26 czerwca

26 czerwca

Jak biegać (i czy) w upały?

Jak biegać (i czy) w upały?
Środa. Godzina 9:36. Stacja pogodowa wskazuje 50,6 stopni w słońcu. W mieszkaniu nie lepiej - 28 stopni. Ciężko myśleć o treningu, szczególnie na powietrzu. W takie upały raczej marzy się o treningu w chłodnej wodzie, lub klimatyzowanej siłowni. A co jeśli nasza chęć do biegania jest silniejsza od upałów? Kiedy wyjść, i czy w ogóle wyjść, na trening?





Upały dają się we znaki szczególnie w miejskiej dżungli. Dookoła asfalt, chodniki, mało drzew, pełno budynków. Wyszukać odpowiednie miejsce do treningu to trudna sztuka. Wiem coś o tym. W moich okolicach nawet spacer jest wyzwaniem. Na szczęście niedaleko jest las, i to z jego uroków korzystam w letnich przebieżkach. Szczęśliwi ci, którzy mieszkają w urokliwych zalesionych miejscach.


Letni czas ma to do siebie, że czujemy wakacyjny luz, jesteśmy bardziej leniwi, nasze myśli krążą wokół wakacji a nie treningu. Samo funkcjonowanie w upały jest trudniejsze, a gdzie tu jeszcze znaleźć siły na trening? Czy odpuścić sobie treningi? Na wszystko są sposoby!

Nie musisz odpuszczać. Moją biegową przygodę zaczęłam tuż przed upałami, nie poddawałam się nawet na moment. Dużo ciężej było mi biegać zimą, niż w upalne lato. Najbardziej jednak współczuję tym, którzy startują w zawodach. To jest dopiero test wytrzymałości, szczególnie w biegach miejskich. Latem, w ciągu dnia, nie widuję biegaczy. Gdzie oni się podziali? Czekają na odpowiednią porę. Wiem, są wakacje, nie chce się rano zrywać z łóżka, chociaż ja lubię wstać gdy tylko ujrzę pierwsze promienie. Gdybym mogła biegałabym rano, by mieć to z głowy. Czas odnowić poranne letnie rytuały, choć w weekendy, bo w ciągu tygodnia (szczególnie w wakacje) musiałabym biegać o 4:00 by zdążyć na czas wrócić do domu.


Biegaj rano lub wieczorem


Wiesz za co kocham lato? Właśnie za wieczorne kilometry! Każdego roku czekam, aż będę mogła wyjść o 21:00 na trening. Obecnie biegam z synem (towarzyszy mi na swoim rowerze), wychodzimy nieco wcześniej niż gdybym biegła sama, ale nie jest to wcześniej jak po 20:00. Powiem Ci jednak, że godzina 21:00 a nawet 21:30 jest do tego bardziej odpowiednia. Powietrze jest lżejsze, zdecydowanie chłodniejsze. Widoki są boskie o tej porze dnia. Zazwyczaj biegnę w stronę centrum, w lasy nie zapuszczam się o takiej porze, lub biegnę po ścieżce rowerowej prowadzącej nad jezioro. Jeśli możesz, zachęć kogoś znajomego do wspólnego biegania! W grupie jest raźniej. Wieczorem nie ma już upalnego słońca, mimo to nie zapominamy o butelce wody. Wiosną, lub jesienią nie mam zwyczaju brania wody na trening, tak latem to już obowiązek. Choćby po to by polać nią lekko głowę gdy robi się zbyt ciepło.





Poranne bieganie to coś dla rannych ptaszków, takich prawdziwych z krwi i kości. Ranne bieganie to nie takie o godzinie 7:00, już wtedy upały dają się we znaki. Najlepiej biega się między 5:00 a 6:00 rano. Sądzę że więcej osób wolałoby biegać wieczorem. Jeśli jednak zdecydujesz się na ranny trening, dobrze wybierz jego miejsce. Zacznij szukać drzew i cienia. Poranne słońce potrafi zniechęcić do treningu.



Jeśli nie możesz ani rano, ani wieczorem



Nie wybieraj godzin około południowych. Właśnie wtedy słońce grzeje najmocniej, łatwo o omdlenia, poparzenia słoneczne. Wybieraj parki, lasy, tam gdzie jest dużo cienia. Nawet jeśli będziesz biegał non stop te samo kółko w parku, pomyśl że lepiej tak, niż w pełnym słońcu gdzieś na ulicy. Warto posmarować się kremem z filtrem, zwłaszcza ramiona oraz twarz. Na głowę ubierz czapkę z daszkiem a w rękę obowiązkowo woda!




Woda, woda, woda







Niezależnie czy biegasz rano, po południu czy wieczorem. Woda jest obowiązkiem. Weź ją w rękę, lub wepnij w specjalny pasek na bidon, włóż do lekkiego plecaka. Jeśli biegasz w parku zostaw ją na trasie pętli, i sięgaj po nią ilekroć pokonasz swoją trasę. Woda nie tylko ugasi pragnienie,  również możesz się nią ochłodzić. Jeśli nie chcesz nosić przez całą trasę wody ze sobą, schowaj do kieszonki drobne i wytycz trasę tak, by po drodze był sklep.


Ubierz się z głową



Oczywistym jest, że w upały chcemy ubrać na siebie jak najmniej. Najlepiej na trening wybrać ubrania przewiewne, funkcyjne. Ubrania wykonane z bawełny nie sprawdzą się latem. Te nie odprowadzają wilgoci. Ostatnimi czasy modne są ubrania z siateczkową wstawką, lub z dużymi wycięciami na plecach. Do tego szorty, lub jeśli masz tendencje do obcierających się ud, leginsy do kolan. Czapka na głowę i ruszasz przed siebie. Niektórzy wybierają również okulary przeciwsłoneczne.



Do zobaczenia na trasie! 


12 czerwca

12 czerwca

Maj. Sportowe podsumowane miesiąca.

Maj. Sportowe podsumowane miesiąca.
Coraz dłużej idzie mi pisanie postów, starałam się robić podsumowanie tuż po rozpoczęciu miesiąca. Poczułam zew wakacji, więc laptop poszedł nieco w odstawkę. Po małych zawirowaniach, również z problemami na platformie, zapraszam na kolejne, już siódme, podsumowanie miesiąca.




Ach, maj




Maj to mój ulubiony miesiąc. Wszystko się zieleni, budzi do życia, temperatury rosną w górę, płaszcze i ciepłe buty chowamy głęboko do szaf. Maj to też czas zmiany garderoby biegowej na lżejszą. Zaopatrzyłam się w przewiewne koszulki, których mi brakowało. Właściwie, to mi nie brakowało, tylko co ja za to mogę że się skurczyły? ;) Albo ja jeszcze nie wystarczająco się skurczyłam. Dobra, dość rozważań. Przyznaję bez bicia : Maj był paskudnym miesiącem treningowym.

Zimą i wczesną wiosną tak mocno cisnęłam treningowo, że zwyczajnie nastąpiło u mnie zmęczenie materiału. W planach miałam aktywną majówkę, lub nieco odpoczynku i powrót do gry tuż po majowym wolnym. Tak się jednak nie stało, ostatecznie obijałam się do 12 maja. Potrzebowałam takiego oddechu, byłam już zmęczona stawaniem na macie na zmianę z bieganiem. Na to miało też wpływ to, co dzieje się u mnie prywatnie, stres i zmęczenie zrobiło swoje.





Ogromnie cieszę się, że posłuchałam własnego ciała, mimo że męczyły mnie ogromne wyrzuty sumienia. Serio, te wyrzuty sięgały aż do Zakopanego, do którego mam ponad 600 km. Nie miałam w planach aż takie przerwy. Dziś wiem, że dobrze zrobiłam bynajmniej od miesiąca (w końcu tekst piszę się 12 czerwca) cisnę z wielką pasją i zapałem. Takie przerwy, łapanie oddechu to dobry sposób na to by trening się nie znudził, a także jest to dobra profilaktyka kontuzji. Nikt nie da rady cisnąć na 200%, tak jak ja to ostatnio robiłam, bez grama problemów.

w maju zdecydowanie było zbyt dużo ciastek

Będzie krótko



O czym tu pisać? Co tu podsumować? 9 treningów na macie i 2 biegi? Brzmi jak nie u mnie, a jednak to mój treningowy maj. Przejdźmy do liczb:


2 treningi biegowe, łącznie 11 wybieganych kilometrów (i tu słyszę takie ha ha ha ha ha w swojej głowie) a dlaczego o tym za chwilę

9 treningów na domowej macie, mieszanka kardio z siłowymi treningami

2132 spalonych kalorii (kolejne ha ha ha)

1:15 h spędzone na bieganiu

4:48 h spędzone na domowej macie

Wymiarów nie posiadam :) nie spisywałam tego w tym miesiącu, pracuję nad akcją która ma promować wrzucenie na luz.



Biegaczka w zawieszeniu 



Maj, jak i czerwiec a także lipiec są zawieszone w bieganiu. Żałuję, że nie mogę mówić dlaczego (uspokój się, nie jestem w ciaży ;) ), wynika to z spraw prywatnych, wielkich zmian i braku czasu na bieganie. Obecnie mogę zagospodarować czas na trening jedynie w godzinach przed południowych. Wszak nie posiadam wózka do biegania, nigdy nie było to moim marzeniem bo bieganie dla mnie to jest chwila dla siebie, moje łapanie oddechu, moje wyładowanie się z emocji. Nie chciałam nigdy, co może wydawać się dziwne, biegać z dziećmi, no dobra marzę o tym że będę biegać z synem. On na rowerze a ja w biegu. Zdecydowałam o wyłącznym trenowaniu na macie. Spokojnie, nie bój się bo do biegania wrócę, nie wiem kiedy ale już wiem że z pełną petardą. Czego żałuję, to tego że moje nowiutkie buty do biegania leżą i płaczą, nie używane :)





Ostatni mój trening w maju miał miejsce 27 maja, a pierwsze majowe 5 km przebiegłam w swoje urodziny - taka moja tradycja :) urodzinowy trening musi być.


Trenuje inaczej



moje nowe klapki Nike Pegasus 34



Maj upłynął mi w systemie 1/2, najwięcej czasu na macie spędziłam w towarzystwie Ewy Chodakowskiej. Katowałam same mocne programy, rzadko decydowałam się na coś spokojnego. Lato czułam już za rogiem, całą zimę i wczesną wiosnę trenowałam siłowo, więc przyszedł czas na spalania by odkryć to nad czym pracowałam.

Moimi najczęściej włączanymi programami były:


  • Rewolucja
  • Kick Fit
  • Hot Body 
  • Bikini
Same motywujące nazwy ;) moim faworytem jest Rewolucja, choć i ona spadła z piedestału na cześć nowości od Ewy o której napiszę w kolejnym podsumowaniu :) 




A co robiłam gdy odpoczywałam?




Wszelkie wolne chwile poświęciłam Remigiuszowi Mrozowi. Zakochałam się w Chyłce od 1 kartki! Lubię relaksować się przy książkach, to jest mój sposób na odprężenie. Każdy wolny wieczór poświęcałam historii dwóch prawników. Obecnie kończę 4 część serii, czeka na mnie część 5 a niebawem wyposażę się w kolejne części :) 

Jeśli, tak jak ja, wybierałaś raczej książki typowo kobiece, literaturę pisaną przez kobiety a masz ochotę na coś innego to Mróz i Chyłka są idealni na początek nowej przygody czytelniczej. Obiecuję! Wciągniesz się tak, że skończysz czytać z zapartym tchem dopiero, gdy wschód zapuka do Twojego okna. 



Plany na (a przecież już trwa) czerwiec



od teraz tylko zdrowe wybory ;)


Połowa czerwca już prawie za nami, a w niczym nie przypomina ona leniwego maja. Cisnę z podwójną mocą. Pracuję nad wytrzymałością, nad mocnymi mięśniami nóg, spalam to co trzeba. Przecież (jeszcze!) nie wyglądam jak bogini, ale jestem na bardzo dobrej drodze do celu. Zostało mi ciut ciut, dosłownie kilka miesięcy pracy (mam nadzieję!). Miksuje treningi Ewy z patentami od Sports Mamy - patent na bikini koniecznie zobacz go! Tutaj kliknij. Niebawem pojawią się pierwsze efekty po patencie :) Powiem Ci, że moja talia zdecydowanie zeszczuplała, i nogi są smuklejsze. 





To koniec na dziś. Zobaczymy się w lipcu w kolejnym podsumowaniu, a tymczasem biorę się za pisanie kolejnych tekstów. Ciao!

29 maja

29 maja

Trudna sztuka walki z własnymi ambicjami. Część 2.

Trudna sztuka walki z własnymi ambicjami. Część 2.
Obiecywana kontynuacja poprzedniego wpisu. W tej części podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami w temacie "przegrywania", czy też odpuszczania, gdzie nie zawsze jest to kierowane lenistwem. Odniosę się do kontekstu zawodów sportowych, ponieważ taka sytuacja nie dawno mnie spotkała.




Część pierwszą przeczytasz tutaj: klik.





W tym roku, dokładnie 12 maja 2019 roku miał odbyć się mój pierwszy w życiu start. Początkowo plany były na półmaraton. Od razu głęboka woda, tak jak lubię najbardziej. Lubię wyzwania, nowe rzeczy, nie boję się zmian. Za to bałam się potknięcia. To mnie paraliżowało. Nocami śniłam o tym, jak to nie dojechałam na start na czas, nie wydano mi pakietu, czy jak po prostu zapomniałam o zawodach. Moje sny nie były pozytywne, co nie nastrajało mnie optymistycznie do walki. 


Robiłam jednak swoje, biegałam, korzystałam z planu treningowego. Plan realizowałam z większym lub mniejszym trudem. Pierwsze kłody zostały mi rzucone, gdy zimą chorowałam na potęgę. Niczym przedszkolak, przeziębienie jedno za drugim. To nie pomagało, wręcz odbierało mi siły, odbierało kolejne treningi. Czy była to moja wina? Absolutnie nie! A czy czułam się źle? No jasne, że tak. Wiem, że choruję na Hashimoto, mam obniżoną odporność a jednak, gdzieś tam w środku, czułam że mogę dać z siebie więcej. Mogłam bardziej zadbać o odporność. Zima się skończyła, wielkimi krokami nadchodziła wiosna, a także dzień zero. Podjęłam trudną, ale bardzo ważną pierwszą decyzję dotyczącą biegu. Przepisałam się na listę zawodników startujących na 10 km.

Miałam wrażenie że przyznaję się do błędu, choć tak nie było, miałam poczucie winy, przegrania. Czułam się źle, mimo że wiedziałam o słuszności swojej decyzji. Jak wyglądały moje przygotowania? Od wiosny super. Strzelałam w czas około 1 godziny. W planach było maksymalnie 65 minut do mety. Na pierwszy raz, gdzie nie jestem jeszcze fanem pędzenia niczym rakieta, wydawało mi się to rozsądne. Biegałam, robiłam swoje, cieszyłam się tym. Nie rozmawiałam o zawodach, bo tak bardzo bałam się porażki. Ten temat mroził mi krew w żyłach. Tak bardzo mnie stresował, że momentalnie moje tętno skakało do 140 uderzeń. 


To były zawody. Coś na co musisz się zapisać, więc wiesz że nie ma żartów. Tak samo gdy przyznasz najbliższym że nie jesz słodyczy. Trudno jest potem chwycić kawałek ciasta. Jest to swego rodzaju presja, czasem bardzo dołująca, a czasem podnosząca na duchu. Niby się cieszysz z nowego postanowienia, a za chwilę cichutki głosik w głowie odzywa się i mówi


Nie dasz rady. 

Czarne myśli spędzały mi sen z powiek. Czy zdążę dojechać? Czy dam w ogóle radę dojechać? Pociągiem? Samochodem? Gdzie znajdę parking? Jechać przebrana czy ubrać się na miejscu? Czy ktoś ze mną pojedzie?
Tymi pytaniami lekko przepowiedziałam sobie niepowodzenie. Wtedy jeszcze przeklinałam na siebie w myślach, że sama sobie "wykrakałam".

Nie pojechałam na zawody. Bez żadnej ściemy, bez owijania w bawełnę. Obawiałam się, że się rozchoruję, bo pogoda pozostawiała wiele do życzenia. Na 10 dni przed zawodami dopadła mnie alergia, która jakoś siedziała cicho w kącie odkąd skończyłam 8 lat. Bach, katar, bach kichanie i lekko czerwone oczy. No dobra, to może nie jest jeszcze porządna przeszkoda dla startu. Po kilku dniach bach, dorosła część mojej rodziny (w tym rzecz jasna i ja) dołączyliśmy do licznego grona widywanego na korytarzu przychodni lekarskich. Mnie aż tak "nie wzięło", objawy typowo chorobowe nie były jakieś mocno utrudniające życie, za to serducho odmawiające posłuszeństwa już tak. Czułam się jakby ktoś zakaz mi spać od tygodnia. I to na 4 dni przed dniem zero.

Znam ludzi, którzy nawet na antybiotyku startują. Nie wiem, czy robią mądrze, moim zdaniem nie, decyzja należy do nich samych. Bałam się że nie dam rady, ale nie siłą sportowca, a pacjenta, zwykłego człowieka. Już dobrze wiedziałam, jadę na zawody sama, to był drugi argument na nie.








Czy zrobiłam dobrze? Wtedy uważałam że to był ogromny błąd, mimo że na zawodach lało, było ogromnie zimno, ja cały tydzień pukałam się w głowę że nie pojechałam. Potem pomyślałam o tym, na chłodno, że byłabym niezbyt rozsądna. Nie każdy jest mocarzem w chorobie, z resztą nikt nie powinien udawać twardziela, a dać sobie odpocząć. Choroba to jasny sygnał to odpoczynku.
Dziś nie biję się z myślami, znalazłam dobrą duszę która odebrała mój pakiet startowy - i mam go, na pamiątkę. Nie ma medalu, nie to jest ważne. Życie składa się z porażek i sukcesów, czy nawet nie porażek a też przypadków losowych dzięki którym coś nam nie wyszło. To od Ciebie zależy jak to wykorzystasz, czy na pozytywną stronę, a może negatywną? Która jest lepsza? Pamiętaj też że z wszystkiego można wyciągnąć lekcje, nie tylko sukces nas uczy, porażka z czasem daje nam przebłysk energii na coś innego, jeszcze lepszego.







Spytasz, jak moje dalsze plany? Biegam, nie zakryłam się z wstydu. Szlifuję formę, a jak nadarzy się okazja, wystartuje w swoich pierwszych zawodach :)




16 maja

16 maja

Trudna sztuka walki z własnymi ambicjami. Część 1.

Trudna sztuka walki z własnymi ambicjami. Część 1.
Każdy z nas ma jakieś postanowienia, plany, cele i marzenia. Każdy z nas planuje, marzy o tym co by było gdyby. Każdy z nas chciałby odcinać kolejne kupony zrealizowanych celów i być z siebie dumnym. Każdy z nas ma inne marzenia, plany, a satysfakcja u każdego jest ta sama. Ta sama radość, ta sama duma. Nieważne czy chodzi o wielki awans w pracy, sukces w firmie, wybicie się na tle innych przedsiębiorców, zaproszenie na galę blogerów, dostanie się do programu kulinarnego, czy satysfakcja z nauki robienia siusiu na nocnik przez naszą pociechę. A co jak się nie uda?







Była sobie pewna dziewczyna. Nazwijmy ją Ania. Ania bardzo chciała schudnąć. Zbędne kilogramy po ciąży denerwowały ją z dnia na dzień coraz mocniej. Lustro wywoływało u niej odruch wymiotny. Ania usiadła pewnego dnia przy stole, wzięła zeszyt i długopis. Z wielkim bólem w sercu zważyła się, zmierzyła i wszystko zapisała tak, jak było. Pod wymiarami napisała "MOJE CELE", wypunktowała kilka najważniejszych. Co tam było? Najpierw zapisała wszystko chaotycznie, bez kompletnego sensu, na wyrost i zbyt ogólnie. Schudnę 15 kilogramów. Będę miała krągłą pupę. Nie będą moje uda ocierać się o siebie. Chcę mieć płaski brzuch.

Ania spojrzała jeszcze raz na swoje zapiski. Pomyślała, że potrzebny jej konkretny plan. Wpisała w Google odpowiednią frazę. Przeczytała kilka artykułów, zapisała wnioski i myśli skróty. Przystąpiła znów do pracy. Cele Ani były jasno określone, były realne, bez przesadyzmu. Postanowiła że zgubi te swoje 15 niechcianych gości w rok. Pomyślała że to dobry termin. Przyszedł czas na spoglądniecie w swój jadłospis. Tak Ania wyczytała, że musi przez tydzień poobserwować co je.

Wszystko zapisywała, nie pomijała nic, mimo tego że się wstydziła. Była przerażona tym, co je. Zawsze wydawało jej się, że nie jest tak tragicznie. A tu okazało się że wiecznie coś podjada, i to wcale nie marchewki czy rzodkiewki. Tu cukierek, tam babeczka, tu kawałek pizzy, tam szklanka coca coli. Powoli zaczęła wprowadzać zmiany w żywieniu. Na dobry początek postanowiła wprowadzić jeden zdrowy posiłek, a co jakiś czas dokładała kolejny. Nowe jedzenie smakowało jej coraz bardziej. Nadszedł czas na ćwiczenia.


Ania postawiła na najbardziej rozpoznawalną trenerkę. Wykupiła pakiet treningów, na próbę, na miesiąc. Ania nigdy nie lubiła ćwiczyć. Poczytała od czego zacząć, zaczęła od najbardziej znanego programu. Wykonała z trudem połowę. Jednocześnie była zła, ale też dumna. Pierwszy trening za nią.

Minęło kilka miesięcy. Ania miała już za sobą kilka kilogramów, mnóstwo treningów. Stała się uśmiechnięta, zmotywowana, z radością czytała metamorfozy innych dziewczyn i czekała aż to ona pochwali się swoją. Coś jednak po drodze się zadziało. Odżywiała się dobrze, ćwiczyła, ale co rusz łapała infekcje. A to grypa, zaraz przeziębienie, a tu wyszła zimą pobiegać i wróciła z zapaleniem oskrzeli. Odporności zdecydowanie nie miała zbyt dobrej. Ćwiczenia poszły w odstawkę, mimo, że to nie zależało od niej. Będąc chora nie miała ochoty stać przy garach i robić kolejne sałatki na kolację, czy zdrowy pudding chia na śniadanie. Nie przytyła, ale waga stała w miejscu a czas uciekał. Tak minęły jej 3 miesiące, a potem nadeszły zmiany w życiu, brak czasu. Chudnięcie szło jak po grudzie.

Ania z dnia dzień znów się frustrowała. Nieuchronnie zbliżała się godzina zero. Ania wiedziała że już nie da rady. Z jednej strony wiedziała, że to nie jest jej wina, tak się układało jej życie. Nie zalegała na kanapie z chipsami. Z drugiej strony widziała w głowie hasła z grup aktywnych kobiet

"Nie ma złej pogody na bieganie. Kolejny trening w deszczu zaliczony. Wymówki są dla słabych."
"Na przeziębienie najlepszy jest trening."
"Udało mi się! Schudłam tyle ile chciałam w pół roku!"


Ania załamała się. Zaczęła robić sobie mnóstwo wyrzutów, mimo że już schudła ponad połowę założonej cyferki. Zostało jej tak niewiele, a ona zachowywała się tak jakby nie osiągnęła nic. Chwaliła się koleżankom, na forach, na portalach społecznościowych że schudnie. Co Ci ludzie powiedzą?


Co zrobiła Ania? Odpuściła całkiem. Poddała się. Skoro nie udało jej się zrealizować celu w 100%, to nie ma po co się starać dalej. I tak się nie uda.
Zamiast pomyśleć że przecież się uda, po prostu była trzy miesiące w zawieszeniu. Doda sobie kolejny czas i w końcu się uda. Z wstydu przed ludźmi, gadaniem innych że to ta której się nie udało, schowała się w swoim świecie. To gadanie było tylko w jej głowie, tak na prawdę nikt tak nie mówił, ani nie myślał. Wszyscy czekali na Anię, kibicowali jej. Czy Ania musiała tak skończyć? 


Co się stało z Anią? 

Przytyła. Prawie tyle ile udało jej się zrzucić. Na szczęście ktoś mądry przemówił jej do rozumu. Usłyszała piękne słowa. Nie ważne ile razy upadasz, ważne że zawsze wstajesz i idziesz dalej, nie cofasz się.
Kolejna próba Ani zakończyła się sukcesem. Tym razem, nie dała sobie określonej ilości czasu. Każde przeziębienie, chorobę czy gorsze dni traktowała na luzie, jako odpoczynek. Cierpliwie wracała do treningów, dalej dawała z siebie wszystko. Ania była z siebie dumna, przestała mieć wyrzuty, wiedziała kiedy odpuścić. Cierpliwie starała się, walczyła o swoje i dostała to.

Ania objęła taktykę na luzie, bez spiny. To był jej klucz do sukcesu. Klucz który otworzył jej kolejne drzwi. Ania odcinała kolejne kupony, a razem z nimi czuła jeszcze większą dumę.

13 maja

13 maja

Kwiecień: sportowe podsumowanie miesiaca

Kwiecień: sportowe podsumowanie miesiaca
Nie wiem dlaczego, wydawało mi się że kwiecień był słaby treningowo. Może dlatego że od majówki nie działo się u mnie w tym temacie kompletnie nic. A tu zaskoczenie, bo wywiązałam się z założonego planu! Już prawie połowa maja, no i w końcu zapraszam na kolejne, już szóste podsumowanie miesiąca!




Kwiecień w liczbach



19 godzin 32 minuty i 14 sekund spędzonych na treningach co daje no cóż prawie dobę! W skali miesiąca to jest mało, a zaraz sami zobaczycie że efekty są i warto było poświęcić te 19 godzin. Średnio wychodzi mi że trenowałam 24 minuty dziennie. To chyba nie jest dużo, moim zdaniem. Jeśli bardzo chcesz to znajdziesz choć te 24 minuty na jakikolwiek trening, czy choćby spacer. 


5929 spalonych kalorii.



46,4 wybieganych kilometrów. Tutaj czuje niedosyt chciałam przebiec minimum 70 km, choć przyczyną moich krótkich dystansów były nieodpowiednio dobrane buty i poszukiwania nowych które w końcu mam od kilku dni. 


11 treningów biegowych z średnim dystansem 4 km. 

18 treningów na domowej macie. 


7,5 tys kroków dziennie - to moja średnia liczba wykonywanych kroków w kwietniu. 


Utracone centymetry: łącznie 9 cm, z tego czuję dumę. Przy Hashimoto i niedoczynności tarczycy muszę bardzo uważnie przyglądać się swojemu organizmowi. Stracenie choć 1 cm kosztuje mnie więcej energii, więcej zaangażowania i samozaparcia. Do wymarzonych efektów jeszcze sporo mi brakuje, ale jestem pełna nadziei na sukces. 






Treningi na domowej macie 



W dalszym ciągu uwielbiam trenować w swoim domowym zaciszu, nie mam zamiaru zmieniać maty na rzecz siłowni. Mimo to, że polubiłam treningi siłowe i w swoim domowym wyposażeniu mam hantle, piłkę, gumy treningowe. 





#missionbeachbodyzewachodakowska


Kwiecień, konkretnie 7 dnia kwietnia ruszyło nowe wyzwanie, tuż po Be Better, Mission Beach Body z Ewą Chodakowską. Tym razem Ewa przekazała pałeczkę swoim podopiecznym. Tym razem to my mamy motywować, wstawiać raporty, posty motywacyjne. To my, trenujące, przejełyśmy to wyzwanie. Ewa nadal daje plany treningowe i przykładowe jadłospisy, ale to naszym zadaniem jest robienie całej reszty.





Podoba mi się taka angażująca forma wyzwania. Już nie czekamy kiedy Ewa napisze jakiś fajny post, bo to my je wstawiamy. Facebook, Instagram zalała fala #fajterki ! Wczoraj (12 maja 2019) w 36 dniu wyzwania postów na Instagramie było ponad 50 tys z hashtagiem wyzwaniowym. Szok! Jestem zdumiona jak bardzo kobiety zaangażowały się, ile kobiet walczy, ćwiczy, zdrowo się odżywia. Nie tylko te które chcą zrzucić zbędne kilogramy, ale ramie w ramię z nimi idą te które doskonalą swoje sylwetki, utrzymują efekty. 






W kwietniu treningi nie było skomplikowane, polegały one na wykonaniu zadanego programu treningowego, zazwyczaj jednego, 6 dni w tygodniu. Były mocne akcenty jak Rewolucja, Kick Fit, a były też delikatne zadania jak Slim Fit, Beauty Shot, czy stare dobre Skalpele. W maju machina rozpędziła się i już nie jest tak łatwo! Ewa miksuje treningi, czasem odpalamy trzy różne, by wykonać którąś część treningu i lecieć z kolejnym. 






Oczywiście nie zawsze trzymałam się planu, podmieniałam sobie dni, by dobrze zgrać to z bieganiem. Nie zawsze też trenowałam te 6 dni w tygodniu, gdy bieganie dało mi popalić robiłam sobie wolne. Szczególnie dużo wolnego czasu miałam w okresie Świąt Wielkiej Nocy. 





Codziennie dodawałam raport na swoim Instagramie, czasem gdy nie miałam weny były to suche dane o 


  • treningu
  • piciu wody
  • zdrowym odżywianiu
A gdy miałam jakiś pomysł przemycałam cenne wskazówki w tematach odchudzania, trenowania czy biegania. 




Bieganie 



Założeniem na kwiecień było 12 treningów w miesiącu. Wychodzi na to, że powinnam biegać 3 razy w tygodniu. Tyle wystarczy by osiągać jakiś progres, lub nie obniżać dotychczasowej kondycji. 





Częściowo udało mi się, bo 11 wyszłam pobiegać. Jednak chciałam zwiększać kilometraż, biegać dłuższe dystanse i robić konkretne treningi. Czy się udało? Plany pokrzyżowały mi buty do biegania. Pod koniec zeszłego roku kupiłam swoją nową parę butów. Mimo że poprzednie edycje buta Nike Pegasus pasowały mi w ciemno, tak w najnowszym modelu o numerze 35 już ta mocno podrasowana technologia nie przypadła moim stopom do gustu. Cała sprawa nie wyszła od razu, lecz w momencie gdy zaczęłam biegać więcej i dłużej. Po kilku treningach powyżej 5 km bolały mnie stopy, szczególnie zewnętrzna część, czasem nawet podbicie. To był znak, że z butami jest coś nie tak. Wydeptałam więc do końca moje ulubione pomarańczowe Pegasusy 32, które swoją drogą są mocno zużyte i wylądują w pudle butów do codziennego używania. Swoje Pegasusy 35 w wersji premium, zostawiam dla siebie, być może dam im jeszcze szanse, podobno na takie sprawy pomaga wymiana wkładek na specjalistyczne wkładki do obuwia sportowego, wypróbuję to z pewnością. Zwyczajnie żal mi moich butów. 






Od kilku dni posiadam nowe deptaki, jednak pochwalę się nimi w kolejnym podsumowaniu :) nie chcę zapeszać i zachwalać, zdradzę tyle że zostałam w tej samej marce butów. 






W kwietniu totalnie zmieniłam trasę biegową. Znudziło mi się bieganie po lasku, kręcenie kółek. Na dłuższe wybiegania nie było czasu, więc jedna z moich tras nad jezioro nie została przeze mnie ani razu odwiedzona. Obrałam kurs na centrum miasta, co bardzo mi się spodobało, praktycznie cały kwiecień klepałam kilometry do centrum i z powrotem. Wybierałam różne drogi do domu, w zależności od tego jak bardzo nogi mnie niosły. 




Plany na maj



Maj już trwa w najlepsze, więc właściwie powinno być "plany na drugą połowę maja". Pierwszą przespałam, nie trenowałam z różnych powodów, lekka grypa chciała mnie pokonać ale na szczęście nie udało jej się. Od 13 maja wróciłam na dobre tory. Dziś wykonałam pierwszy krótki trening, po takiej przerwie wracam do treningów powoli, bez rozmachu. Pierwszy majowy rozruch za mną, a gdy poprawi się pogoda polecę wybiegać swoje nogi. 





Dalej trwam do 26 maja w wyzwaniu #missionbeachbody, a co będzie dalej? Maj i czerwiec planuję z przewagą treningów na macie w domowym zaciszu. Od lipca, lub już połowy czerwca, jak co roku z resztą, taki mam system działania, tylko i wyłącznie biegam. Latem skupiam się na tym sporcie, na tym co kocham. Wieczorne, prawie że nocne przebieżki lub wczesnoporanne szybkie piątki, to jest to! Póki co maj trwa, a ja w raz z nim na macie walczę o lepsze kształty. 


26 kwietnia

26 kwietnia

Recenzja: Garmin Vivoative 3 indywidualny motywator i trener

Recenzja: Garmin Vivoative 3 indywidualny motywator i trener
Niektórzy bardzo długo czekali na tę recenzję, ja również. Minęły już 3 miesiące odkąd posiadam na swojej ręce zegarek Garmin Vivoactive 3. Dlaczego tak późno pojawia się recezja? Nie chciałam chwalić dnia przed zachodem słońca. Bardzo chciałam by recenzja była wyczerpująca, obiektywna, niestety nie zrecenzuje wszystkich funkcji zegarka. Wpis ten będzie pisany pod kątem biegaczki i osoby która lubi potupać na macie, pozostając w kontakcie z swoją aktywnością. Z góry uprzedzam, jeśli komuś zależy na opisie funkcji np pływania, roweru, to niestety :) nie tym razem, choć te braki nie oznaczają by nie czytać tego wpisu wcale. Jak się sprawuje mój osobisty motywator, trener, i jednocześnie ładny i kobiecy zegarek? Zapraszam do przeczytania wpisu.








Garmin wsród swojej oferty ma mnóstwo zegarków, można przebierać i wybierać, wszystko zależy od naszego budżetu. Model Vivoactive 3 to taki ukłon w stronę tych, którzy chcą mieć ładny zegarek, który nie sugeruje wyglądem do czego służy, za jednocześnie rozsądne pieniądze. Model Vivoactive 3 generacji, to sportowy smartwatch z okrągłą tarczą. Ogólnie można napisać że jest to model dla tych, który nie lubią ograniczeń i uprawiają wiele sportów amatorsko, choć profesjonaliści również znajdą w nim coś dla siebie.



Dane techniczne:




  • Wyświetlacz Tak 
  • Bluetooth Tak
  •  Funkcje dodatkowe:
  • Dotykowy wyświetlacz, Zegar, Akcelerometr, Kompas, Licznik kalorii, Monitorowanie snu, Powiadomienia z telefonu (e-mail, SMS, inne), Szacowany pułap tlenowy, Strefy tętna, Pomiar dystansu, Termometr, Prognoza pogody, Budzik, Treningi pływackie, Sterowanie muzyką ( w wersji Music), Znajdź mój telefon 
  • GPS Tak 
  • Podświetlenie Tak 
  • Wodoszczelność [m] 50 
  • Wykonanie koperty Stal szlachetna 
  • Wykonanie paska Silikon 
  • Funkcje Alarm Wibracyjny 
  • Chronograf Nie 
  • Czujnik tętna Tak 
  • Datownik Tak 
  • Odporność na wstrząsy Tak 
  • Pamięć okrążeń Tak 
  • Stoper Tak 
  • Timer Tak 
  • Wysokościomierz Tak 
  •  Waga [g] 43
  • Cena od 999 do 1400 zł 
  • Dostępny w różnych kolorach





Podstawowe funkcje których ja szukałam wybierając zegarek, który były dla mnie bardzo istotne to: 


  • musiał być GPS (co jest oczywiste)
  • pulsometr
  • okrągła tarcza
  • różne rodzaje sportu
  • wygląd miał znaczenie
  • wodoszczelność
  • alarmy wibracyjne, nie dźwiękowe
  • połączenie z komórką a także komputerem
  • rozbudowane aplikacje, z wykresami i szczegółowymi danymi


pulsometr w zegarku Vivoactive3



Niektórzy pewnie wiedzą, że mój poprzednik TomTom Runner, był kanciastym zegarkiem, bez pulsometru, który zdawał egzamin na początku biegowej drogi. Po jakimś czasie zapragnęłam wiedzieć więcej o swoim sporcie i treningach, a że staruszek TomTom zaczynał ledwo zipieć przyszedł odpowiedni moment na poszukiwanie godnego, bardziej uzbrojonego następcy. 

Szczerze, nie chciałam iść dalej w tę samą markę, ze względów estetycznych zegarków a także aplikacji jaką oferował TomTom. Dla mnie była zbyt uboga, przypominała nieco Endomondo w wersji podstawowej. 



Pierwsze uruchomienie




dzienne podsumowanie aktywności i realizacji celów



Odpakowując zegarek z pudełka, zastaniemy w nim, oczywiście zegarek, instrukcje obsługi, gwarancję, a także kabel do ładowania. Z tarczy zegarka dowiemy się, by najpierw pobrać aplikację na telefon Garmin Connect. Aplikacja dostępna jest na system iOs a także Android, szaty graficzne różnią się w zależności od systemu naszego telefonu, choć są to tylko różnice kosmetyczne, czysto estetyczne. Ja korzystam z aplikacji na systemie iOs, czyli na telefonie marki Apple. Sama aplikacja jest przejrzysta, minimalistyczna, posiada w sobie to, co jest niezbędne. 

Uruchamiamy w końcu zegarek, robimy to za pomocą przycisku umiejscowionego z boku zegarka. Pojawia się logo Garmina w postaci niebieskiego trójkąta. Aplikację powinniśmy mieć aktywną w telefonie, przed czym zakładamy konto na portalu Garmin (robimy to przez aplikację).

Następnie nasz motywator prosi nas o kilka danych dotyczących użytkownika, część wpisujemy w aplikację a część także w zegarek.

  • wiek, płeć, wzrost, waga
  • praworęczność czy leworęczność 
  • orientacyjny poziom wytrenowania
  • ulubione sporty
  • używane jednostki miary i temperatury (tutaj uwaga: trzeba pamiętać by takie same wartości były w aplikacji jak i na zegarku, w przeciwnym razie zegarek będzie ściągał ustawienia z aplikacji mimo dobrych ustawień zegarka i np prędkość biegu będzie wyświetlana w milach, a temperatura w Farenheitach)

Funkcje



Przejdźmy do konkretów, skoro znamy już podstawowe dane o zegarku. 

Garmin Vivoactive 3 ma dotykowy wyświetlacz, co nie jest nowością, jednak jest to rzadko spoykane rozwiązanie. Jak sobie radzi? Bardzo dobrze, powiedziałabym wręcz że niemal idealnie. Gesty odczytywane są prawidłowo, z dużą dokładnością. Nie miałam problemów by wybrać rodzaj treningu, sprawdzić ustawienia, czy po prostu pogrzebać w zegarku. Choć mam małe, kobiece dłonie jak i palce, podejrzewam że mężczyźni również nie będą mieli problemów. Zegarek ma dużą czcionkę, wszelkie komunikaty, są rozmieszczone tak by trafić w to, co chcemy. Rozdzielczość wyświetlacza jest bardzo duża, wszelkie dane są bardzo dobrze widoczne nawet w pełnym słońcu, a sam zegarek chroniony jest bardzo wysokiej jakości szkłem, odpornym na uderzenia.




zmiana tarczy odbywa się w ustawniach zegarka - mdo wyboru mamy kilka wgranych propozycji od producenta, które można modyfikować lub ustawić swoja własną tarczę za pomocą aplikacji FaceIt


Zegarek można personalizować, to znaczy w specjalnej aplikacji Garmin Face It, możemy tworzyć swoje własne tarcze, a także w innych aplikacjach pobierać dodatkowe widgety jak np. przypomienie o piciu wody, czy porze posiłku.


Garmin Vivoactive3 ma ponad 15 wbudowanych treningów, tych uprawianych na powietrzu jak i zamkniętych pomieszczeniach. Wybierając swoje ulubione sporty, nie musimy przed rozpoczętym treningiem szukać ich na liście, a mamy własną listę ulubionych, z której można oczywiście przejść do listy fabrycznej.






Używając tego modelu zegarka jesteśmy cały czas w kontakcie z naszym telefonem. Vivoactive 3 pobiera powiadomienia z telefonu (konieczny jest włączony bluetooth w telefonie), takie jak smsy, maile, połączenia które można odebrać lub odrzucić. W telefonach z system Android można odpowiadać na smsy z poziomu zegarka, telefony z system iOs nie mają tej funkcji.



Garmin Pay - płać zbliżeniowo za zakupy zegarkiem. Garmin oferuje możliwość płatności zegarkiem, po podaniu w aplikacji danych naszej karty. Niestety chyba jeszcze nie każdy bank współpracuje z tą funkcją, najlepiej upewnić się w swoim banku czy jest taka możliwość, choć większość banków oferuje taką usługę.



Monitorowanie kondycji z pomiarem wysiłku - dzięki technologii zastosowanej w pulsometrze zegarka Elevate, urządzenie rejestruje całodobowo pul użytkownika, przydziela poziom wysiłku do skali, informuje o zbyt dużym wysiłku, poziomie zwiększonego stresu. Zegarek ma wbudowaną funkcje  "Chwila na relaks" z ćwiczeniami oddechowymi. Monitorowanie kondycji odbywa się podczas treningów tlenowych (głównie jest to dobra wskazówka dla biegaczy), urządzenie mierzy nasz pułap tlenowy, dostosowuje je do skali, określa wiek sprawnościowy, a także poziom wytrenowania w skali użyteczności treningu. Te informacje pojawiają się po kilku tygodniach używania zegarka, gdy ten już nas nieco "pozna".



pomiar natężenia wysiłku odbywa się za pomocą pomiaru pulsu przez cały okres noszenia urządzenia



Dobra to koniec sucharów w temacie zegarka, czas na konkretne informacje z strony użytkownika, mojego używania. Zacznę od strony sportowej, po czym opiszę moje codzienne używanie Garmin Vivoactive3.


Bieganie







Jak się domyślacie zegarek kupiłam po to, by mieć następce mojego starego zegarka do biegania. Głównym celem używania jest właśnie bieganie, kolejnym treningi w domu a na samym końcu całodzienny monitor aktywności.



Musicie wiedzieć, że by informacje były dokładnie mierzone, najlepiej od razu po kupnie wybrać się na spacer rejestrując go za pomocą treningu "Chód", lub po prostu biegając. Ja niestety kilka dni musiałam z tym poczekać, akurat były siarczyste mrozy a ja byłam lekko przeziębiona.







jedna z tarcz zegarka dostępna w FaceIt



Do biegania potrzebny jest sygnał GPS, najlepiej włączyć zegarek dopiero na zewnątrz. Sam nadajnik załącza się w kilka sekund, z boku po lewej stronie wyświetli się taka skala ładowania się nadajnika. Gdy tarcza zmieni się na zielono, zegarek zawibruje możemy zacząć trening. Trening włączamy i pauzujemy przyciskiem z boku zegarka.



Podstawowe dane jakie widzimy na treningu to:



  • czas trwania
  • tempo
  • nasze tętno
  • dystans
Dodatkowo możemy ustalić sobie inny trening jak np interwały, czy odmierzanie czasu lub dystansu, okrążenia jeśli biegamy na stadionie. A także można ustawić wyświetlanie stref tętna, wówczas widzimy 5cio stopniową skalę oraz oznaczenie w której strefie aktualnie biegniemy. 






W ustawieniach zegarka mamy możliwość zmiany wyglądu ekranu podczas treningu. 


Garmin Vivoactive 3 posiada funkcje 'Nawiguj", to znaczy że gdybyśmy zgubili się podczas treningu, zegarek będzie nawigował nas do punktu początkowego. Nie zdarzyło mi się jeszcze korzystać z tej opcji, ale na YouTube są filmiki pokazowe, i faktycznie zegarek dawał radę wyprowadzić nas z opresji. 





W aplikacji zegarka po ukończonym treningu zobaczymy mnóstwo danych związanych z naszą aktywnością: 


  • czas trwania
  • dystans
  • tempo
  • średnie tętno
  • godzina rozpoczęcia i zakończenia treningu
  • ogólny czas trwania łącznie z ewentualnymi przerwami
  • rytm kroków na minutę 
  • wykresy tętna, prędkości oraz kroków
  • mapka treningu
  • średnia prędkość i tempo
  • najwyższa prędkość i tempo
  • maksymalne tętno
  • średnia długość kroku
  • wysokość
  • spalone kalorie 
  • czas poszczególnych pokonywanych kilometrów lub okrążeń
  • czas w strefach tętna
  • skala użyteczności treningu
  • próg mleczanowy

Te dwie ostatnie dane dostępne są po dłuższym i regularnym używaniu zegarka. 




Garmin Coach




Jeśli nie mamy doświadczenia biegowego, chcemy rozpocząć swoją przygodę, poprawić wyniki czy mocniej się wdrożyć z pomocą przychodzi nam Garmin Coach 5 km. 


treningi w Garmin Coach były podzielone wg ustaleń planu; tutaj moment przerwy po interwałach



Garmin Coach to nic innego jak plan treningowy. Do wyboru mamy trzech trenerów, każdy z nich kieruje się innym stylem planów treningowych. Naszym zadaniem jest wybranie rozpoczęcia planu, jego zakończenie (plany trwają od 10 do 12 tygodni) a także czasu jaki chcemy osiągnąć, ilość treningów i ich czas na przestrzeni tygodnia no i oczywiście zostaje wybór trenera.


Poszczególnych trenerów można poznać lepiej oglądając filmiki z ich udziałem, tylko są one w języku angielskim. Najbardziej znany trener z całej trójki to Galloway - biegacze znają go z metody o nazwie takiej samej jak jego nazwisko, czyli marszobiegi w spokojnym tempie.





Chciałam nieco sprowadzić na właściwe tory moje treningi, stąd zdecydowałam się na plan treningowy z trenerem Gregiem. Ustawiłam czas 32 minuty na 5 km, mój plan zakończył się 16 kwietnia, a rozpoczął 16 lutego.

Pierwszy trening jaki wykonujemy, to krótki trening, około 10 minutowy bieg testowy. Służy on tylko do tego, by dopasować dobrze plan i poznać jakie mniej więcej tempo obecnie osiągamy.

Mój plan zakładał 4 treningi w tygodniu, przeważnie wyglądały one tak:



  • wtorek z seriami z szybszym tempem, interwałami, tysiączkami (1 km w tempie docelowym powtórzone 5 razy) - choć muszę zaznaczyć że takie wtorki miałam po 4 tygodniach planu
  • czwartek - spokojny bieg od 30 do 40 minut
  • sobota - dłuższy spokojny bieg około 60 minut lub więcej
  • niedziela - spokojny bieg do 40 minut 
W późniejszym czasie trwania planu do każdego treningu miałam określone tempo biegu. Najtrudniej było mi realizować wtorkowe treningi, nie było lekko, miałam dość już po 1 serii interwałów, choć nie poddawałam się. Te mocne akcenty zaowocowały podniesieniem mojej wydolności, poprawieniem szybkości i wytrzymałości. Po kilku szalonych wtorkach trenowanie szło mi coraz lepiej. 

Po każdym wykonanym treningu, często dostawałam artykuły do czytania lub filmiki (wszystko po angielsku niestety), a także w samym urządzeniu miałam ocenić swój wysiłek w skali 


  • bardzo łatwe
  • łatwe
  • umiarkowane
  • trudne
  • bardzo trudne
W aplikacji w telefonie, w prawym górnym roku znajduje się skala, oceniająca nasze prawdopodobieństwo ukończenia planu z sukcesem. Jeśli treningi było omijane, skala natychmiast szła w kierunku małej pewności ukończenia, lub gdy nie wykonywaliśmy założeń treningu tak jak powinniśmy. 

Dzień treningowy wyświetlał się na głównym ekranie aplikacji, na samej górze, a także był wpisany w kalendarz. Treningi można przekładać, a plan treningowy widzieliśmy z tygodniowym wyprzedzeniem. 

Byłam bardzo zadowolona z tego planu, wiedziałam co mnie czeka, miałam wrażenie że trzymam bieganie w garści i nie klepię bez sensu kilometrów. Z chęcią powtórzę kolejny plan, by jeszcze poprawić swój wynik, żałuję tylko że plan zakłada tylko 5 km. 

Na stronie internetowej Garmin Connect, w naszym koncie dostępne są także inne plany treningowe






  • 5 km
  • 10 km
  • półmaraton
  • maraton
  • triathlon
Wszystkie te plany są dostępne dla różnych poziomów zaawansowania, po 2-3 dla każdego dystansu. Plany te trzeba wybrać, poustawiać daty i przesłać je do urządzenia. Same treningi Garmin Connect były w języku polskim, niestety te z strony internetowej są już w języku angielskim a by je rozczytać potrzeba trochę wiedzy na temat stosowanych skrótów w planach biegowych. 





Garmin Vivoactive3 do trenowania w domowym zaciszu



Wiecie, że nie chodzę na siłownię, biegam po okolicy lub trenuje na domowej macie. Chciałam by mój zegarek towarzyszył mi także podczas wylewania siódmych potów w domowym zaciszu. Urządzenie sprawdza się świetnie w takiej sytuacji, posiada mnóstwo treningów wgranych w zegarku, mierzy puls podczas ćwiczeń, odmierza czas, spalone kalorie, serie, czy powtórzenia (w zależności od wybranego treningu). W swoim domu ćwiczę przeważnie z Ewą Chodakowską poprzez jej platformę treningową BeActiveTV. 






Do domowych treningów, czy takich na siłowni, ale generalnie w pomieszczeniach zamkniętych mamy takie programy jak:



  • kardio
  • siła
  • joga
  • jazda w pomieszczeniu
  • chód w budynku
  • pokonywanie schodow
  • basen
  • maszyny eliptyczne
  • stepper
  • ergometr
a także na platformie Garmin Connect możemy stworzyć swój własny trening. Do treningów domowych używałam najcześciej:

  • kardio
  • siła
  • joga
Kardio stosuje do treningów skocznych, interwałów, gdzie trzeba się mocno zmachać. Na ekranie widzimy odliczanie czasu, tętno, spalone kalorie a także średnie tętno.

Do treningów typowo na wybrane partie ciała, gdzie ćwiczymy na macie, z hantelkami czy gumami wybierałam trening siła. W tym programie mamy serie ćwiczeń, a także liczone są powtórzenia. Mnie nie jest to potrzebne więc cały trening nic z tym nie robiłam (by zmienić serie na kolejną trzeba stuknąc dwukrotnie w ekran zegarka), jednak po zrobieniu pauzy w odliczaniu treningu z boku zegarka, po ponownym wznowieniu zegarek liczy już kolejną serię. Na ekranie zegarka zobaczymy takie informacje jak czas trwania, czas trwania serii, ilość powtórzeń, tętno, spalone kalorie.

A joga to wiadomo :) używam do jogi, pilatesu, spokojniejszych programów Ewy takich jak Slim Fit, Model Look, Beauty Shot czy Secret. Na ekranie zobaczymy czas trwania, tętno, spalone kalorie i średnie tętno. 

 trening siła w trakcie trwania



odpoczynek w treningu siłowym




W zegarku można ustawić ulubione treningi, by nie szukać ich na stałej liście. Na mojej liście widnieje:


  • bieganie
  • kardio
  • joga
  • siła
Listę można oczywiście rozwinąć do tej standardowej. Wystarczy kliknąć kwadraciki na dole zegarka. 



Bateria



Do zegarka dołączony jest krótki dość kabel, z śmieszną końcówką do ładowania. Na ile wystarcza bateria i co ile ładuje swój zegarek?

Cóż to zależy. Zależy od tego jak bardzo jestem aktywna. Rekord wytrzymałości baterii to 10 dni, przy rzadkim trenowaniu, a najkrócej bateria wytrzymała prawie 5 dni. Dużo czy mało? Szczerze mówiąc, ten zegarek chodzi praktycznie non stop, cały czas zbiera informacje, do tego jest kolorowy i dotykowy wyświetlacz, niektóre funkcje są animowane jak np moment osiągnięcia celu. To trochę tak jak porównać stary telefon z klawiaturą do smartfona. Oczywistym jest, że ten pierwszy nie będzie wymagał tak częstego ładowania.


jeden z ekranów ustawień - pojawia się po dłuższym przytrzymaniu przycisku z boku zegarka


Ile zajmuje ładowanie zegarka? Godzinę, od 2% do 100%. Nie ma znaczenia, czy ładujemy przez port USB w komputerze, czy podpinając kabel do kostki od ładowarki z naszego telefonu. Myślę że to dobry czas ładowania.

Przy użytkowaniu do treningów około godzina trenowania zabiera od 6 do 10 % baterii. Bywało, że zapomniałam naładować zegarek, a miałam iść pobiegać i przy 12% dał radę podczas 40 minut treningu, i jeszcze się nie wyłączył, a zostało kilka % życia.



Aktywność dzienna




Zadaniem zegarka jest towarzyszenie nam przez cały dzień. Urządzenie mierzy 
  • tętno
  • kroki
  • pokonane piętra schodów
  • spalone kalorie
  • minuty intensywnej aktywności
Personalizując urządzenie, wpisujemy naszą wagę wzrost, poziom wytrenowania. Następnie zegarek ustala nam cele dzienne, które można w każdej chwili podejrzeć na urządzeniu lub aplikacji. Te cele to liczba wykonanych kroków, pokonane piętra, liczba godzin snu i minuty intensywnej aktywności ( o nich napiszę troszkę później). 






Nasze cele można edytować (na szczęście ;) ) moje urządzenie ustaliło mi że powinnam pokonywać


  • 7,5 tys kroków dziennie
  • 10 pięter
Z tymi piętrami mało kiedy mi się udawało, bo musiałabym chodzić góra-dół jako osobny trening. Mieszkam na 1 piętrze, do pokonania mam niewiele schodów. By zegarek dobrze mierzył pokonane schody musimy pracować obiema rękoma jak przy chodzeniu, trzymanie się poręczy czy przeskakiwanie po dwa stopnie naraz powoduje brak mierzenia tych pokonanych pięter. Tak samo zasmuci to mamusie, trzymanie dziecka za rączkę i powolne pokonywanie schodów też nie jest rejestrowane. 

Za to 7,5 tys kroków to wg obliczeń zegarka około 5 km. Kroki mierzone są na podstawie ruchów ręką, co znaczy że jeśli tańczymy czy machamy rękoma te kroki też są naliczane. Nie ma jednak powodów do zmartwień każdy zegarek mierzy kroki w ten sposób. Żeby kroki były mierzone tylko na podstawie stóp musielibyśmy nosić zegarek na nogach lub zakładać specjalną opaskę na nogę, ale wtedy machanie nogą gdy siedzimy także liczyłoby kroki. 






liczba wykonanych kroków z widocznym paskiem ruchu "Rusz się!"

Gdy pozostajemy dłużej w bezruchu urządzenie wibruje i wyświetla się komunikat; "Rusz się!", następnie specjalny pasek ruchu na ekranie przy liczbie pokonanych kroków miga, do poziomu do którego powinniśmy w tym momencie dotrzeć, by mieć pewność zaliczonego celu dziennego. Wystarczy pochodzić kilka minut by pasek zniknął, jeśli zaś dalej siedzimy to zegarek po jakimś czasie ponownie informuje nas o braku ruchu. Natomiast jeśli pokonamy już dzienny cel, a jest jeszcze wcześnie, po jakimś czasie zegarek znów zachęca nas do ruchu. Czasem bywa to denerwujące, gdy np pokonamy biegiem 15 tys kroków, mamy dość a zegarek sugeruje nam dalszy ruch. Z tego co wiem, niemal wszystkie urządzenia mierzące aktywność mają tak samo. Nie denerwuje to za bardzo. 






Garmin Vivoactive3 mierzy tętno przez cały czas noszenia urządzenia na ręku. Notuje każde zmiany tętna, tętno spoczynkowe. Potrzebne to jest do mierzenia poziomu wysiłku dla którego jest skala:


  • niski wysiłek
  • średni wysiłek
  • wysoki wysiłek
  • bardzo wysoki wysiłek
Przy wysokim i bardzo wysokim wysiłku zegarek informuje nas o tym fakcie, sugerując byśmy zwolnili i wykonali krótkie ćwiczenia oddechowe. Mierzenie wysiłku jest wiarygodne tylko wtedy gdy nosimy urządzenie także w nocy.

Tak samo spalone kalorie, mierzone są te treningowe jak i podczas całego dnia. Bardziej wiarygodne jest, gdy nosimy urządzenie całą dobę. W aplikacji jak i urządzeniu widać rozgraniczenie kalorii spalonych z treningów, jak i tych podczas całego dnia. Na tej podstawie mniej więcej wiemy jaka jest nasza podstawowa przemiana materii, to jest ilość kalorii jaką zużywamy do podstawowych funkcji życiowych i naszego standardowego trybu życia. 




wykres spalonych kalorii na przestrzeni tygodnia

Wszystkie podsumowania naszych aktywności widnieją na zegarku pod nazwą: Mój dzień. Dane te zerują się po północy. 



Sen



Urządzenie posiada funkcje pomiaru snu. Zegarek rejestruje moment zaśnięcia, pobudki, wszelkie przebudzenia a także jakość snu. 


Po zsynchronizowaniu urządzenia z telefonem w aplikacji zobaczymy:


  • ilość snu
  • czas zaśnięcia
  • czas pobudki
  • czas przebudzeń nocnych
  • czas snu głębokiego
  • czas snu płytkiego
  • czas fazy REM
Co ciekawe mój sen mało kiedy jest głęboki, za to mam sporo snu płytkiego a także dużo fazy REM. Najczęściej fazę REM mam godzinę po zaśnięciu, a także nad ranem. Pobudek, jako mama też nadal mam sporo :)


Wartości naszego snu widnieją w ilości godzin, minut, a także obok zobaczymy wykres procentowy. Jeśli danego dnia spaliśmy mniej jak 8 godzin, mamy niezaliczony cel dzienny, którego niestety nie da się zmienić. Można ustawić za to mniej więcej kiedy idziemy spać i kiedy wstajemy, a także wprowadzić zegarek w tryb "Nie przeszkadzać" po danej godzinie. Do przespanych godzin nie są zaliczane pobudki, niekiedy po drugiej lub trzeciej łączności z telefonem ta ilość snu jest dokładniejsza. Nie noszę zegarka co każdą noc, wolę dać skórze odpocząć, zakładam zegarek co 3-4 noc.




Minuty intensywnej aktywności



O co w tym chodzi? Jaka aktywność? A właśnie. WHO zaleca 150 minut intensywnej aktywności na powietrzu w ciągu jednego tygodnia, by utrzymać się w dobrym zdrowiu. Ta intensywna aktywność to są spacery (trzeba włączyć tryb Chód w zegarku by zostało to zaliczone), a także jazda na rowerze, bieganie. Akurat bieganie liczone jest podwójnie - chyba że powoli truchtamy, wszystko zależy od naszego tętna.




By osiągnąć tygodniowe minuty intensywnej aktywności potrzeba jedynie 75 minut biegania. Ilość minut można zmieniać na więcej, lecz nie mniej. Ikonka z stoperem informuje nas na urządzeniu a także w aplikacji, jak idzie nam realizacja celu. Dodam, że w trybie Kardio ćwicząc w domu te minuty także są naliczane, jeśli mamy tętno powyżej 125 uderzeń. Najwięcej tych minut doliczanych jest gdy biegamy, mój dotychczasowy rekord to 150 minut podczas jednego treningu.


Co z tymi krokami i snem?





Przy dłuższym używaniu zegarka zasmuciłam się dwa razy.


Pierwszy gdy podczas spaceru z córką w wózku, nie naliczały się pokonane kroki. Dlaczego? Obie ręce miałam na kierownicy wózka, zaś w kalendarzu dostępnym w aplikacji widniała aktywność: kolarstwo. Jeśli chcemy zaś by kroki się liczyły wózek trzeba prowadzić jedną ręką, co trochę jest trudne, ewentualnie włączamy tryb Chód, ale kroki nadal nie są tak dobrze liczone.


Drugi raz zasmucił mnie fakt godziny zasypiania. W momencie gdy długo leżymy, jesteśmy zrelaksowani, czytamy książkę, oglądamy film i niezbyt się ruszamy zegarek rejestruje już sen. Nie jest to uciążliwy błąd, przecież to tylko elektronika, bo zegarek mierzy sen na podstawie tętna i ruchów. Tak samo jest z pobudkami, dopiero gdy wstaniemy z łóżka lub tylko usiądziemy na nim zegarek rejestruje moment pobudki.




Jak wyglądają aplikacje od środka? 




Serwis Garmin Connect to istny kombajn informacji o nas, o treningach, aktywnościach. Pełen danych, raportów, wykresów których pojawia się więcej wraz z dłuższym czasem używania. Garmin Connect to także społeczność użytkowników Garmin, która oferuje fora z pytaniami, wyzwania, zapraszanie znajomych, rywalizacje, artykuły, śledzenie postępów innych i ściganie się z nimi.




Pulpit główny po zalogowaniu się do serwisu Garmin Connect. Po lewej widnieje menu, w prawym górnym roku awatar, skrzynka odbiorcza, stan urządzenia.





Dzienne podsumowanie widoczne w serwisie na komputery. Dane synchronizują się gdy zegarek prześle dane do serwisu. U góry znajdziemy datę ostatniej synchronizacji. 



Jedne z planów treningowych serwisu, dostępne na zegarki po przesłaniu do urządzenia. Plany można przejrzeć po kolei, modyfikować, a także po przesłaniu (najpierw musimy zdecydować się na dany plan) widoczne są w urządzeniu jak i na telefonie. 



Przydatna wskazówka dla biegaczy - sprzęt. Tutaj wpisujemy swój standardowo używany but biegowy, niestety można wpisać tylko jeden. Widoczny pasek z kilometrami to wybiegane kilometry do końca ważności butów. Wiecie że buty mają "termin przydatności" a raczej kilometraż ;) sprzęt można wycofać i wprowadzić inny w każdej chwili




Raporty Insights. Kopalnia informacji, na screenie widnieją akurat kroki, ale możemy podejrzeć też ilość naszego snu w porównaniu do innych, ilość wybieganych kilometrów i ilości treningów. A także dział ten zajmuje się motywacją, w chwilach kryzysu.




Raporty - kopalnia szczegółowej wiedzy o naszych treningach. Nie wszystkie funkcje są dostępne od razu - w przypadku biegania próg mleczanowy, stan treningu, dostępne są po dłuższym używaniu. 





Skala mierzenia wydolności organizmu - pułap tlenowy. Mierzony jest na podstawie treningów biegowych, zbierane są dane tętna, prędkości biegu, a następnie jesteśmy przydzielani do danej kategorii. Mocno pracuję nad tym by wspiąć się na zieloną skalę :)




Motywacje odznaki - serwis Connect przydziela nam odznaki oraz punkty za różne osiągnięcia. Dzięki punktom osiągamy "poziomy" czy jak kto woli 'levele" w serwisie Connect. Na samej górze tego działu, zobaczymy ile mamy punktów i na jakim poziomie jesteśmy. Szczerze nie wiem do czego potrzebne są te poziomy, być może to jakieś zaawansowanie, odznaki są bardzo motywujące choć te poziomy nie są dla mnie niezbędne. 



Aplikacja na telefon



Aplikacja różni się nieco wyglądem w zależności od systemu telefonu. Ja mam ten z iOs, choć zauważyłam że różnice są tylko kosmetyczne. Aplikacja na telefony Apple jest bardziej klasyczna, wykresy są proste, a w przypadku Androidów jest kilka "upiększeń" i nic poza tym.



Tak wygląda wykres snu. Na dole mamy oznaczenia kolorów, moment zaśnięcia oraz pobudki. Następnie widzimy wykres słupkowy z analizą naszego snu, oraz wykres okrągły z podsumowaniem czasu trwania poszczególnych faz snu. 




Ekran główny aplikacji. W systemach Android wykres tętna pokazany jest w formie fali. 


Wysiłek to skala mierzona przez cała dobę na podstawie tętna, z czego mierzony jest też poziom stresu organizmu.


Kalorie dzielą się na spoczynkowe i aktywne. Każdą funkcje można wyświetlić w pełnej wersji, klikając w w nazwę funkcji, np Kalorie, czy Sen, albo Kroki. Tam znajdziemy bardziej szczegółowe dane, porównanie z poprzednimi dniami oraz postępy.


"Mój dzień" w aplikacji na telefon. Tutaj znajdziemy podsumowanie dziennych jak i tygodniowych dokonań. 




Tak prezentuje się kalendarz. Każdy kolor symbolizuje coś innego. Gdy pasek jest przerywany, to znaczy że dana aktywność nie jest zrealizowana zgodnie z naszym celem. Gdy zrealizujemy cel kolor staje się pełny, oznaczenia w pełnych kolorach oznaczają też treningi, bieganie, spacer który nie jest rejestrowany poprzez formę treningu (kolor szary). Kolorem niebieskim oznaczone są kroki, zielonym treningi, zaś pomarańczowym zaplanowane treningi z planów treningowych. Czerwony kolor o mierzone tętno, a fioletowy to mierzony czas snu. 




Po prawej stronie można rozwinąć manu aplikacji, wygląda ono tak jak powyżej. Na stronie Garmin Connect jest tego znacznie więcej. Tutaj mamy takie podstawy, jeśli szukamy rozbudowanych informacji, czy funkcji jak planowanie treningów trzeba przesiąść się do komputera. 




Pułap tlenowy. Wyżej mamy wykres i oznaczenie naszej osoby w skali a poniżej przedstawione jest, po kliknięciu napisu "pomoc" wyjaśnienie co oznacza ten pułap tlenowy i jak jest mierzony. 










Podsumowanie i moja ocena



Trochę czasu zabrało mi napisanie tej recenzji, i mam wrażenie że nie napisałam wszystkiego. Musiałyby chociaż powstać 3 wpisy, albo i więcej! by opisać wszystko dokładnie. Co oznacza że zegarek jest na prawdę "wypasiony". Sama nie odkryłam go do końca, choć leci nam 4 miesiąc razem.


Czy warto kupić taki sprzęt za tyle pieniędzy? Moim zdaniem: TAK!

Wybierając swój nowszy model, przeglądałam mnóstwo stron, recenzji czy choćby opisów. Brakowało mi konktnego opisu tego modelu i mam nadzieję że kiedyś ta recenzja pomoże komuś w decyzji. Wracając do tego dlaczego warto kupić.


Na rynku są inne modele zegarków, innych firm które mają podobne funkcje, też są multisportowe, mierzą puls i tak dalej. Jednak Garmin Vivoactive 3 urzeka wyglądem, jest zgrabny, solidnie wykonany, choć niektórzy mówią że jest zbyt plastikowy. Ja uważam że za taką cenę, jakość jest na prawdę na dobrym poziomie. Plusem jest że można wymieniać paski, nawet Garmin produkuje te z skóry.


Wygoda noszenia - przez kilka dni moja ręka musiała się przyzwyczaić - nie nosiłam zegarka przez cały dzień od lat, ale moja skóra należy do wrażliwszych, nie każdy tak reaguje. Na godzinę lub dwie dziennie ściągam zegarek by ręka mi odetchnęła, tak samo w nocy - nie noszę zegarka codziennie. Mimo to sprzęt nosi się wygodnie,nie raz stuknęłam nim przy zmywaniu naczyń, czy innych domowych sprawach, nic się z nim nie stało. Dodam, że o zegarek trzeba dbać, o tym zapomniałam wspomnieć. Dwa razy dziennie przecieram szmatką tarczę, oraz pulsometr, który nie raz jest brudny, co jest oczywiste. W instrukcji obsługi producent zaleca takie przeczyszczenie z pewnością przed ładowaniem zegarka.







Prostota działania - Vivoactive 3 jest łatwy w obsłudze. Wszystko leży w gestach naszych palców oraz przycisku z boku zegarka. Nic więcej nie trzeba. Aplikacja jest przejrzysta, są w niej zawarte tylko istotne informacje. Po więcej sięgamy w Garmin Connect na większym ekranie, choć nie jest to konieczne. To sprawia że zegarek jest uniwersalny, sprawdzi się u amatora jak i bardziej zaawansowanego sportowca.






Użytkowanie podczas treningów - wszelkie niezbędne informacje mamy pod ręką. Dzięki dotykowemu wyświetlaczowi wystarczy przesunąć ekran, by zobaczyć więcej informacji po czym wrócić do tych najbardziej pożądanych. Odwzorowanie GPS jest bardzo dokładnie, dokładniejsze od mojego poprzedniego zegarka który gubił często zasięg w lesie. Vivoactive 3 zasięgu nie gubi, choć przez chwile pokazuje zaniżone tempo, ale po chwili wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jeśli chodzi o kalorie, bo to często kobiety interesuje to cóż, tutaj sprawa jest indywidualna, wszystko zależy od nas samych. Producenci takich sprzętów mają swoje algorytmy w tej kwestii, nie ma co porównywać i decydować się na zakup "Bo tamten zegarek pokazuje więcej kalorii". Koleżance być może pokazuje więcej, a nam już niekoniecznie. Tak samo jest w przypadku Vivoactive, widuje zdjęcia na grupach gdzie niby ćwiczymy to samo jednak koleżanka ma spalone o wiele więcej jak ja, to nie jest wina wadliwego sprzętu, a kwestia indywidualna.


sterowanie muzyką dotyczy tylko muzyki która akurat jest włączona w telefonie, choć istnieje wersja zegarka Music, do którego można wgrać 500 ulubionych utworów i odtwarzać je na słuchawkach bezprzewodowych



Jeśli chodzi o tętno mierzone z nadgarstka, uważam że Garmin ma jedne z dokładniejszych technologii, choć wiadomo że pomiar z paska na klatkę piersiową zawsze będzie dokładniejszy. Z drugiej strony te różnice nie są spore. Do Vivoactive 3 również można dokupić taki pasek. Dla mnie pomiar tętna był ważny, nie chciałam już dłużej polegać na samopoczuciu, a mieć jakieś odzwierciedlenie i odniesienie do tego samopoczucia w trakcie i po treningu.


Co mi się bardzo podoba, to sprawa śledzenia postępów. Tego było mi trzeba, nie ma to jak widoczny rozwój, poparty wykresami, analizami, czy skalą pułapu tlenowego.






Czy go lubię? Oczywiście, nie rozstajemy się od momentu otworzenia pudełka :) o to właśnie mi chodziło, niczego mi nie brakuje, nie mam poczucia że jeszcze coś ten zegarek mógłby mieć. Nie zerkam gdzieś tam z boku na inne modele, czy kompletnie innych producentów. Mam to, co chciałam. Po długich namysłach, przeszukiwaniu internetu, mogę w 100% powiedzieć że jestem zadowolona. Zegarek sportowy nie musi wyglądać jak sportowy, może być ładny, kobiecy, napakowany gadżetami, indywidualny, po prostu piękny i funkcjonalny. Tak bym podsumowała Garmin Vivoactive 3, jest wart tych pieniędzy.





Copyright © 2016 O bieganiu i nie tylko , Blogger