także wizualizacją celu na podstawie mocnych i słabych stron. Obecnie pracujemy nad silną wolą - czymś co bardzo przydaje się w trenowaniu, ale nie tylko. 


Patentem na silną wolę który podpatrzyłam u Oli Budzyńskiej - Pani Swojego Czasu, który świetnie działa np gdy chcemy rzucić słodycze jest "15 minut". Gdy mamy nagłą ochotę na ciastko, mówimy do siebie "Ok, zjesz to ciasto ale za 15 minut." Po czym wracamy do swoich obowiązków - w większości przypadków działa :) zapominamy czego chcieliśmy te 15 minut temu. 





Treningi wykonywałam te które były w rozpisce, w całości. Na trening możemy przeznaczać tyle czasu ile mamy - może to być nawet 10-20 minut, nie musi to być cały trening. Dni treningowych jest 6, są one o różnej intensywności, jest miejsce na mocniejsze akcenty jak i te spokojne dla rozluźnienia 


Pierwszy tydzień wyzwania 

  • Slim Fit
  • Bikini
  • Skalpel Wyzwanie
  • Target pośladki
  • Secret (taki pilates)
Z planu nie wykonałam tylko Kick Fit :) a to dlatego, że jednego dnia wyszłam pobiegać, do tego zrobiłam połowę treningu na pośladki i.....rano nie miałam sił, regeneracja to też ważny element planu treningowego!

Mocno zmotywowana wkroczyłam w drugi tydzień wyzwania, który był już mniej obfity w treningi.
Wykonałam jedynie 3 z planowanych 6 treningów, ale dwa razy byłam biegać. Drugi tydzień był dla mnie mocno zakręcony i nie miałam dużo czasu na treningi.

  • Hot Body
  • Turbo Wyzwanie
  • Target brzuch

I tu zaczęły się schody...trzeci tydzień rozpoczęłam chorobą. Zbyt lekko ubrałam się na biegowy trening, na dworzu było mroźno. Kolejne dni spędziłam przyklejona do inhalatora. 

Po tygodniu przerwy, a zarazem czwartym tygodniem wyzwania, rozpoczęłam go nieco inaczej. Przerażona mocnymi treningami z rozpiski, postanowiłam spróbować pilatesu. Zachęcona pozytywnymi opiniami i wpływem takiego treningu na ciało biegacza spróbowałam swoich sił z Olą Żelazo (klik) :) konkretnie ten trening klik. Bardzo spodobała mi się ta forma treningu, choć zawsze od niej stroniłam. Z pewnością będzie ona na stałe wpisana w mój plan treningowy.




Bieganie




Ach to bieganie....biegnącamama. A ostatnio totalnie brak mi czasu na wyjścia. Na szczęście dni są coraz dłuższe, napięte okresy poszły w niepamięć. Styczeń zdecydowanie nie był biegowy. Jedynie 3 treningi.







Jak już wspomniałam wcześniej 

  • pobiegałam nad swoje jezioro 5 stycznia 
  • zrobiłam pierwszy bieg z nowym sprzętem 17 stycznia
  • ostatni bieg 19 stycznia, to ten po którym się rozchorowałam
Łącznie przebiegłam 25 kilometrów. W założeniu miałam 12 treningów biegowych, jak widać udało się zrealizować 1/4 celu. 








Podsumowując:

  •  3 biegi łącznie 25,21 km
  • 1 trening pilatesowy
  • 2 treningi z Olą Pierończyk SportsMamą
  • 10 treningów z wyzwania BeBetter z Ewą Chodakowską 

  • zrobiłam 15 treningów
  • łącznie spaliłam 4221 kalorii
  • przetrenowałam 11 godzin 15 minut i 25 sekund


Nowy motywator




W styczniu zepsuł się mój zegarek do biegania, konkretnie bateria nie wytrzymała już dalszego towarzyszenia ;) dwa tygodnie wybierałam nowy sprzęt. W końcu wybrałam zegarek Garmin Vivoactive 3. Nowe cacko jest cudowne, zupełnie inna bajka w porównaniu do zegarka który miałam. Ten nowy mierzy wiele aktywności, jak i aktywność dzienną, jak i sen, ale to tylko kilka z jego funkcji. Stary zegarek mógł być używany cały dzień, ale jedynie podawał czas, mógł być stoperem lub budzikiem no i mierzył tylko bieganie. Wkrótce na blogu pojawi się recenzja gdy tylko poznam wszystkie funkcje zegarka, i oczywiście przetestuje go więcej jak 3 razy podczas biegania ;). Dodatkowym atutem zegarka jest oprogramowanie i aplikacje od producenta, nigdy nie widziałam tylu tabel i wykresów!





Budowanie odporności




Mało tu związku z sportem bezpośrednio, choć pośrednio widać zależność - gdy jestem zdrowa mogę trenować! Załamana liczbą przeziębień i chorób w tym sezonie (!!!), wszak tylko w styczniu gdy ledwo wyzdrowiałam na koniec miesiąca, tak zaraz po kilku dniach złapałam jakiegoś wirusa, chciałam porzucić swoje działania w kierunku odporności.

Na tym polu działam od grudnia. Jak wiecie, choruję na Hashimoto, nie mam objawów jako takich choroby, przyjmuje cały czas syntetyczny hormon tarczycy. Moim jedynym objawem jest chorowanie niczym nasze przedszkolaki. Wiecie, to uczucie gdy poślesz dziecko do przedszkola po tygodniu przychodzi do domu z gilem do pasa, a następne dwa tygodnie spędza w domu. Tak w skrócie ja się czuję ;) a dodam że (tfu,tfu!) moje dzieci (tfu,fu!) nie chorują tak jak ja (tfu, tfu!). 

Od pewnego czasu czytam dużo artykułów, książek, postów nie tylko w temacie chorób tarczycy, ale również budowaniu odporności która często może być zaburzana w chorobach autoimmunologicznych. 






Choroby autoimmunologiczne, w ogólnym i dużym skrócie powodują błędne działania układu odpornościowego, nasz organizm zaczyna atakować naszą zdrową część ciała. W moim przypadku jest to tarczyca. Przez to nasi wojownicy, są tak skoncentrowani na niszczeniu tarczycy, że nie zauważają jak za ich plecami skradają się wirusy grypy, czy zwykłe przeziębienie, no może kilka z nich zauważy że coś się dzieje, jednak to za mało. By podjąć walkę z infekcją cały organizm musi się zmobilizować, a tu tej mobilizacji brak. Złym objawem jest brak gorączki, przy ostrych infekcjach. Mówi się że gdy dziecko ma gorączkę to znaczy że to dobrze, organizm walczy. Ja nie miałam gorączki ponad dwa lata, mimo tego że moje infekcje nie były lekkie. W efekcie chorowałam długo, jeszcze dłużej wracałam do sił. Jednak ostatnia grypa pokazała mi, że jakieś zmiany jednak się dzieją. 






Podpytałam dietetyk kliniczną Paulinę Ihnatowicz (tutaj jej profil na Facebooku), która sama choruje na Hashimoto, co zrobić by tyle nie chorować. 
W odpowiedzi otrzymałam takie preparaty jak

  • Thyroset (zestaw dla chorujących na choroby tarczycy) - 3 opakowania w jednym zestawie, każde z nich ma inną kompozycję witamin, każde z nich bierze się o różnej porze dnia - rano, w południe i na wieczór, zalecane jest suplementowanie dwoma opakowaniami zestawu i ewentualne odstawienie jeśli nasze niedobory są wyrównane po kuracji
  • wit d3 - ta której nam najbardziej brakuje, wit d3 jest zawarta w Thyroset, jednak moje wyniki były marne stąd decyzja o podwyższeniu dawki do 4 tys jednostek dziennie - kupiłam Vigantoletten max
  • probiotykoterapia - zdrowie zaczyna się w jelitach, po niedawnej kuracji antybiotykiem wiedziałam, że ten probiotyk będę musiała brać, jednak nie sądziłam że powinno się je zażywać nawet 3 miesiące! Trzeba pamiętać by zmieniać probiotyki, a właściwie to jaki mają skład, najlepiej zacząć od tych które mają mniej szczepów i powoli dokładać ich więcej z każdym nowym opakowaniem. Paulina poleciła mi preparaty Sanprobi, np Barrier, Sport&Active oraz SuperFormuła (ten jest najsilniejszy)
  • Laktoferyna to takie białko pozyskiwane z mleka krowiego, budujące odporność, kupiłam preparat o takiej samej nazwie w biało-czerwonym opakowaniu, w saszetkach a obecnie w kapsułkach, które mam brać 3 miesiące. 

Minęło 1,5 miesiąca odkąd wdrożyłam w życie te suplementy. I jest poprawa! A jaka? Cóż, może to mało, dla mnie jednak dużo. Po raz pierwszy od dwóch lat miałam gorączkę. Czy to będzie krok w przód? Zobaczymy, czas pokaże jak będę reagować na choroby. 







Plany na luty








Luty już się zaczął, a ja do końca pierwszego tygodnia nie będę trenować. Być może w sobotę wybiorę się na krótkie bieganie. 


Chciałabym (już nie mówię chcę, czy muszę, bo nie chcę zapeszać) by w tym miesiącu głównym akcentem było bieganie. Z wyzwania Chodakowskiej nie rezygnuję, dalej będę z niego korzystać. Dopasuję je jednak pod bieganie, a nie bieganie pod wyzwanie jak miało to miejsce w styczniu. W końcu półmaraton sam się nie przebiegnie. Tak! W maju startuję w PKO Półmaraton Bydgoski! Sama w to nie wierzę, czeka mnie wiele pracy. 
Zaczynam też planować posiłki, choć udaje mi się jeść zdrowo i nie jeść słodyczy (poza dwiema wpadkami ;)), jednak zaczyna mi brakować jasno określonego planu. Gdy ma się plan, łatwo wyłapać błędy żywieniowe.

Planuję 4 treningi biegowe w tygodniu, głównie w weekendy, bo wtedy mam więcej czasu. 
Za to treningi z wyzwania chcę wykonywać w połowie, to znaczy połowę danego treningu. Może być też że cały trening wykonam, pod warunkiem że będą one z tych lekkich jak skalpele, Model Look, czy Slim Fit. 6 lutego ma również premiera nowego treningu Ewy z wykorzystaniem mini gum oporowych! To idealny dodatek do treningu biegacza, na wzmocnienie nóg i pośladków. Gdy tylko pracuję plan na luty, podzielę się nim z Wami. 






A Wy? Macie jakieś sportowe plany? Realizujecie postanowienia? Przyznam że udaje mi się pisać do Was regularnie, co widać po blogu. 




04 lutego

04 lutego

Listopad. Sportowe podsumowanie miesiąca.

Listopad. Sportowe podsumowanie miesiąca.
Przedostatni miesiąc 2018 roku był dla mnie najbardziej intensywnym miesiącem treningowym. Gdyby nie moje dwie niedyspozycje miałabym tylko 6 dni wolnych od treningów! W planach było trenowanie nawet 6 razy w tygodniu, z większością treningów domowych nad bieganiem. Zapraszam na pierwsze podsumowanie miesiąca.

Początek miesiąca nie był dla mnie dobry, miałam zapalenie dziąsła, które zaczęło się już pod koniec października. Treningi rozpoczęły się w pierwszy poniedziałek miesiąca.







Patenty Sports Mamy - treningi w domu




W listopadzie skupiona byłam na wyzwaniu w którym brałam udział. Wyzwanie, a raczej patent walczący z boczkami, który wymyśliła Ola Pierończyk - SportsMama (klik). Trwa on 10 dni, bez weekendów, z możliwością kontynuacji, u mnie trwał 15 dni. Po 15 dniach przeszłam na kolejny patent Oli, tym razem na uda i pośladki który możecie obejrzeć sobie tutaj (klik). Patentu na boczki niestety już nie ma w sprzedaży, ale to nic straconego. Drugie wyzwanie daje mocniej popalić a redukcje cellulitu macie w pakiecie! Kupno patentu nie jest dużym wydatkiem (69zł).

Cały patent polegał na całkowitej eliminacji cukru, co oznaczało nie tylko pożegnanie z kupnymi słodyczami. Za zadanie miałam nie jeść owoców, dozwolone było jabłko dziennie. Z jadłospisu miałam wykluczyć wszelkie słodkie potrawy, co oznacza że pożegnałam się z owsiankami, plackami bananowymi, jaglankami a nawet tym tym pysznym ryżem (klik). Do tego picie wystarczającej ilości wody (1,5-2 l) co w sezonie jesiennym jest nie lada wyzwaniem, bo wolę raczyć się herbatą czy kawą niż szklanką wody, a ponad to rano wypijałam wodę z cytryną.
Podstawą odżywiania były warzywa, różnorodnie podane, miały zajmować najwięcej miejsca na moim talerzu. Wszelkie przekąski, gotowce, niezdrowe potrawy były zabronione. Posiłki miały być zdrowe, bez białego chleba, bułeczek, białego makaronu czy ryżu. Na kolacje jadłam sałatki, w przeróżnych kombinacjach.










Wśród biegaczy jest takie powiedzonko
Biegam by jeść więcej ciastek.

Przyznam że baaaardzo lubię ciastka i słodycze, a słodkie śniadania królowały na moim stole od lat. Tak naprawdę to Ola pierwszy raz w życiu zadziałała na mnie tak swoim patentem, że naprawdę nie miałam ochoty na słodycze i co najlepsze ja się nie złamałam do dziś! Przywołując sobie w myślach to powiedzonko biegaczy przez cały czas wmawiałam sobie, a co tam ta jedna kostka czekolady do kawy, czy malutki wafelek albo ciasto z ulubionej cukierni. Tak samo z słodkimi śniadaniami, kurcze no myślałam że przecież ja jem zdrowo! No może i zdrowe te śniadania były, jednak ta porcja cukrów w różnej postaci znacznie przekraczała moje potrzeby dzienne! Nie używam białego cukru do śniadań, ale często jadłam banany, do owsianki dolewałam syrop klonowy czy polewałam nim placki i lałam tego sporo. W chwilach grozy piłam kawę z mlekiem, która hamowała apetyt i ochotę na słodycze. Efekty odstawienia cukru są dla mnie totalnym szokiem!


Cały patent pokazał mi i pierwszy raz dał mi taką dyscyplinę, że można jeść wytrawnie. Jak dasz mi wybór słodkie - słone ja wybiorę słodkie i tym kierowałam się dotychczas. My kobiety lubimy rzucać sobie wyzwania, mówimy rzucę to, nie będę jeść tego. Jestem dumna z siebie że pierwszy raz udało mi się! W weekend mogłam pozwolić sobie na cheat meala (oszukany posiłek), upiekłam więc zdrowe banoffee z spodu owsianego, kremu z daktyli i śmietanki kokosowej. Widzielibyście wtedy moją minę, smakowało mi to samym lukrem i zjadłam malutki kawałek. Dodatkowo 5 a nawet 6 dni treningowych jest dla mnie optymalną ilością. Dobrze wiem, że mój organizm potrzebuje bardzo dużej dawki sportu, by wyrobić formę.






Ale do brzegu, miło być o treningach.Trenowałam w czasie drzemki córki, najczęściej wykonywałam 3 bloki, w ostatnim tygodniu wykonywałam głównie 1 blok ćwiczeń.
W patencie miałam za zadanie:


  • ćwiczyć od poniedziałku do piątku - czyli 5 dni treningowych
  • robić porządną rozgrzewkę i rozciąganie
  • mój trening właściwy był podzielony na bloki, miałam wykonać minimum 1 blok a najlepiej 3 bloki gdzie jeden trwał 15 minut
  • weekendy miałam wolne lecz jeden dzień poświęcałam na bieganie
  • jeden trening w tygodniu był w formie tabaty (krótki trening a zarazem mega intensywny, trwa 4 minuty) - do tabaty dokładałam bieganie

Treningi były codziennie inne, 10 kompletnie różnych treningów. Nie powtórzyło się nic! Tu wielkie ukłony dla SportsMamy, że tak to wymyśliła. Do trenowania potrzebowałam hantli. Pamiętam doskonale pierwszy dzień, gdzie lekką ręką i nogą robiłam to co trzeba, wykonałam 3 serie i myślałam sobie och tam takie machanie łatwiejsze niż Chodakowska. Po godzinie żałowałam tych słów, bo nie byłam w stanie zejść do samochodu. Zakwasy minęły mi po 4 dniach, a ja bardzo polubiłam treningi z hantlami. 

Ich skuteczność potwierdziły mi moje efekty, w dwa tygodnie straciłam 

  • 3,5 kilograma
  • 4 cm z obwodu brzucha (w linii pępka) 
  • 3 cm z obwodu ud (w najgrubszym miejscu)
Po kolejnym tygodniu waga wskazała kolejne 1,5 kg mniej i po 2 cm mniej w obwodach. 


Łącznie wykonałam 12 treningów z Pierońskich Boczków - ostatni tydzień był dla mnie intensywny pod innymi względami więc nie trenowałam zbyt wiele. 4 razy wykonałam 3 bloki, 2 razy dwa bloki i 6 razy jeden blok w tym dwie tabaty.






Bieganie




Nie da się być wszędzie i robić wszystkiego naraz. Nie jestem też wyczynowcem, więc zaczynając patent na boczki wiedziałam że bieganie pójdzie w lekką odstawkę. Tutaj będzie krótko, bo wykonałam jedynie 6 treningów:







  • łącznie 23 kilometry
  • łącznie 3 godziny, 8 minuty i 47 sekund
  • średnio 3,83 km na jeden trening
  • pobiłam swój rekord na 3 km - 23:16 - lepszy o 33 sekundy
  • pobiłam swój rekord na 1 milę 11:46  - lepszy o 20 sekund
  • pobiłam swój rekord na 1 kilometr 7:06 - lepszy o 40 sekund

Gdyby nie moje niedyspozycje z pewnością bieganie wyglądałoby lepiej. Miałam plan zakończyć marszobiegi, niestety uda mi się to dopiero w grudniu o ile moje plany nie spalą się panewce przez kolejne przeziębienie. Biegałam co 2-3 dzień, w drugim, trzecim oraz czwartym tygodniu miesiąca. Nie udało mi się osiągnąć wyników jakie bym chciała, czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy ale to bardzo mnie cieszy! 


Końcówka listopada widnieje pod znakiem przeziębienia. Od jutra startuje z drugim wyzwaniem - patentem więcej informacji tutaj (klik). Właściwie w tym patencie jestem od 26.11, lecz nie trenuję przez to paskudne przeziębienie. Treningi wznawiam już dziś (czwartek 29.11)







Plany na grudzień




W grudniu przez pierwsze jego dwa tygodnie będę kontynuować patent na uda, planuję wytrwać 15-20 dni. Formalnie patent trwa 10 dni, jednak Ola mówi że nogom należy poświęcić więcej czasu dlatego na te partie lepiej jest poświęcić więcej czasu. Zasady drugiego patentu są takie same jak dla boczków, stąd wiem czego się spodziewać. Treningi są zupełnie inne, oprócz hantli potrzebna jest guma do ćwiczeń. Kolejny raz na każdy dzień mamy inny trening. Ola dużo mówi o patencie na swoim instagramie tutaj klik w jej profil. Myślę że 69 zł za rozpiskę żywieniową, pakiet cellulitowy, mnóstwo motywacji, tajną grupę na FB (na której również jestem i motywuję) do wspierania się w tym wsparcie od samej Oli, codziennie inny trening to nie jest duża kwota. W przedsprzedaży cena patentu była inna, udało mi się załapać na dużo niższą cenę. Mimo to, wiem że te 69 zł jest ekstra kwotą za całość jaką otrzymujecie! Na social mediach Sports Mamy możecie zobaczyć efekty uczestniczek patentu. 


W bieganiu chciałabym zakończyć marszobiegi. Dużo mi nie brakuje, byłam w stanie już przebiec 25 minut bez przerwy, pokonując przy tym prawie 3,5 kilometra. Planuję wprowadzić nowe elementy treningowe, na które poświęcę osobny wpis. Zmieniłam również swoją odzież biegową na bardziej zimową, postanowiłam lepiej się przygotować na czas mrozów. Trudniejszy czas będzie ten około świąt, nie łudzę się i nawet nie chcę trzymać diety w święta, ale chcę zachować umiar i rozsądek. Mam też nadzieję że treningowo ten czas będzie korzystny dla mnie. 





31 stycznia

31 stycznia

Biegnij powoli, czyli slow jogging.

Biegnij powoli, czyli slow jogging.
Kiedy na samą myśl o bieganiu masz dreszcze, widzisz siebie zmęczonego, wypoconego, z jęzorem na wierzchu, wyczerpanego i bez sił na powrót do domu, to nic dziwnego że nie masz ochoty na taki sport. Tradycyjne bieganie nie jest dla każdego, nie każdy to lubi i nie każdy może biegać. Jest jednak inna forma biegania, która może sprawiać przyjemność, a wyżej opisany obraz osoby biegającej nie ma z tym nic wspólnego.








Po prostu slow




A gdyby tak potraktować bieganie jako bardzo luźny trucht? Taki, który przypomina prawie spacerowanie, niż bieganie. Czy wtedy odczujesz zmęczenie? Czy w trakcie spaceru opadasz z sił? Pewnie większość odpowiedzi zabrzmi: nie.

Tym razem nie liczy się czas, nie liczą się pokonane kilometry. Liczy się Twój uśmiech, swobodne i wolne ruchy oraz aktywnie spędzony czas. Przecież nie każdy musi być mistrzem sprintów, Ty możesz być mistrzem w slow joggingu!




5 zasad slow joggingu





Nie znajdziesz tu żadnych planów treningowych, żadnych skomplikowanych oznaczeń tych treningów. Nic nie da szukanie cyferek w tabelach, jaki to czas trzeba mieć, ani czy dziś masz przebiec 5 czy 15 kilometrów. Slow jogging jest bardzo prosty, masz biec ale bardzo powoli.




  1. truchtaj w tempie konwersacyjnym, tj. tak byś mógł swobodnie rozmawiać, tempo ma być prawie tak jak przy spacerze, może być nawet wolniejsze
  2. ląduj na śródstopiu, tj. ustawiaj stopę tak by lądować na jej środku, a nie na pięcie, przy czym pomóc mają krótkie kroki, które dodatkowo pomogą w prawidłowym ustawieniu stopy lądującej
  3. utrzymaj prostą sylwetkę, podbródek lekko do góry, wzrok skieruj na horyzont i uśmiechnij się do siebie
  4. oddychaj naturalnie, nie potrzebujesz żadnych specjalnych technik oddechu
  5. trenuj regularnie, najlepiej 30-60 minut kilka razy w tygodniu, choć możesz zacząć od 10 minut dziennie





Korzyści płynące z slow joggingu




Niektórzy pomyśleliby że co to za żółwie bieganie, to jest dla mięczaków. Ten sport kojarzy się raczej z biciem rekordów, pokonywanie mnóstwa kilometrów i zdobywaniem medali w biegach zorganizowanych. Nic bardziej mylnego! Slow jogging przynosi więcej korzyści, na których najczęściej nam zależy. Dodatkowo nie mamy czynniku który nas zniechęca, bo takie bieganie to sama przyjemność! Każdy może zacząć, weźcie ze sobą koleżankę, ciocię, mamę, a nawet zaczepcie ludzi chodzących z kijkami. Slow jogging wyróżnia od spaceru to, że angażowane są inne grupy mięśniowe. W chodzeniu wykorzystujemy mniej partii mięśniowych, za to w bieganiu, nawet tym wolnym, angażujemy pośladki, mięśnie czworogłowe uda, mięśnie grzbietu. Nawet jeśli wyprzedać Cię będą spacerowicze, nie przejmuj się, w końcu to Ty spalasz więcej kalorii. Tą spokojną formę biegania wymyślił Japończyk Hiroaki Tanaka, który wykorzystuje każdą chwilę na truchtanie, nawet w drodze do sklepu, i cieszy się bardzo dobrym zdrowiem. 





  • Slow jogging spala mnóstwo kalorii! Dlaczego? Można by pomyśleć że przecież wleczemy się, to dlaczego mamy chudnąć? Slow jogging to bieganie w wolnym tempie, nasze tętno jest w 1(od 89-107 uderzeń/minutę) a najczęściej w 2 zakresie (107-125 uderz/min). Uprawianie sportu typu kardio, w takich zakresach tętna spala najwięcej tkanki tłuszczowej w odróżnieniu od aktywności fizycznych na wyższym poziomie. Nawet 85% spalonych kalorii pochodzi z nagromadzonego tłuszczyku!
  • Nie jesteś zmęczony, biegasz poniżej progu mleczanowego, co oznacza małe zakwasy lub całkowity ich brak! Na drugi dzień funkcjonujesz normalnie, zamiast zwijać się z bólu przez zakwasy. 
  • Przez lądowanie na śródstopiu jesteś mniej narażony na urazy, zwłaszcza gdy jesteś początkujący.
  • Slow jogging to antidotum na choroby cywilizacyjne takie jak cukrzyca, nadciśnienie, miażdżyca, choroby serca.
  • Robisz coś dobrego dla siebie, w dodatku na świeżym powietrzu, jesteś lepiej dotleniony, naładowany endorfinami.



A jak zacząć taki slow jogging?



Wystarczy sportowe ubranie i buty. Buty nie muszą być mocno amortyzowane, ponieważ biegniesz wolno, a ciężar ciała rozkłada się zupełnie inaczej. Przy tradycyjnym bieganiu ciężar ciała przy lądowaniu może być nawet 3 razy większy. Zaś przy slow joggingu, te wartości niewiele się zmieniają. Na początek mogą to być wygodne adidasy, lub tańsze modele obuwia do biegania. Zacząć może każdy, bez względu na wiek, gabaryty czy kondycję. 



Tak naprawdę możesz wychodzić niemal codziennie na pół godziny. Jeśli nie masz zbyt dużo czasu, lub boisz się że w tej formie bieganie również nie będzie Ci odpowiadać, zacznij od 15 minut, nawet przy wyjściu po bułki na śniadanie.





A Wy co myślicie o takiej formie aktywności? Brzmi kusząco, prawda? Od teraz już bieganie nie powinno być takie straszne!

29 stycznia

29 stycznia

Czy ubrania sportowe muszą być drogie by były dobre?

Czy ubrania sportowe muszą być drogie by były dobre?
Jeszcze kilka lat temu myśląc o ubraniach sportowych w głowie pojawiały się wizualizacje szczupłego portfela. Ciężko było o marki które robią tańsze, ale zarazem dobre ubrania przeznaczone na treningi. Królowały giganty takie jak Nike, Puma, Reebok, Adidas. Tym, którym nie udało się niczego upolować na promocji, czy nie miał po prostu funduszy na takie rzeczy pozostawało wziąć bawełniane leginsy i koszulkę. Nie mówię że jest to złe podejście, absolutnie to nie marka czy rodzaj ubrania nas definiuje! Sportowe ciuchy są po prostu bardziej komfortowe. Jednak w końcu ktoś mądry wpadł na pomysł by każdy mógł kupić sobie ubranie sportowe w przystępnej cenie, które będzie funkcjonalne a zarazem jego wygląd będzie cieszył.







Mam kilka ulubionych sklepów w których wiem, że dostanę ładny, funkcjonalny i dobrze wykonane ciuszek na trening. Nic tak nie cieszy kobiecego oka jak nowe ubranie w super cenie ;) coś o tym wiem. Nie muszę już polować na wyprzedaże czy promocje w popularnych markach, choć mogę to robić. Nie chcę robić nikomu złej reklamy, uwielbiam np markę Nike, jednak czasem zdarza się że akurat dana rzecz która mi się podoba jest poza moim zasięgiem. I tutaj z pomocą przychodzą mi moje ulubione sklepy sportowe.








1. Decathlon


To kopalnia fajnych ubrań do każdego sportu, jak i akcesoriów. Zdjęcia produktów są dobrze wykonane, do niektórych mamy nawet filmy prezentujące daną rzecz. Cały sklep (ten internetowy, bo głównie zamawiam online) podzielony jest na przeróżne działy. Od płci, poprzez sport jaki nas interesuje aż po podział na partię ciała (np. odzież na dół lub górę). Przyznam że kiedy kilka lat temu mój mąż odkrył ten sklep, z lekką obawą zamówiłam krótkie spodenki, koszulkę oraz biustonosz sportowy. I wiecie co? Dwie z tych rzeczy mam do dziś, nie sprawdził się tylko biustonosz. Z koszulki korzystam bardzo często. W Decathlonie podoba mi się że mają ubrania o różnym kroju, kolorach, długościach. Nie każdy lubi (lub chce) biegać w obcisłych koszulkach a głównie takie znajdujemy w sklepach. Koniecznie zajrzyjcie do strefy "Koniec serii", nie raz dorwałam tam "perełki" za grosze!



lubię ciemne kolory


Obecnie najczęściej ubieram leginsy do biegania, takie ocieplane na zimę, wydałam na nie 49 zł i są świetne! Mają sznurki, by bardziej dopasowywały się do kształtów ciała. Faktycznie są ocieplane i żadna zima mi nie straszna. A jeśli lubicie kolory (mój model jest w kolorze czarnym), za niewiele wyższą cenę dostaniecie kolorową wersję tych leginsów. Czy ja już mówiłam że lubię koszulki z Decathlonu? Zwłaszcza że większość z nich kosztuje około 20 zł ;)




koszulki, wszystkie z Decathlonu, służą mi 3 lata


2. Martes Sport


Tak samo jak powyżej, sklep jest internetowy i stacjonarny. Znajdziecie tam ubrania popularnych marek w dobrych cenach (kiedyś widziałam leginsy Nike zimowe za jedynie 130 zł! szkoda że były w rozmiarze xs ;) ). Często zaglądam do tego sklepu, gdy jestem w pobliżu. Tam kupiłam letni zestaw do biegania spodenki oraz koszulkę za jedyne 50 zł, za dwa ubrania które dużo już przeszły i są w świetnym stanie. Miałam latem taką fazę na pomarańczowy (by pasował do butów) więc koszulka byłą ze mną niemal na każdym treningu, jak i spodenki.


mój letni zestaw do biegania z Martes Sport 




3. Lidl i inne dyskonty oraz sieciówki


moja kolekcja z Lidla, same spodnie i jedna bluzka z długim rękawem do biegania



Największe doświadczenie mam z Lidlem, kupuję tam ubrania sportowe gdy tylko pojawią się w ofercie. Lubię Lidl za niskie ceny i dobrą jakość. Choć z leginsami bywa różnie. Samym materiałom nie brak niczego, Lidl idzie za trendami i mają bardzo ładne propozycje. Mam kilka par leginsów z Lidla (w tym jedne zimowe), jeśli będziecie kiedyś kupować zwróćcie uwagę na rodzaj gumy w pasie. Mam trzy pary leginsów z gumą schowaną w materiale, niestety mimo dobrego rozmiaru wszystkie spadają mi z moich czterech liter. Za to jedna para ma szeroką gumę na wierzchu, która jest bardzo mocna i te leginsy lubię najbardziej na wiosenne bieganie. Nic się nie podwija, nic nie spada. Koszulki z Lidla są super, nie obcierają, spełniają swoją funkcję.

ten typ gum z lidla w pasie sprawdza się najlepiej (u mnie)



Mam też w swojej kolekcji top (biustonosz) i leginsy 3/4 z H&M. Wykonanie bardzo dobre, guma trzyma to co trzeba i na dole i u góry, nic się nie rozciągnęło a mam je już kilka lat. Jednak ceny są dość wysokie i warto poczekać na wyprzedaże.


kolory też lubię ;)



4. Wyprzedaże!


moje wyprzedażowe łupy - za żadną z tych rzeczy nie dałam więcej jak 80 zł, jedynie bluza była odrobinę droższa. fioletowa koszulka pochodzi z promocyjnej akcji Nike Training Club otrzymałam ją w prezencie :) 





Jeśli już mowa o wyprzedażach, kto ich nie lubi ;) jedynymi rzeczami w które trzeba zainwestować biegając czy ćwicząc to buty (absolutna podstawa!!!) i biustonosz dla pań ;) wiem że te rzeczy potrafią kosztować, zwłaszcza buty. Ja każdą parę butów upolowałam właśnie na wyprzedażach. Tak samo poluję na ubrania, gdy coś wpadnie mi w oko a cena zwala mnie z nóg. Zanim zaczniecie fitnessowe zakupy, zobaczcie czy akurat nie ma gdzieś promocji. Najczęściej odwiedzam sklepy takie jak Zalando, ForPro, FitnessTrening, Answear.com (które właściwie jest nowością na rynku w porównaniu do pozostałych sklepów).


to ta bluza ;) o której piszę poniżej, kupiona na fitnesstrening.pl ale dawno temu, lecz ten sklep dalej ma bardzo dobre promocje


W ForPro wiem, że ceny butów do biegania są najlepsze, pamiętam gdy kupiłam tam swoje pierwsze biegowe buty za jedyne 170 zł, a był to model bardzo popularny. Tak samo było z moimi nowymi butami, w innych sklepach ceny były wyższe o minimum 100 zł. Za to ubrania, na dobrej promocji najłatwiej jest upolować letnią garderobę fitnessową czy biegową. Koszulka Nike do biegania za 50 zł? Legginsy tej samej firmy razem z topem za 140 zł? Trzeba być uważnym i trafić na dobry czas, bo nie zawsze znajdzie się promocja akurat wtedy gdy czegoś nam brak. Ciężko bywa też z rozmiarami, najczęściej zostają te najmniejsze a te średnie są wyprzedane. Tak kupiłam bluzę w rozmiarze xs (która de facto była na mnie dobra, teraz czeka w szafie) nie muszę chyba mówić jakiej firmy ;) za 110 zł, bluza termiczna w której biegałam całą jesień i zimę w 2016 roku. Tak żałuję że jest za mała, bo była bardzo wygodna. Zakładałam ją na letnie wieczorne spacery, czy jesienne poranki. Ach to mój najlepszy łup jaki kupiłam!

moje hasło przewodnie "Po prostu zrób to"


Gotowe zestawy z linkami




Głównie są tu ubrania z Decathlonu, trzy zestawy są z H&M. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie :) ceny wahają się od 50 paru złotych do 130 zł, zestawy zawierają tylko bluzki i spodnie, bądź spodenki.



Zestaw nr 1


Decathlon
  • Cena zestawu: 64,98 zł
  • koszulka 19,99 klik
  • legginsy 44,99 klik







Zestaw 2 



Decathlon
  • Cena zestawu: 69,89 zł
  • koszulka: 29,99 klik
  • legginsy 3/4 39,99 klik







Zestaw 3 (do biegania na chłodne dni)






Decathlon
  • Cena zestawu: 99,98 zł
  • bluza 59,99 klik
  • legginsy ocieplane 39,99 klik






Zestaw nr 4






Decathlon
  • Cena zestawu: 119,98 zł
  • koszulka 44,99 klik
  • legginsy 74,99 klik






Zestaw nr 5 





Decathlon
  • Cena zestawu 99, 98 zł
  • koszulka 44,99 klik
  • legginsy 54,99 klik





Zestaw nr 6 (do letniego biegania)





Decathlon
  • Cena zestawu: 59,98 zł
  • koszulka 29,99 klik
  • spodenki 29,99 klik





Zestaw nr 7






Decathlon
  • Cena zestawu: 79,98 
  • koszulka 39,99 klik
  • spodenki 39,99 klik







Zestaw nr 8


Decathlon
  • Cena zestawu: 104, 98 zł
  • koszulka 29,99 klik
  • legginsy 74,99 klik








Zestaw nr 9








H&M
  • Cena zestawu: 119,98 zł
  • koszulka 39,99 klik
  • legginsy 79,99 klik






Zestaw nr 10








H&M
  • Cena zestawu: 129,98
  • koszulka 49,99 klik
  • legginsy 79,99 klik





Zestaw nr 11





Decathlon
  • Cena zestawu: 44,98 zł
  • koszulka 19,99 klik
  • spodenki 24,99 klik






Zestaw nr 12








Decathlon
  • Cena zestawu 119,98 zł
  • koszulka 44,99 klik
  • leginsy 74,99 klik





Zestaw nr 13





Decathlon
  • Cena zestawu: 119,98
  • koszulka 44,99 klik
  • legginsy 74,99 klik





Zestaw nr 14





Decathlon
  • Cena zestawu: 54,98
  • koszulka 29,99 klik
  • spodenki 24,99 klik




Zestaw nr 15 


Decathlon
  • Cena zestawu: 69,98 zł
  • koszulka 29,99 klik
  • legginsy 39,99 klik





Zestaw nr 16  do pilatesu lub jogi 











Decathlon
  • Cena zestawu:74,98 
  • koszulka 19,99 klik
  • legginsy 54,99 klik



Chyba już nie muszę nikogo przekonywać że ubrania sportowe są drogie ;) a zapewne o wielu rozwiązaniach nie wspomniałam, przytoczyłam tylko te które są mi znane. Teraz za 100 zł można być ubranym od stóp do głów i cieszyć się dobrą jakością. A Wy jakie sklepy lubicie? Znacie te które tutaj wymieniłam?
Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger